| | Spotkanie należałoby uznać za bardzo miłe, gdyby nie jedno ale...
Jakby nie było Eryk miał ochotę na przeprowadzenie poważnej rozmowy z Francois, a nie na wymienianie gładkich słówek z powabną wdówką. I nie bardzo mógł pojąć, dlaczego pani Catherine nie postąpiła jak dobrze wychowana osoba i nie opuściła towarzystwa odpowiednio wcześnie...
Zachowując dobrą minę do złej gry prawił komplementy Catherine i wysłuchiwał ploteczek na temat interesów i wyższych sfer.
Gdy Francois pożegnał się, obiecując w nader mglisty sposób ponowne spotkanie Eryk spojrzał z zaciekawieniem na Catherine. Miał nadzieję, że wreszcie jego interlokutorka zechce zdradzić powód zainteresowania jego osobą, ale nie doczekał się...
Rozmowy "o niczym" mogłyby trwać w nieskończoność. Nie tylko ze względu na czarującą rozmówczynię... Erykowi nie wypadało wstawać, a Catherine dziwnym trafem nigdzie się nie spieszyła. Może chciała oderwać się od jakichś spraw... Pewnie niezbyt wesołych... "Jedna ciepła wdówka nie chciała ze mną rozmawiać, a druga nie może się ode mnie oderwać..." - pomyślał, postanawiając równocześnie, że wyciśnie z Francois wszystkie informacje na temat Catherine. Jakimś dziwnym trafem nie sądził, że to jego urok osobisty tak działa na panią Chauprade.
- Można panią odprowadzić, Catherine? - spytał, gdy oboje wstali.
Zapytana pokręciła głową.
- Dziękuję bardzo, ale nie - odpowiedziała. - I tak zajęłam panu zbyt wiele czasu...
- To była czysta przyjemność - skłamał w nader elegancki sposób. - Możemy to powtórzyć jutro? Gdy żadne terminy nie będą pani poganiać?
Odprowadził Catherine do drzwi, a potem wrócił do środka. Nie tylko Francois był potencjalnym źródłem informacji...
- Natalie, masz parę sekund? - spytał.
Dziewczyna uśmiechnęła się zalotnie.
- Dla pana zawsze, panie Eryku - powiedziała.
Eryk pokręcił głową.
- Coraz bardziej cię kocham, dziecinko - powiedział z uśmiechem.
Usiedli przy stoliku, przy którym przed chwilą rozmawiał z Catherine.
- Wiesz prawie wszystko o prawie wszystkich - stwierdził. - Powiedz mi, gdzie zwykle w tej chwili można znaleźć Francois? Mieliśmy porozmawiać, ale przeszkodzono nam... - Przeszkodzono... Dobre sobie... Wprost przykleiła się do pana - stwierdziła z udawanym oburzeniem Natalie. - A pan, panie Eryku, na stałe przerzucił się na wdowy? Czyli nie mam u pana szans?
Powiedziała to z takim żalem, że Eryk niemal w to uwierzył... Jeszcze trochę, a pewnie ujrzałby łzy w błękitnych oczętach...
- Wprost mnie przerażasz... - powiedział. - Jeszcze trochę a nie będę wiedzieć, kiedy mówisz serio... Będziesz w stanie złamać każde serce...
- Ja? - Natalie wyglądała jak uosobienie niewinności. - Ja?? - powtórzyła zdziwionym głosem.
- O tej porze Francois jest zwykle w swoim biurze - mówiła Natalie. - I powinien tam być jeszcze dobrą godzinę. Ale może pan na niego poczekać, panie Eryku... Wieczorem na pewno się u nas zjawi, a nam by było bardzo miło, gdyby pan spędził u nas trochę czasu...
- Myślałem, że Miś nie pozwala swoim pracownicom uwodzić klientów - powiedział Eryk, z trudem powstrzymując uśmiech.
- Naprawdę? - Natalie wyglądała na szczerze zaskoczoną. - A ja sądziłam, że na odwrót...
Eryk uśmiechnął się ponownie.
- Gdzie Francois ma to swoje biuro? - spytał.
- Na Rynku Małym w dzielnicy kupieckiej obok magistratu - powiedziała Natalie. - Nieduże, bo żaden z nich nie jest rozrzutny - dodała z pewnym uznaniem - ale szyld mają wspaniały.
Natalie wiedziała o Catherine tyle, co Eryk, czyli prawie nic. Pozostało odwiedzić Francois. I mieć nadzieję, że przyjaciel wie nieco więcej, niż głoszą oficjalne informacje i nieco mniej oficjalne plotki...
Atak był niespodziewany... I zdecydowanie różnił się od tego, co zdarzyło się w teatrze...
Eryk oparł się o ścianę i otarł czoło. Z pewną niechęcią spojrzał na bransoletę. "Jeszcze jeden taki numer, to wylądujesz tam, skąd przyszłaś... Ale dopilnuję, by tym razem rzeka była odpowiednio głęboka..." - pomyślał.
