| Spojrzał na nowo przybyłego z lekką nieufnością. Zdaje się, że jednak nie będzie już problemów z brakującymi napastnikami. Walnar przeszedł kawałek i zabrał leżącą z boku drogi kopię. Teraz też zauważył, że skądś zna tą twarz, tylko nie pamiętał skąd. - Witajcie podróżnicy! Jam jest Tan Corum Vicious! Dziękuję Wam ... No tak, teraz już wiedział gdzie go spotkał. Choć przemowa w orczej mowie nie sprzyjała przyjaźni, jakby nie mógł przemawiać w bardziej przyjaznym języku. - Patrzcie co też koń nam przyniósł - rzekł z ironią i lekkim uśmieszkiem na twarzy - Wciąż chronisz swą kochaną przyrodę tan Corumie ? Przeszedł do swojego wierzchowca i umocował przy jego boku kopię. Nie uszedł jego uwagi widok rannej Saline i robiącej jej kazanie Kathryn w czasie opatrywania. Taktownie się odwrócił lekko od kobiet gdy jedna drugiej zaczęła zdzierać ubranie. Spojrzał na Coruma, który zajął się opatrywaniem rannego konia.
- I jak tam ranny wierzchowiec ? Wyjdzie z tego czy można go dobić ? - zapytał oceniając stan konia - Lepiej aby nie opóźniał naszego marszu. "Kolejny szlachcic na szlaku. Im więcej bogatych, tym więcej problemów na szlaku" - przemknęło mu przez głowę, gdy przysłuchiwał się tyradzie łowcy i Kathryn. Turqas jedyny chyba zadbał o niedoszłych zabójców przeszukując ich truchła. Część łupów należała zresztą do Walnara co nie omieszka się przypomnieć gdy dojdzie co do czego. - Wezmę ją na swojego skoro tak bardzo martwisz się o rannego. - rzekł ze złośliwością. - Ale nie myśl że będzie szedł bez bagażu. Jeśli nie niesie jednego z nas lub ekwipunku to do niczego nam się nie przyda.
__________________ "Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć." |