Wątek: Deus le volt
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-09-2008, 13:39   #198
sante
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 3 sante wkrótce będzie znanysante wkrótce będzie znany
$: 48 558
Hektor uśmiechnął się ukradkiem i zawrócił konia.
- Dobra panowie, nic tu po nas. Nie przedrzemy się tędy, a szukanie przejścia powinno poczekać do jutra. Słońce zajdzie nim cokolwiek wskóramy. Do obozu! – zawołał i puścił pędem konia po skalnej ścieżce. W szybkim tempie dotarli do forteczki. Hektor zeskoczył z konia i podszedł zameldować o swoim zwiadzie hrabiemu.
- Hrabio – stawił się przed Reinfirdem – nic podejrzanego nie znaleźliśmy. Nic poza zawaloną ścieżką, trzeba będzie jutro poszukać obejścia. Jakieś zalecenia? Ponawiam prośbę o przydzielenie mi pierwszej warty, ludzie wydają się być zmęczeni, a ja niejedną noc w swym życiu spędziłem na warcie. Między wschodnimi ludami zwą mnie strażnikiem nocy. Dziki to lud, wierzy w nocne duchy, które porywają ludzi. Ja by ich uspokoić, nie przespałem tam żadnej nocy przez trzy dni, jak tamtędy przejeżdżałem, nie dlatego że bałem się zasnąć! Nigdy w życiu! Chciałem pokazać, że nic im nie grozi, bo ja nigdy nie zasnę na swojej warcie, choćby nie wiem ile trwała. – Hektor sam przed sobą łgał, starając się ukryć swój strach przed mrocznymi zjawami.

Po usłyszeniu odpowiedzi, podszedł do Rothais.
- Widzę, że rana się już zasklepiła. – niemiecki rycerz przyklasnął z zadowoleniem w ręce – wiesz, że pewnego dnia uratowałem jednego z żydowskich kupców, co to został ciężko ranny podczas napaści? Nie bez powodu zwą mnie „obdarzonym przez Boga”. Pomijając tak mało znaczący fakt, że sam w pojedynkę przepłoszyłem dziesięcioro dobrze zbudowanych bandziorów. – Hektor zrobił efektowną pauzę, by Rothais mogła sobie wyobrazić jak to ten dzielny wojak, który stoi przed nią teraz, sam jeden pokonuje dziesięcioro potężnie zbudowanego chłopa. - Wracając jednak do tego kupca – postanowił kontynuować - chodzi o to, że biedak stracił prawą rękę tuż przy samym barku, wierz mi dziewczyno, straszny to widok, gdy łatasz na środku drogi, wykrwawiającego się w ten sposób człowieka. Jednak ja, człowiek „obdarzony przez Boga” odmówiłem dwie Ojcze Nasz, obwiązałem ranę, dorzuciłem do niej trochę tego i owego i wyobraź sobie, ten człowiek przeżył! Znaczy żył przez najbliższe dwa dni, po czym zmarł, ale to nie od wykrwawienia, co to, to nie. Biedak ranę sobie zakaził, ale jednak to nie ujmuje moim zdolnością medycznym. – pokiwał głową, przytakując sam sobie. – Zaskoczona co? Nie zdajesz sobie sprawy jak wiele wiedzy i umiejętności kryje w sobie moja osoba. Uroda, męstwo, szlachecka krew, kawał, skromność, oj długo by wymieniać.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 06-09-2008 o 16:35.
sante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem