| Rana na policzku kapłana przestała krwawić, a po chwili przecięta skóra połączyła się nie pozostawiając śladu po rozcięciu. Jedynym znakiem było lekkie zaróżowienie w miejscu skaleczenia. Jednak nie było ono widoczne, gdyż lewą stronę twarzy i szyi półorka pokrywała jego krew, zaś on sam był cały zachlapany posoką swoich przeciwników. Tak naprawdę to wyglądał jak rzeźnik, który właśnie skończył oprawiać całkiem dorodnego wieprza.
Po odmówionej modlitwie wstał i uważnym spojrzeniem ocenił przemawiającego do nich jeźdźca. Najwyraźniej nie stanowił zagrożenia. Przynajmniej teraz. Nie odpowiedział na postawione pytanie, gdyż jak zwykle w takich sytuacjach pierwszeństwo przyznawał Walnarowi. "Następny arystokrata. Czy na Orcusie już tylko tacy zostali?"
Pomyślał zgryźliwie i grymas niechęci wykrzywił mu na chwilę twarz. "Ten jednak przynajmniej nieźle z łuku strzela, a nie jak nasz małomówny do tej pory towarzysz."
Wzrok jego powędrował w kierunku ciała maga ze sterczącą z szyi maczetą. Uśmiechnął się złośliwie. "Dużo już nie powie"
Rozejrzał się po pobojowisku. Ściganie goblinów nie wchodziło w rachubę. Oni byli na swoim terenie, a dla nich to był teren nieznany. Mogli ich wciągnąć w dowolną pułapkę. I pomimo, że poważnie przetrzebieni, to jednak nadal było ich ... "Raz, dwa ... dziewięć." policzył ciała przeciwników.
... co najmniej jeszcze pięciu. No i pieski.
Licząc ciała zauważył interesującą rzecz. Głowa goblina, który pozbawił życia Alandera i teraz leżał z nim na ziemi w prawie braterskim uścisku, skonawszy od poparzeń, ciągle płonęła w miejscu, gdzie mag dotknął jej swoimi płonącymi dłońmi.
Zaintrygowany Turgas zignorował przybysza i zbliżywszy się do truchła uważnie zaczął się przyglądać. Nie wyglądało to naturalnie. W normalnych warunkach w miejscu dotknięcia ciało powinno zostać co najwyżej zwęglone. A tu ogień wciąż płonął. Gwardzista wziął maczetę i spokojnie przymierzywszy, jednym ciosem odciął głowę od reszty ciała, po czym nabił ją na dzidę, aby się nie poparzyć i podniósł płonącą, martwą twarz, aby bliżej się przyjrzeć anomalii. "Ciekawe, trzeba będzie to zbadać bliżej, ale dopiero po powrocie w spokojniejsze strony."
Rozejrzał się ponownie wokół. Gobliny na pewno coś ze sobą miały, więc wbił dzidę z zatknięta na niej płonącą czaszką w ziemię i przechodząc od jednego, do drugiego sprawdzał, czy któryś jest przytomny i nadaje się na przesłuchanie. Ciała zabitych ściągnął na jedno miejsce i zaczął regularne przeszukiwanie ich ekwipunku oddzielając sakiewki, broń i zbroje, i składając je na osobne miejsca. |