Mori uśmiechnęła się i lekko skłoniła słysząc aprobatę nowych przyjaciół. Co prawda była przywiązana do swojego mundurka, ale jeśli nie było innego wyjścia - należało spełnić prośbę
Luny. Położyła więc otwartą księgę na dłoni, tak aby pozostała dwójka towarzyszy też mogła ją widzieć i spróbowała poprowadzić ich do najbliższego targu. Zadanie to okazało się nadzwyczaj proste. Być może sprawiła to moc księgi, a być może poruszanie się po nieznanym świecie wcale nie było takie skomplikowane - dość, że
Mori instynktownie wyczuwała gdzie się znajdują i wystarczył jeden rzut oka na mapę, aby wiedziała w którym momencie skręcić i gdzie iść. Nie minęło wiele czasu, gdy razem z
Mineso i
Kamiiru znaleźli się na wielkim placu targowym.
Towary porozkładane na straganach w większości nie przypominały niczego, co
Mori do tej pory znała. Nawet jeśli próbowała się domyśleć do czego służą dziwne przedmioty i przeróżne różności, zwykle okazywało się, że nie są tym, na co mogłyby wyglądać. Trudno kupować potrzebne rzeczy, jeśli nie ma się pojęcia do czego mogłyby się przydać. Wkrótce jednak przyjaciele trafili wreszcie do wielkiego straganu, który oferował swoim klientom najmodniejsze i najlepsze stroje dla każdego, od księżniczki po zwykłego chłopa.
Mori zaświeciły się oczy, gdy zobaczyła piękne, drogie suknie z tkanin, dla których nazwy nie umiała znaleźć. Mieniły się w słońcu tysiącami barw, zdawały się lekkie i zwiewne, choć bogato zdobione. Wszystkie stroje były tak piękne, że dziewczynie zaparło dech w piersiach. Sprzedawca, widząc dwie młode panienki, które z namaszczeniem i zachwytem oglądają najdroższe stroje, podszedł czym prędzej służąc im radą i sprawiając same komplementy.
Mori nie mogła się oprzeć, zupełnie tak, jakby suknie były zaczarowane i każdy, kto na nie patrzył, znajdował się pod ich urokiem. Po prostu trzeba je kupić! Trzeba je nosić! Są piękne, cudowne, niesamowite....
Dziewczyna opamiętała się jednak. Gwałtownie potrzepała głową, aby usunąć z głowy nachalne myśli. Przycisnęła mocno księgę do swojej piersi, jakby to miało dodać jej otuchy i zwróciła się do swoich przyjaciół, tak aby sprzedawca dobrze to słyszał:
-
Korzystamy z gościnności naszego przyjaciela, Reity, nie powinniśmy więc nadużywać jego zaufania i kieszeni, kupując drogie ubrania. Poprosimy więc pana - tu zwróciła się do kupca -
Aby pokazał nam pan niedrogie i dobre rzeczy, które są wygodne i nie zniszczą się szybko. Będziemy wkrótce podróżować.
Sprzedawca speszył się słysząc imię
Reity, od razu zmienił wyraz twarzy z chytrego pochlebcy, na rzeczowego kupca. Poprosił troje przyjaciół, aby weszli wgłąb obszernego straganu i zaczął krzątać się dookoła, dobierając odpowiedni ubiór.
-
Nie wiedziałem, że jesteście gośćmi Reity. Wybaczcie więc i nie miejcie mi za złe niewielkiej sztuczki. Te suknie są wykonane z niezwykłego materiału, godnego królewskiego pałacu. Prawda jest taka, że budzą zachwyt, podziw i pożądanie. Są naprawdę piękne, ale... mają też swoją drugą stronę. Lepiej, żeby panienki nie zaprzątały sobie głowy pięknymi błahostkami. Mori poczuła się dumna, że potrafiła opanować się przed pokusą posiadania tego cudownego stroju. Przeczucie i tym razem jej nie zawiodło.
-
Mam coś odpowiedniego dla panienki - odezwał się do niej sprzedawca -
Myślę, że będzie leżeć idealnie i będzie panienka bardzo zadowolona. Wygodne ubranie a przy tym bardzo gustowne. Zapraszam do buduaru.
Dziewczyna weszła do niewielkiego pomieszczenia, szczelnie zasłoniętego grubą warstwą materiałów. Spędziła tam sporo czasu, a kiedy przyjaciele zaczęli się o nią niepokoić i zapytali co się dzieje, odparła, że... wstydzi się wyjść! Po namowach i prośbach zgodziła się wreszcie odsłonić zasłonę i tylko na chwilę pokazać strój, który zaproponował sprzedawca.
Mori ukazała się z zaczerwienioną ze wstydu twarzą. Nie chciała patrzeć na reakcję towarzyszy. Czuła się dziwnie z tak dużym dekoltem i strojem mocno podkreślającym jej figurę. Trzeba było jednak przyznać, że leżał tak, jakby był na nią szyty, a wyglądała w nim naprawdę pięknie.
Po kolejnych namowach i zapewnieniach sprzedawcy, że nic lepszego i bardziej pasującego do niej nie znajdzie, Mori zgodziła się na przyjęcie tego stroju. Wciąż czuła się dziwnie, ale skoro wszyscy twierdzili, że wygląda ładnie, nie miała powodu, aby im nie wierzyć. Musiała przyzwyczaić się do nowego stylu i pożegnać ukochany mundurek. Ale im więcej czasu spędzała w tym stroju, tym bardziej się do niego przekonywała, szczególnie dlatego, że był niezwykle wygodny i praktyczny. A zbyt duży dekolt mogła zawsze zasłonić, związując dwie strony rękawów.
Zakupy dobiegły końca, gdy każdy miał już nowe ubranie, a Mori wybrała sobie jeszcze wygodną torbę na ramię, do której schowała szkolny mundurek i księgę. Upewniła się jeszcze, że nie będzie to drogo kosztować Reity i wówczas spokojnie mogli już udać się na zasłużony obiad.