Reputacja: 3   | Utopiec wywoływał gęsią skórkę u obserwatorów, tym bardziej wszystkich więc ucieszyła decyzja Turgasa o pozostawieniu go w jeziorku. Martwiak posłusznie wykonał rozkaz nowego pana podczas, gdy reszta powoli szykowała się do zaplanowanego odpoczynku.
Druid zaprowadził konie z drugiej strony jeziorka, lecz i tak zaczął je poić dopiero, gdy muł już opadł.
Nagły chłodny powiew wiatru był świeży i ożywczy, stanowił doskonałą alternatywę dla ostatnich smrodów. Mało kto z Was był przygotowany na tego typu trudności, co nie znaczy, iż nie poradziłby sobie z nimi. Po obozie na którym zdołaliście co nieco przekąsić, odpocząć i napoić konie, ruszyliście dalej w tym samym szyku.
Las utrzymywał swoją gęstość, sosny, buki, nawet dęby rozpościerały swe ramiona, nie raz ładując się na drogę, tak, że konni podróżnicy musieli często omijać zawalidrogi. Natura tu żyła. Niektórzy żyjący głęboko za murami miast, do tej pory przecierali ze zdumienia oczy, że zieleń trawy może być tak intensywna. Jedna z teorii mówiła, że magiczne eksperymenty, wybuchy energii i poprzeplatane struny magii bijące od miast źle wpływają na okoliczną naturę, burząc jej harmonię i rozwój. Prawie każdy z Was był kiedyś świadkiem jak ścierały się rację Druidów z władzami miasta. Efekt zależał głównie od siły stron i poparcia reszty społeczeństwa czy możnowładców. Starcia frakcji, gildii, wszelkiego typu organizacji, nie należały do rzadkości. Zazwyczaj odbywały się one pokojowo, czasem dochodziło do przepychanek, wyzwisk, mało kiedy kończyły się otwartą walką. Prawo zezwalało na otwartą walkę jedynie w wyjątkowych sytuacjach i to za zgodą władz miasta lub wyższych szczebli władzy – w zależności od wielkości i ważności podmiotów stających naprzeciwko siebie.
Wieloletnia tradycja, pokoleniowa wręcz kultura, rozwijająca się na Orchii jeszcze przed władztwem Katanów, wypracowała jednak swoisty stan zawieszenia. Pomimo, że przeciwstawne gildie nie pałają do siebie miłością, to jednak na otwarta wojnę czy konflikt, obecnie nie ma ochoty żadna ze stron. Do dziś w Ostrogarze zieją pustką i swądem spalenizny dwie smukłe wieże – na pamiątkę straszliwego wydarzenia. W jednej mieściło się kolegium teoretyków, pochodzących z co ważniejszych gildii i świątyń. Ich badania nad teorią magii były niezwykle spokojne, długotrwałe i nie przynoszące żadnych realnych, widocznych korzyści. Tymczasem rywale z kolegium praktycznego – jakie wkrótce po tym pierwszym powstało, narzekali, że to marnotrawienie talentów i wiedzy drugiej strony. Podnosili, że to ich wynalazki służą społeczeństwu i rozwojowi magii. Pokazywali co mogą zrobić z energią za nic mając dociekanie czym jest ta energia. Po kilku miesiącach, drobne prztyczki serwowane sobie wzajemnie zaczęły doprowadzać do coraz większej nienawiści. Teoretycy lubowali się w wykazywaniu niewiedzy swoich kolegów z Kolegium Magii Praktycznej, wykazywali błędy i braki w wykształceniu, podważali teoretyczne założenia stanowiące podwaliny pod kolejne wynalazki praktyków, tamci zaś również nie siedzieli z założonymi rękami. Do historii uniwersytetu przeszedł „kawał” jaki jeden z praktyków zafundował wykładowcy ( pochodzącemu z Kolegium Magii Teoretycznej) , z pomocą iluzji zmieszanej z magią alchemika, sprawił, że wykładowca zajął się „iluzyjnym” ogniem. Przez moment czół ból płonącej skóry, strach związany z straszliwą śmiercią, swąd płonących włosów i szaty, widok własnej odpadającej skóry. Ale widział to i czół tylko on… Dla studentów ich profesor nagle zaczął skakać przy krześle, otrzepując ubranie i wrzeszcząc. Przez moment wyglądało to nawet komicznie, niektórzy nawet zaczęli się śmiać myśląc, że coś ugryzło profesorka. Nastrój zabawy znikł, gdy profesor legł na ziemię chwytając się w ostatnich spazmach za serce, które nie wytrzymało szoku.
