| Bez trudu dotarłeś do hali. O tej porze na drodze można było spotkać tylko kobiety i dzieci wracające do domów z zakupami. Raz dostrzegłeś w ciemnej uliczce przygarbiony kształt w kapturze, łakomie spoglądający na dobytek przechodzących ulicą mieszczan, kilka razy minąłeś też ludzi w niebieskich szatach, rzucających pogardliwe spojrzenia każdej napotkanej osobie. Życie w mieście toczyło się w równym, monotonnym rytmem.
Budynek, szczelnie otoczony niskim murem prezentował się bardzo okazale. Na idealnie białych ścianach nie było widać najmniejszej smugi brudu, rośliny w ogrodzie były równo przycięte, a na nielicznych, dokładnie wypolerowanych oknach nie było w ogóle rys. Cała hala wyglądała jak świeżo wybudowana, choć stała tu od setek lat.
Wejście dla szlachty nietrudno było znaleźć. Do hali prowadziło tylko kilka otworów w murze, z czego przy jednym tłoczyła się długa kolejka mieszczan, a przez pozostałe, dokładnie obstawione strażnikami, co jakiś przechodził szlachcic lub kupiec obwieszony torbą pełną przepustek i kilkoma sygnetami - znakami rozpoznawczymi miasta oraz gildii kupieckiej której był przedstawicielem. |