| Słońce błyszczące na niebie, ptaki latające wokoło i motyle goniące się nad polnymi kwiatami nie zwiastowały niebezpieczeństwa. A mimo to Saline wolała bacznie rozglądać się po okolice mając miecz w zasięgu dłoni. I może właśnie to przyprawiło jej tyle kłopoty.
Gdy walka pod wodą rozgorzała zwierzęta poczuły, że coś jest nie tak. Koń który należał do Alandera także najwyraźniej miał nie najlepsze przeczucia odnośnie tego co zaraz wyłoni się z wody. Najpierw prychnął głośno wypluwając z paszczy krople zeschłej śliny. A wtedy w ciągu dosłownie sekundy stanął dęba i zarżał. Elfka nie była na to gotowa, gdyż jedną ręką trzymała wodze a druga spoczywała na rękojeści miecza. Cudem tylko udało jej się nie spaść na, jak zauważyła po chwili, kilka kamieni która znajdowały się za koniem. Wizja roztrzaskanej czaszki nie była zbyt przyjemna. Koń wrócił do swojej normalnej pozycji ale najwyraźniej miał ochotę ruszyć w siną dal zostawiając za sobą cały ten horror. Saline szybko złapała wodze i pociągnęła. Kolejny błąd, ten koń reagował inaczej niż była przyzwyczajona, widać Alander miał inne zwyczaje. Koń dodatkowo się zdenerwował i jeszcze bardziej zaczął wierzgać.
- Spokojnie! - próbowała uspokoić konia w języku elfów.
I choć jeszcze chwilę rzucał się i bił kopytami o ziemię, a jego uszy strzygły szukając śladów zagrożenia, w końcu stanął w miarę spokojnie, rzucając jeszcze tylko łbem na boki. Elfka czuła nogami jak jego przestraszone serce wali mocno a oddech jest szybki jakby właśnie galopował. Saline tak przestraszyła się możliwością nieopanowania konia, że kompletnie zignorowała martwiaka.
Dopiero gdy koń się uspokoił, zsiadła. Pogłaskała go uspokajająco po karku widząc nadal w jego oczach strach i niepewność. Jednak pod dotykiem elfiej dłoni wydawał się być spokojny, choć nadal najwyraźniej chciał sie stąd szybko oddalić. Uspokoił się zupełnie gdy martwiak zniknął pod wodą, ale elfka wątpiła by chciał zbliżyć się do jeziorka.
Saline przywiązała konia do drzewa a sama postanowiła rozprostować kości. Po prostu pospacerowała trochę w pobliżu grupy, mając nadzieję że sama się przy tym trochę uspokoi. Czuła się świetnie na łonie natury, mogąc obserwować biedronkę kryjąca się w trawie czy świerszcza uciekającego gdy tylko podchodziła bliżej. Cieszyła się, że tym razem walczyć nie musiała i szybko utopiec został opanowany, gorzej jeśli byłoby ich kilka, wtedy Turgas nie byłby w stanie ich opanować.
Gdy podeszła z powrotem do grupy woda wyglądała już na czystszą i najwyraźniej można już było napoić konie. Elfka wolała nie ryzykować kolejnego starcia z koniem, lepiej by zrobił to ktoś bardziej doświadczony. Podeszła do Coruma.
- Przepraszam, czy mógłbyś napoić mojego konia? - wskazała palcem przywiązane do drzewa zwierzę. - Był bardzo zdenerwowany, boję się, że gdy podprowadzę go do jeziora może znowu próbować uciec, na pewno lepiej sobie z nim poradzisz. Corum skinął tylko głową, po czym podrpowadził do jeziora wszystkie trzy konie, którymi się aktualnie opiekował: swojego konia, konia Saline i konia Alandera. Podszedł do jeziora od strony sitowi, nucił do zwierząt spokojną pieśń żywiołu drzew, stojąc pomiędzy nimi w wodzie po kostki. Elfka wsłuchiwała się w delikatne dźwięki wspominając mamę, która nuciła jej piękne pieśni gdy Saline była jeszcze mała.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible. Touch the untouchable, break the unbreakable.
Ostatnio edytowane przez Redone : 06-14-2008 o 20:38.
|