Nietrudno było się domyśleć, że po tym wydarzeniu, walka między wrogimi już sobie kolegiami, mogła jedynie się zaostrzyć. Nikt właściwie nie wie co stało się tej nocy gdy spłonęły oba kolegia. Dość, że wkrótce po tym oba kolegia zostały rozwiązane i to na ich własną prośbę. Niektórzy twierdzą, że gdy kolegium praktyczne przypuściło atak, używając przy tym bardzo zaskakującej i nietypowej magii, kolegium teoretyków w tym czasie podcięło im skrzydła – obracając ich magię przeciw nim samym. Dlatego też gdy zapłonęła pierwsza wieża, druga po chwili płonęła również, nad samymi wieżami kołtuniła się wzburzona magia z której obie strony wciąż czerpały i rzucały w siebie nawzajem. Dopiero nad ranem, gdy zgliszcza i pożoga jaką wywołali tej nocy, ukazana została w pełnym obrazie zniszczeń, gdy trupy ścielące się pod jedną i drugą wierzą były w takiej ilości, że bez odgarnięcia ich na bok przejazd byłby niemożliwy, gdy magowie zdali sobie sprawę jak ogromną część wiedzy i doświadczeń pochłonęły płomienie, wówczas dopiero przyszedł z pomocą chłodny rozsądek. Wśród ofiar połowa stanowiła przedstawicieli jednego lub drugiego kolegium, druga połowa to byli zwykli mieszkańcy miasta, przypadkowe ofiary, także kobiety i dzieci. Przykład ten nie odstraszył innych od tego typu starć, jednak kolejne wewnętrzne wojny i wojenki odbywały się z pewnymi niepisanymi zasadami, aby w wzajemnej walce nie doprowadzić do wyniszczenia obu walczących. Coraz silniejsze wpływy świątyń, gildii, możnowładców, władz miasta, czy wreszcie indywidualnych bohaterów, sprawiają, że starcia są o wiele trudniejsze do przewidzenia. Obszary wpływu są już raczej ustalone, pozostaje więc „jedynie” pilnować aby nikt nie ugryzł kawałka mojego ciasta, oraz żeby ugryźć jak najwięcej z czyjegoś kawałka…
Kolejny postój urządziliście wieczorem szykując się do nocnego obozu. Okolica była cicha i spokojna, tak jakby za granicą usianą goblinami i utopcami , reszta stanowiła bezpieczną przystań. Strumyk chłodnej wody przepływał przez obóz pozwalając napoić się spragnionym. Chwila odpoczynku pozwoliła Saline i Corumowi przyjrzeć się lepiej własnym ranom. Obie nie wyglądały za ładnie i na pewno nie pozwalały swoim nosicielom na ryzyko kolejnych takich. Po prostu mogliby tego nie przeżyć, na szczęście dla nich, dobrze przygotowane zioła ładnie zatamowały krwawienie zasklepiając ranę i pozwalając jej szybciej się zregenerować. Z doświadczenia wiedzieliście , że do pełni zdrowia wrócicie za kilka tygodni. Reszta nie musiała się tym przejmować, cały swój czas mogli poświęcić na własne zajęcia i te praktyczne i te tylko czysto przyjemne… |