| Reinfrid de Remacourt Przeżegnał się, widząc wyschłe ciała bez śladu nawet rany. Co tu się mogło wydarzyć? Przywołał do siebie Hamę i wydał rozkazy:
- Przygotuj forteczkę do obozowania. Każ uprzątnąć trupy i to migiem. Ciarki mi po plecach łażą, gdy patrzę na tych nieszczęśników. Aha, strzeż panienki jak oka w głowie!
Barczysty sternik skinął bez słowa głową i odmaszerował, a Reinfrid zsiadł z konia, a potem pomógł to samo uczynić córce:
- Moja droga, odrzucam twą prośbę, bo to jeno twa zabawka i kaprys, a w tej chwili twe kaprysy jeno szkodę mogą nam przynieść. Czuję coś paskudnego w powietrzu, tylko przez ten piekielny wiatr kazałem się tutaj schronić. W innym wypadku kazałbym to miejsce omijać szerokim łukiem. Dlatego weź te wszystkie okoliczności pod uwagę i, na św. Teodora, zachowuj się jak na normańską księżniczkę przystało. Bądź jak Sygelgaita z Salerno, żona Roberta Guiscarda, która pod Dyrrachium przewodziła rycerzom równie dobrze, co wodzowie Roberta.
Spojrzał córce głęboko w oczy i dla otuchy ścisnął lekko za ramię. Potem odwrócił się i zaczął organizować swoich ludzi. Wciąż czekał na raport zwiadowców w tym swojego giermka. Cholera! Przecież usieli się czegoś więcej dowiedzieć o tej nawiedzonej ruinie! |