Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-21-2008, 16:20   #48
Lhianann
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 4 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 87 314
Chodne szturchnięcie i powiew ciepłego powietrza na twarzy wyrwał Tishalull z półsnu w jaki zapadła.
Vilja jeszcze raz szturchnęła ją pyskiem w czoło, stwierdzając chyba, że trzeba budzenie doprowadzić do końca.
Musiało właśnie świtać, pomiędzy drzewami przesuwały się jeszcze pasma mgły, rosa lśniła na każdym źdźble trawy. Prawie niezauważalna w ciągu dnia pajęczyna zmieniła się w przepyszny, usiany kropelkami wody jak diamentami naszyjnik, godny królowej.
Przemyła twarz i ręce w zimnej wodzie, co skutecznie przebudziło ją do końca.

Dorzuciła do żarzących się głowni kilka gałęzi, które nocą leząc w cieple ognia nie zamokły.
Płomienie ponownie zatańczyły na drewnie lezącym w zagłębieniu ziemi po kamieniu jaki odtoczyła poprzedniego wieczora.
‘Pozostaw w lesie tak mało śladów swej obecności jak tylko się da’.
Umiała i lubiła stosować się do tej rady. Stało się to jednym z oczywistych nawyków w jej życiu.
Nieco przemoknięty koc rozłożyła na wiatrołomie, by promienie wschodzącego nad lasem słońca mogły go osuszyć.
Przetarła boki klaczy, rozczesała jej grzywę, lekko splątaną od porannej wilgoci.

Zawartość kociołka pod wpływem ciepła znów zaczęła wydzielać przyjemną woń.
Vilja spokojnie chrupała bujną, zieloną trawę rosnąca na brzegach niewielkiego strumienia jaki przepływał w pobliżu.
Elfa zabrała się do jedzenia potrawki z królika własnej kompozycji. Krystalicznie czysta, zimna woda z leśnej strugi smakowała jej bardziej niż najprzedniejsze wino.
Po skończonym posiłku zagasiła resztki ognia wodą, wraz z resztkami posiłku, sam kociołek wyszorowała miałkim piaskiem z strumienia. Ponownie wtoczyła omszały kamień na jego miejsce skutecznie kryjąc miejsce palenia ognia.
Rozczesała swe długie włosy ciesząc się dźwiękami budzącego się na dobre lasu.
Splotła je w długi warkocz, który upięła na karku, tak by nie przeszkadzały jej w podróży. Niesforne kosmyki jak zawsze wymykały się z najsolidniejszych jej zdaniem fryzur i okalały jaj twarz i szyję.

Zrolowała koc jaki był jej okryciem nocnym i zajęła się kulbaczeniem Vilji.
Na koszule jaką miała na sobie nałożyła mocno sznurowany z boków kaftan z miękko wyprawionej,acz mocnej skóry, na to zaś zbroję jaką zrobiła dla niej zbrojmistrz jej ojca. Dawała duża ochronę i była dokładnie przystosowana do kształtu jej ciała.

Ochrnoą szyi i tułowia dodatkowo była drobna siatka kolcza.
wzmacniane metalowymi płytkami skórzane naramienniki, karwasze, nabiodrniki wraz z pasem, naudzia i wysokie buty stanowiły uzupełnienie jej zbroi.
Metodycznie podociągała paski, sprawdziła zapięcia klamerek.


Przetarła broń, sprawdzając czy ostrza są czyste i łatwo wychodzą z pochew. lotki strzał nie zamokły przez noc w szczelnym kołczanie.
Gdy o jej bytności na polance świadczyły już tylko nieco wygnieciona trawa, oraz ślady obecności konia ruszyła dalej traktem, mając nadzieję, iż niedługo natrafi na podążającą przed nią grupę.

Po kilku godzinach usłyszała dobiegające gdzieś z przed niej odgłosy walki.
Mocniejszym zaciśnięciem kolan dała znak klaczy by się zatrzymała.
Dobyła tarsar i poczęła czujnie rozglądać się po lesie, cokolwiek zaatakowało grupę przed nią niekoniecznie musi w całości poświęcać się walce...
nie wypatrzywszy zagrożenia ruszyła dalej.
W tym czasie odgłosy potyczki zaczęły słabnąc, przechodząc w nawoływania się, jęki, czy przekleństwa. Jej czułe ucho bezbłędnie wychwyciło głosy jakie bez trudu dopasowała do poszczególnych osób w karczmie.
Chodź..miała wrażenie, że jednego brakuje, a pojawił się głos jakiego wcześniej nie słyszała.

Na polanę wjechała z schowanym mieczem, tak by nie budzić niepotrzebnych negatywnych emocji.
 
__________________
Candles raise my desire
Why I'm so far away
No more meaning to my life
No more reason to stay...

Ostatnio edytowane przez Lhianann : 05-21-2008 o 16:36.
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem