Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-06-2008, 12:05   #60
Tom Atos
 
Tom Atos's Avatar
 
Reputacja: 3 Tom Atos wkrótce będzie znany
$: 29 412
„Miłość miłością, a żyć trzeba”, jak mawiała pewna Bretonka do swego narzeczonego, gdy zabierała mu sakiewkę.
Z tej maksymy wziął nauczkę i Diego pomagając starcowi zbierać monety. Wybierał te złote. Spojrzał na rękę pospiesznie obliczając wartość. Jakieś 25 ecu.
- Senior. – pomógł mężczyźnie wstać. – Zobaczę co się da zrobić. Biorę połowę jako zaliczkę. Znam co nieco Jan de Veille. Postaram się z nim w sprawie Twojej córki porozmawiać. Idź „Do Ralpha” i powiedz, że to ja Cię przysyłam. Jose Manuel Barosso. Gospodarz się Tobą zajmie. Będziemy się przez niego porozumiewać. A teraz chodźmy już stąd.
Przysłonił ręką usta potężnie ziewając. Po walce zmęczenie dawało znać o sobie. Kiepsko spał, a dzień był pełen atrakcji i w dodatku dopiero się rozpoczął. Kto wie co czeka go wieczorem ? Nie zdziwiłby się gdyby pościg furgonami po wąskich uliczkach Brionne.
W międzyczasie pojawił się ów pomocny niziołek i Estalijczyk z uśmiechem z jakim na ogół dorośli witają dzieci przywitał się i przedstawił. Wyciągnął również pięć ecu i wręczył je Pappo.
- To w dowód mojej wdzięczności. Chętnie Ci będę towarzyszył amigo. Najwyższy czas czegoś się napić. Dzień robi się coraz bardziej upalny.
Odprowadziwszy kawałek nieszczęsnego ojca Weroniki i nakierowawszy go na właściwy kurs Diego poszedł z niziołkiem do karczmy po drodze gawędząc na błache tematy.
Rozmówca był całkiem interesujący. Widać było, że Diego niewiele miał do czynienia z niziołkami, bo zadawał dość naiwne pytania w rodzaju : Jak Wam się mieszka pomiędzy ludźmi ? Nie przeszkadza Wam, że wszystko jest większe ? I tym podobne.
Przeciskając się w wejściu koło Petera przez myśl mu przemknęło, że już gdzieś go widział, lecz na rozmyślania nie miał czasu, bo już po chwili jakiś typ zamachnął się na niego kuflem. W normalnych okolicznościach pewnie zdążyłby zrobić unik, ale zmęczenie dawało znać o sobie w postaci spowolnionego refleksu i niestety dostał w lewy bark, który boleśnie zamrowił.
Westchnął z rezygnacją człowieka, którego los jest przesądzony i chwycił prawą ręką wolny stołek, by rozbić go na głowie pijanego zamachowca.
Ten był tak wstawiony, że nawet się nie bronił i siedzisko malowniczo rozbiło mu łeb do krwi.
W dłoni Diego została tylko noga od stołka, która od biedy mogła posłużyć jako pałka.
Szermierz chciał się wycofać pod ścianę, by przynajmniej zabezpieczyć plecy. Wtedy kontem oka dostrzegł nadlatującą z tłumu butelkę.
- Atencion ! – krzyknął do Petera rozbijając pałką flaszkę, tuż przed twarzą mężczyzny.
Posypały się na nich odłamki szkła.
Westchnął po raz kolejny zrezygnowany i zmęczony. Stanął w pozycji z wyciągniętą stołkową nogą.
Znał prawa karczemnych burd i wiedział, że niepisane zasady zabraniają używania ostrej broni.
- Bueno, los pipis triste. Nie wszyscy naraz jeśli łaska. Po kolei.
 
Tom Atos jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem