| „Bałam się, a mimo tego, przyszło” Strach przed wszędobylskim wzrokiem Kathryn, nie uchronił Saline przed jej ciętym językiem. Mimo to nerwy trzymała na wodzy, wstrzymała się do czasu aż swoje trzy grosze wtrącił przybysz, wówczas to na niego przelała złość spowodowaną wyrzutami ich obojga. Atmosfera nieco zgęstniała, jednak takie ujście emocji, tuż po walce było jak najbardziej naturalne. Nie inaczej było z Turgasem, który zajął się szabrowaniem zwłok. Przy „swoich” trupach odnalazł dwie sakiewki, przy trupach goblinów, których zabił Walnar i Saline, jeszcze po jednej.
Jedna z włóczni goblinów posłużyła za podstawkę pod płonącą czaszkę. Wnętrzności jakie znajdowały się w głowie goblina i na zewnątrz niej, spływały po niej na ziemię, cały czas wydzielając potworny smród. Wszyscy którzy wciąż przebywali w pobliżu ciał i smrodzącego pakunku goblina, musieli powstrzymać się przed odruchem wymiotnym, konie zaś coraz bardziej przestępowały z nogi na nogę.
Stos ciał urósł, przy czym i zwłoki Alandera znalazły się na jednej kupie wraz z goblinami. Obok rosła kupka metalowego moderunku, w którego skład wchodziło kilka toporów i cała masa maczet, uzbierało się też kilka kompletów ciężkich metalowych kurtek, jednak ich stan nie był najlepszy. Jak i cała reszta rzeczy które miały gobliny.
Wojownicze profesje domyślały się już, że grupa ta była zaledwie garstką z faktycznej liczby goblinów jakie musiały znajdować się w wiosce z której przybyli. Kilku z nich uciekło, wiedząc, że grupę można pokonać, oraz pamiętając śmierć swoich przyjaciół, których rodziny na pewno będą wołały o pomstę…Najbardziej zdawał sobie z tego sprawę Corum. Jednak Walnar i Turgas mieli o wiele większą wiedzę o goblinach niż łowca z dalekich stron. Dlatego też wzajemnie uzupełniali się w swych podejrzeniach, choć nie ujawniali ich na głos. Kathryn tymczasem dostrzegła jeszcze coś innego. Analizując zachowanie, sposób ataku, zaciekłość wrogów, powoli dochodziła do wniosku, że za cały tym atakiem mogło stać coś więcej niż zwykły bandycki napad. Miała zresztą powody, aby tak myśleć.
Saline poczuła się lepiej gdy rana została zatamowana. Przybysz, mimo, że tak obsceniczny, potrafił skutecznie zatamować krwawienie maścią, którą wtarł jej w ranę. Wcześniej jednak zatamował krwawienie konia, który odzyskał dużą część wigoru po wypiciu napoju, wlanego mu przez Coruma.
W końcu do wszystkich dojechała i Tishalulle. Bardka od razu została przywitana a drużyna po raz pierwszy usłyszała, jak jeden z nich przedstawia całą resztę. Dźwięki wypowiadanych słów, ujętych niemal w jednym zdaniu imion całej drużyny, zabrzmiały niczym dzwony. Jedynie Walnar nie słyszał jak dziwnie brzmią jego słowa, dla całej reszty wyglądało to jak gdyby książe, lub sam cesarz – z dźwięcznym dostojnym głosem, odprawiał magiczną inkantację. Osoby uzdolnione magicznie poczuły niemal iskrę, falę ciepła i zbierającą się moc, jednak wrażenie było krótkie i niestałe niczym piękny sen. Barwa i ton głosu Walnara sprawiła, że każdy nań spojrzał, co i sam rycerz wkrótce odczuł. Nie spodziewał się nagle takiego zainteresowania ze strony wszystkich i zupełnie nie rozumiał, czym ich do tego prowokuje.
Dopiero gdy wrócił wzrokiem do nowo przybyłej i rzucił ostatnie pytanie, czar chwili jakby przygasł pozostawiając wszystkich w stanie niepewności co do tego co przed chwilą się wydarzyło. - Nietaktem będzie jeśli spytam, jak brzmi twe miano pani ?
Ostatnio edytowane przez kset : 05-21-2008 o 21:56.
|