Reputacja: 2  | Gdzie jak gdzie, ale w gabinecie biskupa nigdy nie czul się swobodnie, ani tym bardziej pewnie. Tak było od samego początku, gdy jeszcze jako kandydat do seminarium biskup jego macierzystej diecezji przeprowadzał rozmowę kwalifikacyjną, później gdy w trakcie rozmowy, w której poinformowano go, iż jedzie do New York, do nowej diecezji, aż po ostatnią wizytę, w trakcie której oznajmiono mu iż został przydzielony do XIII-stki. Za każdym razem czuł się w jakiś irracjonalny sposób czegoś winny, a rozmowa ta ma zadecydować o jakiejś karze. A to, ze proboszcz, z którym nie dawno miał sprzeczkę, wystawił mu negatywną opinie, a to, że nie sprawdził się na wiejskiej parafii, i tak dalej i tak dalej... Christoper wiedział, iż owe przyczyny były wytworem jego wyobraźni, niemniej i tak zostawały poczucie winy i w jakiś sposób brak swobody.
Chris stał już niemal na ostatnich światłach, za chwile powinien dojechać do kurii. Może wyniki z egzaminów kończących jego szkolenie policyjne nie są zadowalające dla Jego Eminencji? Ledwo zdał część z procedurami. Nie wiedząc kiedy sięgnął po różaniec na palcu i zaczął podświadomie się modlić. to go uspakajało, w tym zawsze czuł ulgę. w końcu gdy już zaparkował i miał już wejść do budynku kurii uświadomił sobie, że odmawia różaniec. Zatrzymał się by go skończyć, jakoś bowiem nie wydawało mu się to stosowne modlić sie przed kardynałem. Odetchnął przyglądając sie sporemu gmachowi kurii. nigdy jakoś nie myślał o jakimś szczególnym awansie w hierarchii kościelnej. Nigdy nie chciał być biskupem, a jego perspektywy kończyły się na objęciu probostwa. Po części spowodowane było to jego brakiem zainteresowania studiami doktoranckimi, bardziej jednak pragnął po prostu pracować z ludźmi, zajmować się przyziemnym światem parafii. A tu wyniosło go aż do NYPD i nic nie wskazywało by szybko skończył tą pracę. "Chyba bardziej odsunąć się od pracy duszpasterskiej mogłem jedynie wstępując do zakonu kontemplacyjnego"- pomyślał gorzko i mruknął jakby do siebie - Naprawdę, nie zbadane są twoje drogi - po czym ruszył w stronę gabinetu kardynała.
Wchodząc po schodach na drugie piętro, gdzie Jego Eminencja urzędowała Chris uświadomił sobie, że nie ma nawet koloratki. "Czy to tak wypada? A zresztą i tak koszula z koloratką została w domu", zaraz przecież jedzie do nowej pracy. Tak, dzisiaj zaczynał. Nie był również znów jakoś niestosownie ubrany. Czarna koszula, nieco jaśniejsza marynarka, Nawet buty, dość eleganckie, ale przy tym jak najbardziej wygodne wypastował. W końcu znalazł się przed gabinetem sekretarz kardynała skinął mu na powitanie, i nadal pisząc coś na komputerze powiedział: -Jego Eminencja już czeka
"Czyżbym sie spóźnił?" Spojrzał na zegarek, była punktualnie 9. Wziął głębszy oddech, by się uspokoić i wszedł do środka. kardynał czytał właśnie gazetę. - Ekscelencjo.- rzekł Christopher nieco speszony. Kardynał odłożył gazety, spojrzał na młodego księdza i uśmiechnął się. - Aaa...Dawkins. Ufam że już się rozgościłeś w nowej parafii do której cię przydzieliłem?- rzekł kardynał Edward Egan. Parafia św. Alberta, gdzie został przydzielony oficjalnie jako ksiądz pomocniczy ale pracujący w kurii, rzeczywiście stała się dla niego niczym drugi dom. Szczerze kiedy tylko miał trochę wolnego czasu starał się tam go właśnie wykorzystywać. - Tak ekscelencjo.- odpowiedział niemal automatycznie Chris, stojąc prawie tak spięty jak uczeń podstawówki w gabinecie dyrektora. - Ależ usiądź chłopcze.- rzekł kardynał wskazując krzesło. Młody ksiądz usiadł, nie mając jednak odwagi nawet zająć jakiejś wygodniejszej pozycji. Egan kontynuował.- Jak wiesz ze względu na swe możliwości, zostałeś przydzielony jako pomoc do wydziału XIII-tego policji Nowy York. Będziesz wspierał policję w sprawach, w których obecność egzorcysty jest cóż...potrzebna. Masz jednak mało doświadczenia, jak na te poważne, zadanie więc przyda ci...
Słowa kardynała przerwał donośny śpiew w języku którego Dawkins nie znał. "Może to ruski? brzmienie podobne do tego Auganowa, który raz był w barze." rozmyślania jednak przerwał, gdy ujrzał zrezygnowaną twarz kardynała. Dyplomatycznie milczał, zmuszając przy okazji twarz by nie ukazała uśmiechu czy rozbawienia.
Do pokoju wszedł ksiądz o sporej tuszy, olbrzymich barach i brzuchu jak bęben.
Ubrany czarny garnitur z koloratką zanucił już nieco ciszej kolejną zwrotkę piosenki, gdy zamykał za sobą drzwi.
Brunetki, blondynki - ja wrzysztkie was dżewczynki
Całowacz chcem,
Lecz przyznam siem o jednej tylko szniem
Tej wysznonej, wymarzonej dam serce me! - O’Doom, zapominasz chyba gdzie jesteś.-rzekł nieco zrezygnowanym głosem kardynał. Młody ksiądz szybko przeszukał pamięć, by przypomnieć sobie to nazwisko. nic jednak o nim tak naprawdę nie wiedział. - Sorki szefie...Po prostu dzionek taki ładny.- rzekł nieznany Dawkinsowi ksiądz, Egan spiorunował go wzrokiem. Zaś O’Doom szybko się poprawił.- A tak ! Znaczy...Ekscelencja wybaczy.- Niemal cudem Chris parsknięcie śmiechu zmienił na kaszel. Wstał by się przywitać z księdzem. - Ojcze Corneliusie to jest...- rzekł kardynał. - Christopher Dawkins, czytałem akta...Jestem ojciec Cornelius O’Doom, weteran wojny w Wietnamie, kapelan wojskowy podczas operacji Pustynna Burza, a teraz główny cyngiel arcybiskupstwa Nowego Yorku. Ale mów mi Dzik. Tak mnie zwali w woju.- rzekł O’Doom. - Ojciec Cornelius chciał powiedzieć, że jest głównym egzorcystą Nowego Yorku i naszym głównym kontaktem z NYPD jeśli chodzi o sprawy...metafizyczne.- westchnął Egan.- Niestety. Jeśli chodzi o dyscyplinę duchową ...wykazuje spore braki. Nieprawdaż O’Doom?
- Jeśli chodzi o ta ostatnią rozróbę, to wszystko mogę wyjaśnić...Otóż.- zaczął się tłumaczyć kapłan. - Dość! Nie chcę o tym słyszeć! Niech się zajmie tym twój spowiednik. I oby tym razem pokuta wpłynęła na poprawę twego zachowania! Osoba duchowna nie może mieć reputacji rozrabiaki!- krzyknął Egan. Po czym spokojniejszym głosem dodał.- Ojciec Cornelius wprowadzi cię w szczegóły twego specjalnego przydziału. - Właśnie chłopie...Jak masz jakieś pytania to wal jak w dym. – rzekł O’Doom szczerząc zęby w uśmiechu.
Dopiero teraz Chris zdołał się włączyć w rozmowę, która jak dotąd przypominała nieco walkę dwóch gigantów. Nie speszony wcale zachowaniem księdza uśmiechnął sie skromnie Corneliusa. - Na prawdę miło mi ojca poznać, jak dotąd nie miałem okazji spotkać żadnego duchownego pracującego na wydziale. Z pewnością będę miał sporo pytań odnośnie egzorcyzmów jak i na temat samej policji. Przyznaję, że szczególnie w tej drugiej materii nadal czuję się mało pewnie. Czy są jeszcze jacyś księża pracujący w XIII-stce? - Jak już Christoper zauważył cała sprawa z wydziałem w kurii jest traktowana bardzo poufnie.
Dawkins również spojrzał dyskretnie na duży zegar stojący z boku. Niezbyt dużo miał czasu, musiał jeszcze dojechać na komisariat, gdzie pewnie czekała go jeszcze rozmowa z komendantem
__________________ "Żona myśli że jestem u kochanki, kochanka, że u żony, a ja tym czasem hyc, hyc i na rybki" |