Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-31-2008, 01:44   #54
Marrrt
 
Marrrt's Avatar
 
Reputacja: 1 Marrrt wkrótce będzie znany
$: 20 239
Brzózka leniwie człapała po ulicznym bruku nawet niespecjalnie unikając dziur i kopczyków łajna. Widać było po gniadej klaczce zmęczenie po wielu dniach forsownej wędrówki i krótkich odpoczynków. Niepozornie wyglądający ciemnowłosy mężczyzna, który jej dosiadał odgarnął poły szarego wojskowego płaszcza, pochylił się i poklepał ją po boku. Dotarli na miejsce. Do domu. Coś jednak było wyraźnie nie w porządku. Powozy, obcy ludzie, zamieszanie. Chyba nie z mojej okazji???

Mężczyzna zeskoczył zręcznie z konia i przywiązawszy wodze do płotka przy krużganku przyspieszył kroku. Od dłuższego czasu wiedział, że będzie musiał skonfrontować się z wujem, jednak w tej chwili myśl ta została zepchnięta na dalszy tor przez ciekawość co też mogło takiego wydarzyć się w siedzibie Bossów, ażeby spowodować tak rzucające się w oczy zebranie. Coraz lepiej słyszalny kobiecy płacz nie budził nadziei na dobrą wiadomość. Niemal wpadł do wnętrza salonu z coraz szybciej bijącym sercem. Sam nie wiedział czego się boi, bo nieraz zdarzało się, że komuś w rodzinie przytrafiał się „wypadek”. Jakaś siła mu jednak szeptała koło ucha, że tym razem stało się coś co go bardziej dotknie.

Kamień spadł mu z serca gdy zobaczył Lizę całą i zdrową. Śliczna młoda blondynka podrosła, a twarz jej się nieco wydłużyła. Nie sposób było również nie zauważyć, że przyjemnie się zaokrągliła w odpowiednich miejscach stając się teraz bardzo przystojną kobietą tak niewinnie wyglądającą w tej białej sukience. Nie zdążył nawet odetchnąć i rozejrzeć się po reszcie zgromadzonych gdy rzuciła mu się na ramiona:
- Danst, wróciłeś. Wiedziałam, że wrócisz - nim ktoś inny zdążył zareagować Liza ściskała go ze wszystkich swoich sił. Dopiero teraz zobaczył, zaschnięte ślady łez na policzkach i aż mokre od nich fiołkowe oczy.
- Liza… – zaczął. Spośród zaskoczonych spojrzeń szczególnie jedno wpatrywało się w niego nieznośnie przejmująco. Wuj stał w kącie podpierając się prostą dębową laską. Widać było, że się postarzał, jednak w mocarnych ramionach na pewno nadal starczało pary, aby pogruchotać parę karków. Widać też było, że cały gotuje się w środku i złość nabrzmiewa w nim stopniowo. Albo Danstanowi oberwie się dziś solidnie, albo też coś innego wprawiło starego Henry’ego Bossa w tak podły nastrój.
- Chodź do Machata - pociągnęła go za rękę - Powiemy mu, że jesteś. Może jak Cię zobaczy… - cały czas płakała - to oprzytomnieje.
Kątem oka patrzył na wuja. Ten tylko wskazał drzwi dawnej sypialni Machata i powiedział krótko:
- Idź.

Oboje weszli do nie dużej izby skromnie umeblowanej krótkim łóżkiem, oraz sosnowym kredensem połączonym ze stolikiem, na którym teraz stało parę butelek zawierających jakieś specyfiki, oraz zabrudzone płócienne szmaty. Danstan zbliżył się powoli do łóżka. Liza pozostała z tylu puściwszy niechętnie jego rękę. Łzy popłynęły teraz ponownie gęściej po jej śnieżnobiałych policzkach.
- Machat? – słowo prawie uwięzło mu w gardle.
Jego przyjaciel leżał nieruchomo w swoim łóżku wpatrując się przeszklonymi i słabo widocznymi spod opuchlizn oczami w sufit. Twarz musiał mieć wcześniej paskudnie zmasakrowaną gdyż teraz cała była sina i pokryta źle gojącymi się ranami powstałymi zapewne od uderzeń pięści, lub tępych narzędzi. Posklejane na czerwonym czole jasne włosy świadczyły o rozogniającej jego ciało gorączce. Danstan wzdrygnął się. Spośród całej tej pieprzonej rodziny Machat jako jeden z niewielu miał sumienie i pewnych rzeczy nie robił. I właśnie jego jakieś zbiry chędożone... obszczymórki zasrane tak potraktowały.
- Liza - powiedział powoli - Kto go tak urządził? Musisz mi wszystko powiedzieć.
- Ale ja nic nie wiem Danst - Liza ponownie schowała głowę w jego ramionach tłumiąc szloch w ten sposób. - Naprawdę. Machat pomagał wujowi w handlu tarniną od dawna i nic się nie działo. Wiesz... mieliśmy się pobrać...
Danstan doskonale wiedział czym jest w rodzinie Bossów handel tarniną, jednak ostatnia wiadomość zbiła go z nóg na tyle, że aż usiadł na łóżku obok leżącego Machata. Nie był zazdrosny... po prostu cholernie zaskoczony. Spojrzał jeszcze raz na oblicze przyjaciela próbując zebrać myśli. W końcu wstał, minął Lizę bez słowa i wrócił do przedpokoju.
- Chcę wiedzieć jak to się stało. - zwrócił się bezpośrednio do wuja, którego napięcie wyraźnie świadczyło, że sprawa nie została zakończona. Danstan jednak nie mniej niż on był zdecydowany odpłacić tym zbirom pięknym za nadobne.
 
__________________
Beer is proof that God loves us and wants us to be happy
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem