Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-02-2008, 15:05   #57
Jodel
 
Reputacja: 0 Jodel jest na bardzo dobrej drodze
$: 3 163
Młoda kobieta była bardzo zadowolona ze spotkania. Podczas rozmowy zapomniała przez chwilę o swoim zadaniu. Swobodnie rozmawiała o nowinkach towarzyskich. Może i nie bawią sie dość często w swoich kręgach, ale co miała wiedzieć wiedziała, po mimo iż nie raz zarywała noce na zdobywanie informacji. Jednak ciągle uważała na słowa by nie palnąć jakiejś gafy bądź powiedzieć za dużo o sobie samej i setkach kłamstw jakie ją otaczają. Przecież część jej życia, a zwłaszcza małżeństwo to jedna wielka fikcja, do której sie przyzwyczaiła od kilku lat. Czasami Jej się wydawało, że to małżeństwo było realne.

Przyjaznym uśmiechem pożegnała Francoisa gdy ten musiał sie już zbierać. Miała okazję lepiej poznać wówczas Eryka. Starała się omijać temat jej zadania. Przecież ma się z nim zaprzyjaźnić. Na pytania o szczegóły zawsze przyjdzie czas.

"Na pierwszej randce przechodzić od razu do rzeczy nie wypada" - zażartowała w duchu podczas rozmowy z Erykiem.

Rozmawiało się jej miło. Na chwilę wspomniała w duchu swoje pierwsze spotkanie z Ottem. Ale koniec tego co było zasmucił ją. Gdy Eryk to zauważył, skłamała mówiąc, że wspomniała na chwilę męża. Jest przecież młodą, fałszywą wdową, całe życie jeszcze przed nią. Wiele może się zmienić. Może gdyby nie to w jakiej jest sytuacji to wówczas wdowa Dombsale inaczej ją oceniła i kto wie czy nie wyswatała by jej ze swoim siostrzeńcem.

"Cóż... Wszystko to tylko gdybanie. Trzeba żyć tym co jest tu i teraz..." - zanuciła w duchu.

Spokojnie spojrzała za okno. Od rana minęło już wiele godzin. Postanowiła się jednak już pożegnać, choć rozmawiało sie jej bardzo przyjemnie.

- Można panią odprowadzić, Catherine? - spytał, gdy oboje wstali.
Zapytana pokręciła głową.
- Dziękuję bardzo, ale nie - odpowiedziała. - I tak zajęłam panu zbyt wiele czasu...
- To była czysta przyjemność. Możemy to powtórzyć jutro? Gdy żadne terminy nie będą pani poganiać?
- Z miłą chęcią
- odpowiedziała - Może popołudniu, nawet tutaj?

Pożegnawszy się przy drzwiach udała sie do domu. Kierując się ku dzielnicy kupieckiej rozmyślała wiele, mając dłonie splecione razem nie mal jak do modlitwy, a palcami wskazującymi pukała się po ustach.

" Czego oni mogą chcieć od tego chłopaka - zastanawiała się w drodze - nie wygląda na takiego, który by chciał komuś pokrzyżować plany. A ten magiczny przedmiot... Hmm... Naszyjnik... Schowany pod ubraniem. Jeśli ma moc to jak by ją używał, skoro schowana. Musiał by być na wierzchu. Ubranie też zdecydowanie odpada... Widać, że w domu dbają o jego strój... Zapiętek... To może być to... Ale..."

Jej rozmyślania nagle przerwały odgłosy bijatyki. Nie mogła sobie darować by nie pójść i nie zobaczyć co się tam dzieje. Może ktoś potrzebować pomocy. Nie myliła sie. Jej oczom ukazała sie grupa trzech mężczyzn mocno okłada innego, już leżącego na ziemi. Siedziała cicho schowana za beczkami, ale coś przyciągnęło jednak uwagę jednego z nich. Wstała i miała zamiar już uciekać, gdy tamten wówczas kazał przestać i odejść. Szybko zniknęli jej z oczu, ale pożegnalny gest nie zadowolił ją bardzo. Podeszła do "ofiary".

"Jeszcze żyje - rzuciła szybko - gdzie znajdę tutaj jakiegoś medyka"

Szybko ruszyła kierując się z domu do domu, pukając w drzwi i pytając o lekarza, o pomoc dla rannego. Mało kto chciał udzielić jej jakichkolwiek informacji. W końcu znalazła człowieka, który zwał sie medykiem. Nie była zachwycona z niego - brudny, nie zadbany i jakiś dziwny oddech. Już po wódce nie raz jest lepszy. Ale co miała zrobić. Był najbliżej i zgodził sie na opatrzenie rannego gdy go zobaczył. Na dokładkę musiała jeszcze pożyczyć wóz, aby pacjenta odwieźć do domu. Nie była z tego wszystkiego zadowolona. Po drodze dowidziała się tożsamości mężczyzny. Gdy dotarli na miejsce, miała ochotę jak najszybciej się stamtąd wynieść. Na co jeszcze potrzebna. Nagrody za dobre serce nie dostanie.

- Jak brzmi pani godność ?- zapytał Henry
- Catherine Chauprade - odpowiedziała i nagle przyszło jej do głowy gdzie widziała już jednego z napastników. Człowiek książęcego szapmierza!
- Przepraszam, ale nie chciałabym sie wtrącać. Czy może pan Machat nie miał może jakiś zatargów z książęcym szapmierzem? Wydaje mi sie, że jeden z napastników jest pod rozkazem pana de Veille.
- To nie pani sprawa. Zaraz zabierze panią do domu jeden z moich ludzi
- po tych słowach pojawił sie przy drzwiach wejściowych mężczyzna koło 40.

Zaprowadził ją prosto do jednego z trzech powozów stojących przed domem. Kątem oka spostrzegła młodego mężczyznę, kierującego się najprawdopodobniej do domu Bossów. Ale to mógłbyś też i zwykły przechodzeń. Koło jej domu przechodzi nie jeden człowiek. Wsiadła do powozu i ruszyli. W ciągu kilku minut dotarli na miejsce. Nie miała ochoty wypytywać tego człowieka o szczegóły życia Bossów, zwłaszcza Machata. Choć bardzo ją korciło. Teraz musi nieco bardziej na siebie uważać. Fakt, z szablą w ciągu dnia nie ma co biegać po mieście zwłaszcza w sukni. Może i pod sie schowa, ale jak wyciągnąć.

Wchodząc do domu mocno trzasnęła drzwiami. Nie mal od razu do drzwi podbiegła służba.

- Nareszcie pani jest - odezwała sie Ewelina - Martwiliśmy się o panią. Tyle czasu pani nie było
- A co Ciebie to interesuje?
- powiedziała ze złością w głosie - Mówiłam, że idę załatwiać sprawy na mieście. Zajmuj sie lepiej swoimi obowiązkami i nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy. Idę się odświeżyć i jak zejdę na dół ma być podany obiad
- Tak proszę pani -
dygnęła służka i wraz z pozostałymi zniknęli z oczu Catherine.

Młoda kobieta powoli udała się do swojej sypialni. Zdjęła suknię, obmyła sie i założyła zwykłą, pomarańczową suknię, która odkrywała delikatnie ramiona. Następnie zeszła na dół i udała sie do salonu. Poprawiła jak zwykle obraz. I przez dłuższą chwilę wpatrywała się w niego by poukładać wszystkie dzisiejsze sprawy w jedną całość. Fakt, faktem ciągle ją intrygował tajemniczy zapiętek Eryka oraz powiązania Machata z szampierzem.
 
Jodel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem