Pappo wstał rankiem całkiem wyspany, nie pamiętał swojego snu, wziął poranną kąpiel w postaci obmycia twarzy i rąk. Następnie ubrał się, rozprostował ciało. Dało się nawet słyszeć chrząstki w kręgach i stawach. Poranna gimnastyka w wykonaniu halfinga jest dziwna, a Pappo zgadza się z tą opinią więc nawet nie raczył schylić się i zrobić skrętoskłon. Wziął swoje rzeczy i zszedł do sali głównej.
Na stole leżał jakiś gość zaproszony przez hobbitów, którego Pappo nie znał. Widocznie wczoraj zabalował tak, że nie miał siły pójść na górę do pokojów spać. Zrezygnował i padł na stole.
„Słaba głowa, chociaż ja poszedłem spać wcześniej. Zmęczony byłem podróżą i występem.”- Pomyślał Pappo.
- Zapraszam na śniadanie! – Usłyszał głos cioci Sei.
-
Zaraz przyjdę, mam nadzieję, że jest pyszne – odpowiedział ochoczo Pappo.
Ale jak to zaraz przyjdę? Co Pappo Pian chciał robić przed śniadaniem hobbitów, czy jest coś takiego na świecie ważniejszego od śniadania niziołków? Musiał iść do wychodka, załatwić podstawowe sprawy fizjologiczne [tak często zapominane w Rpgach].
Wrócił po chwili, umył jeszcze rączki i zaczął pałaszować śniadanko. Bycze naleśniki!
- Ciociu, pójdę na miasto rozejrzeć się, pozwiedzać. Wrócę na kolację, może kogoś poznam. Psy będą mnie bronić przed tłokiem i niezauważalnością przez ludzi.
Taki już jest los niziołków – wzrost...
- Dobrze synku, tylko uważaj na siebie, na kolację zrobię ser biały ze szczypiorkiem na chlebku z solą. Pychota!
- Ciociu, ty to masz smak, ach.
Pappo wyszedł drzwiami i zmierzał ku Małej Rosette, po drodze wyjaśniano mu dokładnie jak trafić, zapytał się człowieka w dziwnym odzieniu i krasnoluda, widocznie bankowca. Pieski szły koło niego bardzo ochoczo i nie szczekały na nikogo, chyba że ktoś podszedł do Pappa zbyt blisko. Po za tym psy torowały mu drogę gdy musiał przedzierać się przez tłoczne uliczki, ludzie zmierzali do pracy lub na targowisko, które teraz pojawiło się w nieznanej przez Piana dzielnicy. Pappo zobaczył również sklep z szyldem „Mięso u Komucha” przy którym licząc tak na szybko stało ze dwadzieścia kobiet. Zdziwił się bardzo nasz hobbit, bo nie widział nigdy czegoś podobnego w Aldorfie. No to przyspieszył kroku, aby i jego ciekawość nie zżarła i nie stanął w kolejce.
„ Co to jest?” – Pomyślał Pappo na widok przedziwnej budowli. Była to rezydencja zapewne dziwacznego arystokraty. Okna były zniekształcone, a sam budynek wyglądał tak jakby za chwile miał legnąć w gruzach. Drzwi były owalne, wszystko oparte jest na jednej kolumnie. Pappo jako inżynier wiedział że mocny podmuch wiatru albo jakiś wstrząs nie pozwoli temu budynkowi dalej istnieć. „Przecież to nie możliwe” – ciągnęło mu się w umyśle gdy odchodził uliczką.

„Ale piękne, tak jakby ktoś na starą katedrę wylał maź. Przepiękne zdobienia, wieże, przecudowne, muszę kupić sobie obraz gdy będę wracał do domu.” – kolejne myśli natłoczyły się w umyśle niziołka. Zobaczył teraz ogromną katedrę, dzieło architekta krasnoludzkiego Gaudurina herbu Dąb. Piękna budowla. Niestety widać było, że miejsce święte jest niedokończone, z lewej strony była świeżo budowana przez drewniane machiny. Czyżby krasnoludzcy inżynierowie przybyli do miasta? Pappo? Wstawaj! Wstawaj mówię !!!!
***
Pappo wstał rankiem całkiem wyspany...
***
Świątynia Mananna, Myrmidii. Naprawdę gratulować kunsztu artystom projektantom. Teraz Pappo znalazł się pod tą drugą katedrą. Właśnie z niej wyszedł jakiś szlachcic, no może bogaty człowiek. Rożno w pochwie przy boku. Widać, że wdał się w jakąś bójkę, cały we krwi.
„Muszę iść za nim i dowiedzieć się czegoś o nim” – pomyślał Pappo - „Może to zawadiaka, lecz usłyszałbym o nim, krew musi coś znaczyć, tylko co...”
Rynek, duży plac, jednak Pappa zaciekawił budynek stojący koło niego – to był czteropiętrowy prawie „pałac”. Kolejna budowla, a raczej dzieło w tym zacnym mieście.
Z oczu znikł mu szlachcic, teraz zobaczył starego-nowego znajomego ze wczorajszego spotkania w karczmie „Piańskie Progi” – to był Machat.
Pappo zmierzał ku niemu, chciał się dowiedzieć od niego jak trafić do „Małej Rosette”.
-
Jak ...
Wtedy przerwał mu zaczęcie rozmowy szloch mężczyzny, który błagał kupca o sprawiedliwość. Zobaczył na Machata, on również to zobaczył. Potem już stało się to zbyt szybko dla Pappa, odrzucenie wieśniaka w dal i późniejsze zajęcie się nim przez 4 mężczyzn. Najwidoczniej chcą go okraść!
„Co robić, pomóc, wołać o pomoc? Co zrobić?”
Gorliwe i Pewne?...
Pappo zdecydował się dojść do zbirów, widział już jak zacny jegomość rusza w kierunku nieznajomych. Usłyszał głośne : "Stać".
Pappo włączył się do rozmowy:
-
Lepiej zostawcie go, te dwa psy są ze mną, a piana leci z pyska. Nie jadły od dwóch dni. Won!