Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-22-2008, 21:26   #473
Milly
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest po prostu świetnyMilly jest po prostu świetnyMilly jest po prostu świetnyMilly jest po prostu świetny
$: 318 494
Venefica z rosnącym wewnątrz przerażeniem przyglądała się młodemu kapłanowi, który pałał wręcz fanatyzmem. Jeśli wielcy magowie wybrali taką osobę, jako odpowiednią dla ich misji, musieli mieć w tym naprawdę bardzo poważny powód. Półelfka nie chciała uwierzyć, że mogła to być kwestia pomyłki, niewiedzy bądź niedopatrzenia. Wszystkich sprawdzali tak dokładnie, nim pozwolono im wyruszyć, że niemożliwością było, aby tym razem magowie przyłączyli do drużyny kogoś, kto mógł im zaszkodzić. Pytanie tylko - po co im ten fanatyczny mężczyzna, który zamiast rozumem kieruje się pragnieniem krwi?

Z przykrych rozmyślań wyrwało ją uderzenie w stół. Zaskoczona drgnęła mocno i powróciła do rzeczywistości. Wyglądało na to, że Wyszemir straci panowanie nad sobą, więc na wszelki wypadek stanęła między mężczyznami.

- Tylko nie kłóćmy się i nie traćmy nerwów. Wyszemir ma rację Hektorze. To zbyt mocne słowa. Nie jesteśmy tutaj, by mordować za wszelką cenę, napadać i rabować. Ta misja jest dziełem Konrada, a on nigdy nie pozwoliłby na to! Zawsze są inne wyjścia i takie musimy znaleźć.

Gdy Wyszemir skończył mówić, Ven znowu zabrała głos:

- Żeby dostać się na wyspę, najpierw musielibyśmy dowiedzieć się co nas czeka w środku. W tej chwili nie wiemy nic. A podszycie się pod Maier jest równie ryzykowne, co podszycie się pod strażników. Nie wiemy w jaki sposób chce spełnić swoją część umowy, czyli odbicie Joachima. Nie wiemy czy ma tam jakieś kontakty, czy ma dostęp do Mera, czy będzie kombinować tak jak my. Skoro nasza część umowy jest taka niebezpieczna, to albo blefuje, bo wie, że nie wrócimy z tego żywi, albo ma jakiś doskonały pomysł, bo wie, że sobie poradzimy. Problem w tym, że nawet tego nie jesteśmy pewni. Poza tym sam powiedziałeś, że to też będzie niebezpieczne, więc skąd pewność, że nikt nie zginie? Mamy same niewiadome.

- Nie bierzemy też pod uwagę jednego ważnego faktu. Mishka mówiła, że szukają już w mieście podpalaczy, obcych, którzy niedawno przybyli. Jeśli ktoś faktycznie depcze nam po piętach, albo ma do nas inny interes, to w tej chwili to raczej my mamy przez to kłopoty. Jeśli spotkamy się z tamtą grupą, to pół biedy. Nie mówiąc o tym, że to prędzej oni spotkają nas, bo my nic o nich nie wiemy. Ale w mieście wiedzą, że przed spaleniem ktoś wypytywał o gnoma. Chyba dość łatwo nas zauważyć, prawda? Spora grupa pytająca o sklepik. Wielki zamaskowany wojownik. Piękna kobieta o białych włosach i złotych oczach. Mroczny kapłan. Krasnolud. Elfka. Nawet ktoś tak "pospolity" jak staruszek, bez obrazy Wyszemirze, też rzuca się w oczy z powodu braku ręki. Myślicie, że chodzimy po mieście niezauważeni? No może tylko Johann nie rzucałby się w oczy, gdyby nie fakt, że jest bratem tak ostatnio słynnego młodego Raabe. Nie wiem ile ludzi tu Cię zna i czy jesteś podobny do brata... to zresztą nie ważne! I tak rzucamy się w oczy, a kolejny pożar nie wróży nam dobrze. Nie mam do Was o to wyrzutów, ani pretensji, ale w tej chwili wszystkie fakty są przeciwko nam. Dodając do tego coś, o czym nasza nowa trójka towarzyszy nie wie - przy wejściu do miasta mieliśmy drobny... incydent ze strażą. To dodatkowo nas pogrąża.

Półelfka zrobiła pauzę na zaczerpnięcie oddechu. Nie czuła się dobrze ze świadomością, że słuchają jej i oczekują jakiegoś rozwiązania, a ona zamiast cokolwiek wymyślić, coś co dodałoby wszystkim otuchy, przedstawia same czarne scenariusze.

- W każdym razie musimy rozważyć wszystkie możliwości i wybrać takie rozwiązanie, które będzie mniejszym złem. Oczywiście moglibyśmy zwiać z miasta i ruszyć tropem Kamienia Dusz tak, jak robiliśmy to do tej pory, czyli zbierając wszystkie legendy i najdrobniejsze opowiastki i z nich wnioskując dokąd się wybrać. Ale nie zostawimy brata Johanna samemu sobie. Chociażby przez wzgląd na to, Johann nam pomógł w zamku wiedźmy, a teraz my pomożemy jemu.

- Wyszemirze, co takiego strasznego kryje się w tych górach, że nie będziemy w stanie przez nie przejść? Czy będzie gorzej niż podczas uwięzienia w umyśle kilkusetletniej wiedźmy? Poradziliśmy sobie z nią, mamy teraz wsparcie Serafin, Krdika i Hektora, więc może jednak damy radę? I co z tymi gryfami? Myślałam, że to tylko legendy... Co to za stworzenia i po co one Aine Maier? Może nie powinniśmy tego zadania odrzucać na samym wstępie, skoro w mieście czeka nas równie wiele niebezpieczeństw.
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem