Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-19-2008, 19:52   #52
MigdaelETher
 
MigdaelETher's Avatar
 
Reputacja: 5 MigdaelETher jest jak klejnot wśród skałMigdaelETher jest jak klejnot wśród skałMigdaelETher jest jak klejnot wśród skałMigdaelETher jest jak klejnot wśród skał
$: 66 542
- Na wrzody Nurgla !– Marianne splunęła zniesmaczona - Do czego ten świat zmierza!

Wielka wojowniczka, z kwaśną mina ruszyła w kierunku ogrodów Mananna. Długie blond włosy, zaplecione w mnóstwo warkoczyków, kołysały się miarowo przy każdym kroku. Wielkie jak melony piersi, wyglądały kusząco z niedopiętego skórzanego kaftana, spiętego szerokim pasem. Do boku olbrzymka przytroczony miała wielki nóż w rogowej pochwie, który dla niejednego mógłby uchodzić za krótki miecz.

Marianne od rana czuła, że ten dzień nie przyniesie ze sobą nic dobrego. Przez całą noc dręczyły ją senne koszmary. Znowu była w rodzinnym mieście. Na pozór wszystko było normalnie. Ludzie śpieszyli w różnych kierunkach, zajęci swoimi codziennymi sprawami. Nagle w tłumie dziewczyna dojrzała swoją przyjaciółkę z dziecięcych lat, Hildę. Zawołała ją. Ta jednak spojrzała tylko w jej kierunku, dziwnym, nieobecnym wzrokiem i ruszyła dalej, przed siebie. Marianne nie dała za wygraną, ruszyła śladem przyjaciółki, wołając ją po imieniu. W pewnym momencie jej wysiłki odniosły skutek, Hilda zatrzymała się. Postawna blondynka dopadła do stojącej tyłem kobiety. Z radosnym powitaniem na ustach, schwyciła ją za ramię i obróciła w swoją stronę. Zamiast piegowatej, rumianej twarzyczki, zobaczyła … parę przekrwionych ślepiów tkwiących pośród jątrzących się wrzodów i broczących biało-żółtą cieczą ropni. Przerażająca istota otworzyła usta. Słodkawy odór zgniłego mięsa, rozkładu i śmierci pozbawił Marianne tchu. Szponiaste ręce, z których odpadały kawałki mięsa wbiły się w młode , jędrne ciało. Dziewczyna obudziła się z krzykiem. Musiał on być naprawdę głośny, bo po chwili do pokoju wpadł właściciel oberży w towarzystwie zaspanego kuchcika. Uzbrojeni w tasak, rondel i coś co kiedyś pełniło rolę paradnego oręża. Marianne nie zasnęła już do rana. Kiedy tylko przymykała powieki, widziała rozkładające się monstrum, które kiedyś było jej przyjaciółką.

Teraz rozdrażniona i zaspana, została wysłana na odsiecz jakiemuś Peterowi. Gdyby nie przyjaźń jaką darzyła Oskara i Beatrycze… Do czego to doszło… Co to w ogóle za mąż, który sam nie potrafi, o siebie zadbać. Pewnie jakiś chłystek, bawidamek albo inny wątły pieśniarz, jakich ostatnio pełno włóczy się po gospodach. Swoim pożal się boże zawodzeniem są w stanie zepsuć nawet radość z konsumpcji dobrze wysmażonego dziczego udźca.

Rozsierdzona wojowniczka skręciła w aleję i prawie zderzyła się brodatym niechlujem. Jedno spojrzenie pozwoliło na ocenę sytuacji. Mężczyzna przebiegł koło niej wzbijając tumany kurzu. Nie wiele myśląc staranował jednego ze strażników, Marianne z doświadczenia wiedziała, że takie sposoby dobre są ale na krótką metę. Sztylet w plecach, to śmiertelna choroba na którą umarł nie jeden szybko biegacz. Korzystając, z tego, że mężczyzna stracił nieco tempa, pokonawszy przeszkodę w postaci strażnika, schwyciła go za kołnierz i przyciągnęła do siebie.

- Tu jesteś! Ty pomiocie mantikory! Cały ranek Cię szukam! – zaczęła wrzeszczeć donośnie, potrząsając nieborakiem jak szmacianą lalką.

Ładnie to się tak wymykać z alkowy nad ranem! Mam Ci przypomnieć co mi wczoraj przy kolacji obiecywałeś, mnie i naszym dzieciom! A ty co! Znowu poszedłeś pić i włóczysz się ze swoimi koleżkami i wywołujesz pijackie burdy! - spojrzała wymownie na ciało kapłana leżące nieopodal -Natychmiast wracamy do domu! Mały Johan od rana pyta kiedy tatuś zabierze go na ryby! Pamiętasz, obiecałeś mu!
 
__________________
Brak stałego dostępu do netu...Wszystkie sprawy proszę kierować na PW...:(

Ostatnio edytowane przez MigdaelETher : 05-19-2008 o 21:06.
MigdaelETher jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem