Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-20-2008, 18:12   #250
Josonosimiti
 
Reputacja: 1 Josonosimiti jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 351
"Reyfu robi obóz. Edic śpi na drzewie. Jeszcze mi kotwiczkę zabrał. Apsu... Apsu? Ah no tak pomaga Reyfu. Samuel? Chyba nie wie co ma robić. Tak samo Aneta.
Jasna .... ( i jeszcze kilka pejoratywnych określeń)."
Wallace przez kilka minut stał jak wryty i nie wiedział za co ma się zabrać. Deszcz odbijający się od płaszcza dudnił mu w uszach. Pogoda pasowała do jego nastroju. Nawet za bardzo...

"Nie mogę przecież stać tu wieczność." Mężczyzna wydobył się cudem ze swojego letargu. Ruszył w stronę pobliskich drzew wyciągając swój miecz.
"Ostatni zasrany wysiłek. Potem już sobie odpocznę! No dalej wysil się Wallace! Ty który wyszedłeś z niejednego dołka i nie jeden raz wyszarpnąłeś swoje członki z łap nieszczęścia!"
Sam nie wiedział czy to mu dodaje otuchy czy jedynie gada sam do siebie i to jeszcze w swojej głowie.
Sięgnął pobliskie dzikie rośliny swoją bronią - narzędziem. Duże długie liście powoli opadły na ziemię przygniatane nawałnicą wody. Następnym celem były gałęzie wyrastające z drzewa wystarczająco nisko, aby bez problemu je ściąć.
Dwie z nich oczyścił z małych gałązek i wbił w ziemię. Na ich końcach położył długą gałąź. Otrzymał coś na kształt bramki. Następnym krokiem było dodanie ukośnych kijków odchodzących od wbitych gałęzi. Teraz Pomiędzy uchylonymi gałązkami poziomo zaczął układać długie i cienkie gałązki, po czym między nie wciskał długie liście. Otrzymał w ten sposób spadzisty daszek sięgający aż do ziemi. W środku swojej prowizorycznej "chatki", zrobił legowisko. Były to gałęzie ułożone na podwyższeniu zrobionym z wbitych krótkich palików.
Sięgnął po gałązki i ułożył z nich stosik. Poszedł po więcej drewna zostawiając pod wiatą plecak. Gdy wrócił z naręczem miarowo suchego drewna uświadomił sobie, że jest strasznym egoistą. Pod daszkiem zmieściłoby się jeszcze jedno "łoże".

"To już koniec! Ostatnie kroki! Jesteś wynalazcą czy nie!?"
Szybkimi ruchami stworzył dodatkowe legowisko obok swojego.
Z plecaka wyciągnął krzesiwo i począł krzesać iskry przy stosiku drewna. Ręce mu zgrabiały z zimna. Upuścił krzesiwo. Drżącym ruchem podniósł je i wytarł z błota. Uderzył jeszcze raz.
"Jest ogień! Tak!"
Wallace miał na twarzy głupkowaty uśmiech. Wreszcie mógł odpocząć.

- Słuchajcie! Mam jeszcze jedno miejsce. Jeśli ktoś nie chce spać pod gołym niebem i nie przejawia morderczych zamiarów, to zapraszam. - Czuł się jakby właśnie co wprowadził się do nowego pałacu.
Miał racje. Deszczochronna wiata była iście pałacem pośród mokrej i dzikiej dżungli.
 

Ostatnio edytowane przez Josonosimiti : 05-20-2008 o 18:16.
Josonosimiti jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem