Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-31-2008, 12:05   #175
abishai
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 4 abishai wkrótce będzie znanyabishai wkrótce będzie znany
$: 227 061
czw. 11.X.2007; Wydział 13; 8:05 a.m.


- Jo...wygląda na to, że nie tylko ja miałam długą noc.- rzekła wesoło Pavlicek, niosąc pod pachą teczkę. – Sok z pomidorów zmieszany z chili powinien pomóc.
Głos koroner wbijał się w głowę Chrisa z siłą młota pneumatycznego.
- Troszkę ciszej.- wychrypiał De Luca.
- Pomyślałam, że zechcesz obejrzeć wyniki sekcji zwłok tych dzieciaków oraz wizji lokalnej miejsca zbrodni... zanim przekażę sprawę do dyspozycji por. Logan.- rzekła z lekkim uśmiechem i złośliwymi ognikami w oczach Czeszka machając teczką przed oczami Chrisa. – Ale chyba nie jesteś w stanie czytać.
De Luca błyskawicznie wyrwał teczkę z dłoni Laury i zaczął kartkować raport.
- Zupełnie, jakby karmić tygrysa w Zoo.- skomentowała Pavlicek i zaczęła mówić, gdy przeglądał. – W każdym razie, w śmierć tych dzieciaków nie została spowodowana magią, choć oczywiście ciężko tu mówić wypadkach. Zginęli za sprawą złego oka. To rodzaj mutacji spotykanej głównie w rejonie Basenu Śródziemnomorskiego. Urodzeni z tym nim obdarzeni za pomocą swego spojrzenia mogą sprowadzać pecha, chorobę, a nawet... śmierć. Ten tutaj jest wyjątkowym przypadkiem. Jego złe spojrzenie musi być wyjątkowo mocne. Rzadko bowiem obdarzony tym darem może zabijać tak szybko. Zwykle klątwa wymaga tygodni by spowodować śmierć, a ten zabił w kilkanaście minut...Nie zazdroszczę policjantom, którzy zmierzą z tym skurczybykiem.
Po czym wyrwała teczkę z dłoni Chrisa, mówiąc.- Dosyć tego dobrego...Chcesz poczytać dłużej? Uproś Darię, by tobie przydzieliła tą sprawę. No to ciao.
Następnie ruszyła w kierunku biura por. Darii Logan gwiżdżąc pod nosem jakiś jazzowy kawałek. De Luca zauważył, że idąc, kręciła tyłeczkiem...Mógłby się założyć o 100 dolców, że inne wydziały z zazdrościły 13-sce obecności doktor Pavlicek. Tymczasem odezwała się komórka. I Chris odczytał SMS-a „Dzięki twojemu znajomemu z baru udało sie odwieźć i ciebie i samochód."
Czyli wóz powinien być w garażu. Cóż...Chris uznał, że i tak nie byłby w stanie prowadzić. Inną sprawą jednak było to, kim miałby być ów znajomy?... Zapewne któryś z gliniarzy, chyba. Niki tymczasem się...spóźniała. Zapewne wczorajszy dzień dał jej mocno w kość. W końcu, w przeciwieństwie do niego, była bardziej cywilem niż gliną.


czw. 11.X.2007; Mieszkanie Nicole „Niki” Merth; 9:33 a.m.


Coś łaskotało ją w nos, więc Nicole otworzyła oczy, spojrzała na kota, potem na zegarek, potem na ko.. Spojrzenie Nicole szybko pognało do budzika. Zaspała ! Ponad półtorej godziny!
"Pięknie, pięknie...Dopiero drugi dzień pracy a ty już się spóźniasz. I nawet nie możesz zwalić winę na korki na drogach. Nie przy szefie, który potrafi czytać w myślach" - pomyślała spanikowana dziewczyna. Szybko ubierając skupiła się na przypominaniu wczorajszego wieczoru... Rozmowa z babcią jakoś wczoraj się nie kleiła. Po wczorajszym widoku Nicole trudno było rozmawiać swobodnie o problemach babci z sąsiadkami, problemach sąsiadek i sąsiadów...etc. A zwierzyć się z własnych, Nicole nie mogła. Zebrała kupkę papierów które były jej zdobyczą z wczoraj. Miała co prawda zapisane wszystko na pendrivie...Ale papier miał tą przewagę, że można zapisane na nim informacje przeglądać bez komputera. A było tego sporo...Jack Cyrano Napier, alias Bloodmaster Jack dla sympatyków. Przez przeciwników zaś zwany Butcher Napier, dlatego że "zarzynał" gitary intensywną grą, i zużywał je znacznie szybciej inni gitarzyści. Okazało sie, że "Hell Hyenas" nie były pierwszym zespołem Jacka. Wcześniej grał "Devil's Monarchy", założył "Fire Torment", grał "Inferno Kittens" i w kilku innych niszowych black i deathmetalowych zespołach. Miał oficjalną stronę wraz z własnym forum i istniały dwa nieoficjalne fora o znaczących tytułach: "Za co nienawidzę Jacka Napiera", i "Gitarowy i muzyczny Rzeźnik". Udzielał sie nieregularnie na wszystkich trzech forach wykazując wybuchowy charakter, niewyszukane słownictwo oraz duży brak tolerancji na odmienne opinie.Jerry Guire alias Sabbatoth też miał interesujący życiorys, zwłaszcza jeśli chodzi o łamanie prawa. Jazda po pijanemu, kasacja trzech aut, jazda bez prawa jazdy, bójki, obnażanie się w miejscach publicznych i posiadanie narkotyków. Prowadził też blog pełen informacji o swoim "mrocznym" życiu. Nicole podejrzewała jednak, że większość opisów: zwłaszcza narkotycznych orgii, koncertów które urządzał, a ściągały setki fanów, nielegalnych walk i wyścigów (zwycięskich oczywiście), zrodziło się w wybujałej fantazji Jerrego.
Bardzo bowiem przypominały jej filmy które oglądała w kinie. Na tej dwójki Robert Bowhite i Henry Rodrigez wypadali blado. Ot, dobrze się uczący i spokojni chłopcy. Szczególnie zaś Henry, otrzymał bowiem stypendium za świetne wyniki w grze na oboju.
Niestety, o ile ofiarach dowiedziała się sporo...To nie odkryła żadnych informacji dotyczących winowajcy.

śr. 10 X 2007; Ulice Nowego Yorku, 04:50 p.m.


Ambers skontaktował się z centralą.
- Tu Chris Ambers z XIII wydziału NYPD. Właśnie przeprowadziłem rozmowę z szefem firmy organizującej VampirCon. Po pierwsze, mój partner zginął w hotelu w którym ma być organizowana impreza i jestem niemal pewien, że coś tam się wydarzy – tu lekko zadrżał mu głos.- Dlatego chciałbym się spytać o ewentualne dofinansowanie dodatkowej ochrony, a także o przekazanie mi kto jest koordynatorem z policji. Jeśli nikogo nie ma, to pozwolę sobie o prośbę przydzielenia mi tej funkcji. – tu zszedł trochę z oficjalnego tonu – Miałem dziś cholernie ciężki dzień…
- Pysiu, współczuję ci z powodu straty, ale to jest centrala komunikacyjna, a nie dowództwo.-odezwała sie kobieta przez policyjne CB-Radio.- Takie sprawy musisz załatwić oficjalnymi kanałami. Jednak z tego co wiem koordynatorem z ramienia 13 -tki jest niejaka porucznik Daria Logan.Chris musiał przed sobą przyznać, że ostatnie wydarzenia nieźle nim wstrząsnęły skoro popełniał takie błędy... "Weź się w garść." - skarcił siebie w duchu. Po czym odparł nieco speszonym głosem.- Dzięki za informacje.
Pewnie teraz będzie brany za żółtodzioba.
Po uzyskaniu odpowiedzi spróbował skontaktować się z Vincentem.
- Hej Vinc, tu Chris. Zabijesz mnie jak Ci to powiem, ale mam do Ciebie prośbę. Dasz radę zrobić coś dla mnie przyjacielu?
-Nie dziś, przybądź jutro wieczorem, ok?- odparł swym typowo grobowym głosem Vincent.

śr. 10 X 2007; Szkoła podstawowa im. Thomasa Jeffersona w Nowym Yorku, 04:50 p.m.




Ponieważ zebrania Markusa i Jonathana odbywały się jednocześnie, Christopher poszedł na zebranie starszego syna, zaś Violet na zebranie dla młodszego.
Nauczycielka rozpoczęła zebranie od poinformowania rodziców o postępach ich pociech, sugestiach co do ich wychowania, oraz prezentacji prac plastycznych najlepszych z wychowanków. Po tym przydługim wstępie rozpoczęła omawianie tematu dzisiejszego zebrania...A mianowicie przedstawienia z okazji Dnia Dziękczynienia przypadającego na 22 XI, które w tym roku miało być przygotowane przez klasę Jonathana.
- Ważnym też jest, by rodzice nie tylko byli na tym przedstawieniu.- rzekła pani Forest, wychowawczyni Jonathana.- Powinni też aktywnie uczestniczyć w przygotowaniach. Mają państwo jakieś sugestie?
-Moglibyśmy... zrobić na przykład.. dekoracje.-
rzekł pulchniutka kobieta w bladoróżowej sukience.
- Tak, tak...To dobre na początek. Może spotkamy się w tę sobotę i wraz z pociechami przygotujemy je? Myślę, że o dwunastej sala teatralna będzie wolna.- zaproponowała nauczycielka.(Szkoła bowiem miała nieduża salę teatralną, którą zajmowało się kółko dramatyczne i która wykorzystywana była do apeli szkolnych, przedstawień i innych imprez masowych takich jak np. doroczny konkurs ortograficzny.)
-Dobry pomysł. Dostarczę materiały.- odezwał się elegancko ubrany mężczyzna. Z tego Ambers się orientował, właściciel sklepu papierniczego. Zebranie wydawało się przeciągać, więc Christopher zorientował się, że dzisiaj już nie zdąży do firmy ochroniarskiej...Także wizyta na komendzie mogła okazać się niepotrzebna. Istniała możliwość, że Daria Logan opuściła posterunek.


śr. 10 X 2007; Mieszkanie Piersona 03:00 p.m.




To nie było to czego spodziewał się zastać McMurry...Po autorze mrocznych wierszy Michael oczekiwał się czegoś bardziej... ekstrawaganckiego. A tu zwykły domek.
Niemniej zadzwonił do drzwi Piersona, raz, drugi, trzeci...Nikt nie odpowiadał. Czyżby znowu wpadka? Poirytowany tą sytuacją, Michael kopnął drzwi... które otworzyły się.
Nie były zamknięte. Dlaczego? Jakikolwiek był tego powód, dawał Michaelowi możliwość wejścia. Oczywiście McMurry był na tyle obeznany z policyjnym rzemiosłem, by sięgnąć po spluwę. A nawet gdyby nie był, każdy amerykański nastolatek, wychowany na horrorach wiedział, że nie należy wchodzić do cichego domu bez broni w dłoni.
Zwykle w takich filmach bohater ginął w makabryczny sposób z ręki jakiegoś potwora.
McMurry zaś nie chciał zakończyć życia śmiercią w stylu agonii bohatera niskobudżetowego horroru. Ostrożnie przemierzał przedpokój. Uwagę policjanta skupił szum dochodzący zza drzwi na parterze po lewej stronie. Jakby dźwięk włączonego telewizora. Kopniakiem wyważył drzwi...aż mu cała stopa zdrętwiała. Widok jaki zobaczył za drzwiami nie należał do najprzyjemniejszych.
W telewizorze leciało nagranie z magnetowidu. Amatorska relacja z larpa WOD Enthusiasts Society...podobne do tego które otrzymali od wydziału z Filadelfii.
Na stoliku obok fotela , leżało kilka torebek plastikowych i biały proszek.

McMurry jakoś nie wierzył by to była mąka.
Zaś sam Pierson wisiał na żyrandolu, z szyją oplątaną sznurem. Wisielec drgał jeszcze w nieudolnych próbach zerwania liny, więc dopiero co spróbował popełnić samobójstwo. Ciało, wbrew umysłowi, próbowało uwolnić się od sznura...McMurry miał więc szansę uratowania jego życia, o ile zadziała szybko.
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem