| Johann zamyślił się. Co prawda burdy w mieście, czy awantury magów, artefakty, to nie jego domena, ale kalkulowanie ryzyka... Na tym gruncie czuł się znacznie pewniej.
- Zastanówmy sie spokojnie i bez emocji. Co sie dzieje z moim bratem też nie wiemy, wydaje sie jednak, że żyje. Skoro narobił długów Mer go nie zabije, bo wtedy musiałby je przejąć jako urzędnik państwowy, który samowolnie wydał wyrok. Zresztą tak naprawdę nic to mu nie daje.
- Co do dostania się na wyspę, rozważaliśmy różne możliwości, ale pomysłu nie mamy żadnego. Zatem wyprawa po Gryfy.
Ale Venefica zapomniała o jednym.
Jak na bogów i demony mamy sie wydostać z miasta???
Bramami ? Można spróbować pojedynczo, ale wtedy nie wiemy ilu z nas się to uda. Na statku ? Przemytnicy może nas by i wywiezli, ale ostatnio w porcie za popularni też nie jesteśmy, a może odwrotnie, aż nazbyt popularni.
Zostać tu też nie możemy, bo prędzej czy pózniej nas znajdą. To jest prawdziwy problem.
Zostaje nam chyba tylko zwrócenie się z prośbą do Maier ?
__________________ To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch.
Ostatnio edytowane przez Arango : 06-22-2008 o 21:46.
|