Być może magia zapięstka ostrzegała go przed niebezpieczeństwem, ale sposób, w jaki to robiła był zdecydowanie niebezpieczny.
Oderwał się od ściany i ruszył dalej. Wyglądało na to, że musi porozmawiać nie tylko z Francois...
Miejsce pracy Francois odnalazł bez trudu. Stylizowane litery FJP widoczne były z daleka... W dodatku nawet zdołał się dopchać do samego Francois. I ukraść mu kilka minut z cennego czasu...
- Catherine Chauprade? - powtórzył Francois. - Czyżbyś był zainteresowany? - uśmiechnął się.
Ze stojącej szafki wyciągnął dzbanek i nalał Erykowi kubek soku.
- Jabłkowy...- wyjaśnił. - Dla wrednych gości gardzących porządnym trunkiem...
- Gdybyś spytał swoją ciotkę - przeszedł do właściwego tematu - to z pewnością byś się dowiedział o jej podejrzanych stosunkach z wujem nieboszczyka-męża. To zwykłe plotki towarzyskie. Otto nie jest taki stary, jest samotny i przystojny, a Catherine piękna. On wyraźnie się nią opiekuje, widać że są sobie bliscy, a to tylko stryj zmarłego męża.
Francois sobie również nalał nieco soku.
- Nie piję w pracy - wyjaśnił.
- Nie ma uzasadnień plotek, poza zawiścią starych bab - powrócił do tematu. - No i fakt, że Catherine nie szuka nowego męża, jest dla plotkarek podejrzany.
- Nie szuka nikogo, bo już kogoś ma - skomentował Eryk z uśmiechem. - To plotki już znam. A jak wyglądają fakty?
- Faktów jest jakby troszkę mniej - Francois też się uśmiechnął. - Przybyła do miasta jakiś czas temu, już jako wdowa. Jest średnio zamożna. No i faktycznie opiekuje się nią krewny jej męża - Otto, dość zagadkowy facet.
- Plotki głoszą - Francois ściszył głos, a z tonu wypowiedzi jasno wynikało, że źródłem owych plotek nie są wspomniane wcześniej starsze panie - że Otto jest powiązany z Bezszelestnymi.
- Wywiad i kontrywiad? - Eryk spojrzał nieco zaskoczony na przyjaciela.
Z briońskim wywiadem było tak, jak z wężem morskim - wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział. Francois musiał mieć niezłych informatorów...
- Sądzisz, że...? - niedopowiedziane pytanie Francois zawisło w powietrzu.
Eryk uśmiechnął się dość kwaśno. To pytanie jak na razie pozostawało bez odpowiedzi. W końcu nie wypadało odwiedzać pierwszego ministra, pana Montpellier i prosić o wyjaśnienia. Poza tym - w praktyce na pewno ktoś inny kierował Bezszelestnymi.
- Nie możesz przyspieszyć ślubu? - spytał Eryk.
Nagła zmiana tematu na pozór przynajmniej nie zaskoczyła Francois.
- Musiałbym ją porwać - pokręcił głową - a to by się nikomu nie spodobało. Inne powody też nie wchodzą w grę...
- W takim razie proponowałbym, żebyś zaczął mniej pilnować interesów, a bardziej pilnować swego przyszłego szwagra.
- Tego durnego Estalijczyka mamy chyba z głowy - skomentował Francois - ale, jak widzieliśmy, pozostali jeszcze inni...
- Co gorsza, ci, których przedstawicieli mieliśmy nieprzyjemność poznać, to nie wszyscy...
- Sądziłem - Francois skrzywił się boleśnie - że de Veille to już wystarczający problem...
Eryk pokręcił głową.
- Nie chciałbym rozwiewać twoich złudzeń - stwierdził - ale z tego, co wiem, to w grę wchodzi jeszcze jakaś paskudna magia.
Bezwiednym ruchem potarł nadgarstek.
- Czyżby ta błyskotka miała z tym coś wspólnego? - spytał Francois. Nie czekając na odpowiedź mówił dalej. - Może powinienem zaprosić Augusta, spoić, zamknąć w piwnicy i trzymać aż do wesela?
Eryk skinął głową.
- Tylko pamiętaj, żeby nikogo nie wpuszczać do tej piwnicy.
Francois przymknął oczy, usiłując się oswoić z nowymi informacjami.
- Chyba na serio zacznę myśleć o tym porwaniu - powiedział z pewnym smutkiem.
- W razie czego pomogę ci - powiedział Eryk. - W końcu od czego ma się przyjaciół...
Wstał.
- Jak będę mógł powiedzieć coś więcej, to nie omieszkam się tego zrobić. Może wieczorem, w "Misiu"...
- Z pewnością się zjawię - odrzekł Francois wyciągając rękę na pożegnanie.
- Cóż... jeśli powiodą się rozmowy z pewną uroczą brązowooką mężatką to przekażę ci więcej informacji...
- Powodzenia w negocjacjach - uśmiechnął się Francois.
Do obiadu pozostawało dość czasu, by móc odwiedzić rezydencję de Baries'ów.
- Pani Leticia prosi - powiedział majordomus. |