Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-19-2008, 22:35   #44
liliel
 
liliel's Avatar
 
Reputacja: 5 liliel jest po prostu świetnyliliel jest po prostu świetnyliliel jest po prostu świetnyliliel jest po prostu świetnyliliel jest po prostu świetny
$: 62 701
Wpatrywała się w Szona zaskoczona jego stanowczą przemową. Nie zdążyła nawet zareagować gdy on minął ją już w postaci wilka i wybiegł na korytarz. Chciała zakląć dobitnie ale powstrzymała się przypominając sobie, że w pobliżu znajdują się dzieci. ~ Cholera, Szon! Jeszcze nie zdążyłeś dojść do siebie a już chcesz pakować się w kolejne kłopoty? Co robić? Co robić... ~ - po głowie krążyły jej chaotyczne myśli.

Tak bardzo chciała wiedzieć co tam się teraz dzieje. Co było przyczyną wycia Emmeta i gwałtownej reakcji Szona? Oczywiście mimo jej jasno postawionego pytania chłopak ją zignorował i wybiegł stąd jakby sama śmierć deptała mu po piętach. A to przecież ona zamierzała właśnie wychodzić! Przeklęty los. Jak zwykle wszyscy ją lekceważą i każą trzymać się na uboczu. A teraz znów pozostawiono ją w sytuacji bez wyjścia. Nie może przecież zostawić dzieci samych.

~ Dlaczego muszę być tak beznadziejnie odpowiedzialna? ~ - pomyślała.

Dana chciała dogonić Szona i wybiec za nim na zewnątrz. Deidre zdążyła zatrzymać ją w ostatniej chwili zagradzając jej drogę własnym ciałem. Przykucnęła przed nią i ujęła lekko jej rękę.

- Dana skarbie, nie martw się. Szon niebawem wróci. Nic mu nie będzie. - nie była pewna czy te słowa mają uspokoić małą czy może ją samą.

Dziewczynka jednak wyglądała na niepocieszoną. Wykrzywiła usta w podkówkę i wciąż błagalnie wpatrywała się w drzwi, za którymi przed momentem zniknął wilk. Po chwili jednak przeciągle ziewnęła i przetarła oczy drobnymi piąstkami.

- Skarbie, jest noc. Wszystkie dzieci o tej porze już dawno śpią. - przekonywała - Co powiesz na to, abym pomogła ci się umyć a potem położymy cię do łóżka?

Dana dąsała się przez chwilę, kilkakrotnie tupnęła nawet nogą w akcie ostentacyjnego protestu.

- Nie, poczekam aż Szon wróci do domu. To on zawsze kładzie mnie spać. Zresztą obiecał się ze mną pobawić.

- Ale kochanie, uwierz mi, pobawi się z tobą jutro z samego rana. Popatrz, oczka ci się lepią. No chodź skarbie, czas spać. - zdała sobie sprawę z matczynego tonu własnego głosu. Bezwiednie pogładziła się dłonią bo brzuchu. Czy będzie dobrym rodzicem? Nie miała nawet okazji wcześniej przemyśleć tego co niebawem ją czeka. Tak wiele zmian...

Na potwierdzenie jej słów dziewczynka znów ziewnęła, demonstracyjnie otwierając buzie. Zrezygnowała wreszcie z dalszego stawiania oporu i poszły wspólnie do łazienki. Deidre pomogła jej się umyć i włożyć piżamę a potem wyszczotkowała jej jasne włosy. Mimo, iż wewnątrz trawił ją niepokój starała się nie dawać nic po sobie poznać. Uśmiechała się do Dany serdecznie, kilka razy próbowała ją nawet rozśmieszyć. Wreszcie zaprowadziła ją do łóżka, przykryła kołdrą po samą szyję a potem przycupnęła na podłodze tuż obok. Sięgnęła po książkę leżącą na nocnej szafce. W bladym świetle lampki litery były słabo widoczne ale wytężyła wzrok i zaczęła cicho czytać. Gardło miała wysuszone i kilkakrotnie głos jej się załamał jednak nie przerywała.

Wreszcie spostrzegła, że Dana leży spokojnie pogrążona we śnie. Odłożyła książkę na dywan i oparła głowę na materacu. Felerne myśli na powrót kotłowały jej się w głowie. Podniosła się opieszale i skierowała do kuchni gdzie przy stole siedziała pozostała trójka dzieciaków.

- Posłuchajcie, może zjecie coś i też się położycie? To tylko sugestia, nie zalecenie. - Chciała się wytłumaczyć, że nie ma bynajmniej zamiaru się rządzić i naruszać ich terytorium.

Przeszukała szafki i lodówkę. Znalazła niewiele ale wystarczyło aby zrobić pełen talerz kanapek. Postawiła je na stole przed dziećmi i sama wzięła jedną, jakby ten gest miał między nimi przełamać pierwsze lody. Przeżuwała powoli, nerwy wciąż ściskały jej żołądek.

- Powiedzcie mi coś o sobie. Kim jest dla was Szon? Czy tylko on się wami opiekuje? Nie mieszka z wami nikt dorosły? - miała nadzieję, że nie odbiorą gradu jej pytań jako ataku. Zresztą, w jej głosie dało się wyczuć niekłamaną troskę i przejęcie.
 
liliel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem