Oglądanie pieczęci nie przywoływało żadnych skojarzeń u kogokolwiek ze zgromadzonych nad nią głów. W nikłym blasku pospiesznie sporządzonej przez
Gustava pochodni ukazał się taki oto widok.
Uchwycone w świetle pochodni ryty na glinianej pieczęci nie nastrajały optymistycznie. Podświadomie wyczuwaliście tutaj coś, czego nie da się tak prosto nazwać i wskazać. Pieczęć zdawała się być magnesem, który przykuwa wzrok i uwagę wymuszając niejako zajęcie się tylko nią.
Po wstępnych oględzinach przyszedł czas na działanie. Zrobienie odbitki tego, co jest wypalone w glinie nie jest łatwą sprawą, o ile brak jest podstawowych narzędzi. Na szczęście udało się znaleźć kawałek w miarę czystego skrawka materiału, który był na tyle duży, że mieścił całą pieczęć na sobie. Pomysł
Gerdy szybko znalazł swoją realizację. Szczególnie, że
Zieleńsza wyciągnęła kraśnicę i w małym moździerzu przygotowała ją z odrobiną wody. Czerwony płyn, zgęstniały jak porządny rosół, wkrótce znalazł się na pieczęci.
Torin delikatnie rozprowadził go po całej powierzchni i jednym, sprytnym ruchem, umieścił na szmatce.
Cała czwórka stała nad szarym skrawkiem materiału i leżącym na nim kawałku gliny. Z "Emilki" dochodziły radosne pienia oraz dźwięki skocznej muzyki. Gdzieś nad lasem widać było księżyc i daleko, choć nie aż tak bardzo, miejsce, gdzie zostawili dwójkę ludzi z ich przerażającym problemem.
Torin spojrzał na pozostałych i w milczeniu oderwał pieczęć od płótna. Blade, czerwono-brązowe linie ułożyły się niepokojąco w liczne gwiazdy, zapiski w nieznanym piśmie oraz linie niewiadomego pochodzenia. Cokolwiek ta pieczęć miała narysowane - zostało to oddane na płótnie.
I wtedy coś się zaczęło dziać z figurką, która tkwiła zaplątana w sznurkach gerdowej kurtki. Z początku wyglądało to na zaplątanie się ptaszka w sieci i Gerda poczuła to zaraz przy pierwszych ruchach. Jednak potem to już nie była tego taka pewna. Zmartwiała i zastygła w bezruchu nie mogąc nic zrobić. Inni zaczęli się przyglądać dziewczynie i dostrzegli ruch przy pasie dziewczyny. Pochodnia ukazała wtedy figurkę. Tym razem nie było wątpliwości, że ona się rusza. Teraz to nawet wierzgała, kopała i wyginała się jak ryba wyciągnięta z wody. Rzemyki przy kurtce trzymały niewielką ludzką postać w jednym miejscu, aż znieruchomiała. Pozycja, w jakiej to nastąpiło, to już nie pozycja stojąca w balansie ciała, a leżący na plecach człowiek. Tym razem się nie ruszał i zaprzeczał temu, że jeszcze kilka bić serca temu, skakał jak żywy.
Gerda delikatnie dotknęła ludzkiego kształtu. Palce musnęły głowę, a cała figurka momentalnie zamieniła się w piasek, który ze świstem spadł w trawę.
Gdzieś od strony woźniców zarżały konie. "Emilka" nadal trzęsła się od muzyki i rubasznych okrzyków. Księżyc świeci jak świecił, a odbicie pieczęci schło sobie w najlepsze pod ciemnogranatowym, nocnym niebie.