| O widzę Wuju, żeś przydzielił ochronę mnie i moim przyjaciołom - rzekła Klara podchodząc od strony stajen, - Chyba to przesadna ostrożność, tylko głupiec by Twoich gości atakował - mówiąc to spojrzała wymownie na Adrena, który szeptał coś niziołkowi na ucho. Od kiedy Adren szeptał... zawsze wydawał rozkazy służbie aż za głośno - ale może tym razem masz rację, że Twój dom przestał być bezpieczny. Dziękuje Wuju - uśmiechnęła się promiennie, lecz uśmiech nie sięgał oczu. - Kapralu - powiedziała rozkazująco do żołnierzy zbliżających się do elfa i krasnoluda - wyślij któregoś do pomocy przy mojej skrzynce, jest za ciężka dla tego pazia który ma nią nieść. Sam poprowadź nas na kwatery. Dla mnie ta na pierwszym piętrze, z salonem z balkonem - wskazała na "barak gościnny", który był tak naprawdę dworkiem - dla moich gości są sąsiednie pokoje. A... nie wypada by Mistrz Dwain sam niósł swe rzeczy. Ty Rolfie - wskazała na jednego z żołnierzy, którego imię przypadkiem zapamiętała z poprzedniej wizyty, gdyż był od innych o głowę wyższy - weź te nosidła. Reszta z was nie potrzebna, bo Mistrz Kyfandys woli sam się o swoje rzeczy troszczyć. Tak - zawiesiła na chwile głos, jakby szukając właściwego określenia - bezpieczniej dla wszystkich. Ej ty - krzyknęła na innego żołnierza - co to maga nie widziałeś i boisz się, że cię w żabę zmieni, że rapier chcesz wyciągać? I tak by cię nie obronił. Już go schowaj gburze. - Mówiąc to stanęła pomiędzy przyjaciółmi i szturchnęła kaprala - Nuże, prowadź.
Odchodząc zwróciła się jeszcze do Hrabiego. - A Wuju, przykro mi, ale dziś zwiedzać nie będę, raz, że po podróży z łaźni mi skorzystać pora, dwa, ten tu kuzynek sam Ci mówił, że jego imperialny honor szlachecki wymaga bym nie była w jego pobliżu.
/.../
Po dojściu na miejsce, sprawdziła czy zadbano odpowiednio o Dymitra, następnie dała pokojówce suknie do wyprasowania i czekała, aż służba naniesie gorącej wody. |