| "A żeby ją... Chociaż tu powinni zakazać palić."
Nieukontentowana, podświadomie, pokręciła głową wprawiając w ruch burzę kruczoczarnych włosów stroszących się groźnie na wszystkie strony z utrwalonej pokładami lakieru fryzury. Rozmówczyni nie przykuwała uwagi. W przeciwieństwie do Amy. "Locksmith" od razu rzucała się w oczy. Niekonwencjonalna fryzura. Przekłuta dolna warga. Mocno podkreślone czarną kredką oczy i na ogół nieobecne spojrzenie. Gdyby nie kształtne, choć nie za duże piersi, mocno nadrozmiarowa białą koszulka z logo NYPD wisiała by na niej jak na wieszaku. I tak zsuwała się ona co chwila z ramienia odsłaniając niemal przekłuwający się przez skórę obojczyk. Na nadgarstkach kolekcja sznurkowych bransolet. Dalej smukłe dłonie zakończone granatowymi paznokciami. Resztę ubioru stanowiły wąskie czarne rybaczki. Agresywno pasiaste żółto-czarne podkolanówki i pomarańczowe adidaski. - Wygląda na to gołąbeczki, że później przyjdzie wam poznać serducho wydziału. Chodźcie za mną, pójdziemy do por. Logan. Ona chyba zajęta nie jest. Przy okazji, jestem Laura Pavlicek. Ale dla początkujących tutaj, raczej: doktor Pavlicek. - Walter, panna. Funkcja i aktualny stopień na razie nie znany. -
Potarła z zakłopotania lewe ucho prezentując przy tym małżowinę uszną "zaobrączkowaną" srebrnymi kółeczkami na całej jej długości. To, że została zdegradowana było pewne. Nie dość, że odesłali ją do dochodzeniówki to jeszcze do "łowców duchów" czyli na największe zapupie z którego nie da się wrócić do normalnej pracy. Masz w aktach XIIItkę? Dla reszty jesteś ciamajdą lub wariatem. - Możemy spróbować i u pani porucznik. Najwyżej już pierwszego dnia podpadnę komu trzeba. -
Nie siliła się na optymizm. W końcu nic tu nim nie napawało. Marne widoki na awans. Zapewne gorsze pieniądze i do tego robota o której miała blade pojęcie. Wstała prezentując, że wraz z podeszwami i fryzurą mierzy niemal sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i mimo swej anemicznej budowy góruje nad panią doktor. Luźny podkoszulek kończący się teraz w pół uda uwypuklił się na wysokości paska na przedmiotach być może świadczących, że jednak należy do tej całej policyjnej bajki. - Czy jest tu jakiś bufet? -
Dodała poprawiając koszulkę i ruszając za blond przewodniczką. |