| Danael właśnie wychodził z domu w celu wypicia nieco świeżej krwi. Od pewnego czasu Spożywał jej częściej niż potrzebował. Smakowała mu lepiej niż jakikolwiek trunek. „Wyczucie czasu. Czy oni tak specjalnie?” – pomyślał wampir na widok jaśniejącego za oknem krzyża.
Znał procedurę i wiedział, że musi się pośpieszyć. Był już ubrany, lecz zanim wyszedł założył ciemne okulary oraz zabrał ekwipunek, który niedawno otrzymał od tych gości.
Już na pierwszej misji dali mu całkiem niezły pistolet z tłumikiem, nóż z trudno dostępnego stopu oraz zestaw do makijażu. Kosmetyki były mu bardzo potrzebne, gdy chciał zamaskować swą prawdziwą naturę. No i te znakomitej jakości ciemne okulary.
Wychodząc zahaczył o lodówkę wyciągając z niej bidon zawierający krew. Zawsze trzymał „paliwko” na misję.
Przejechał się metrem w kierunku biura „Armii Bożej”. Jak zawsze i tym razem w pociągu śmierdziało moczem i potem. Stać go było na przejażdżkę nadziemnym autobusem, lecz w metrze czuł się lepiej. Nigdy tu nie było jasno, co dopiero słonecznie.
W budynku wszystko działo się jak zawsze. W recepcji powiedziano mu na jakie piętro ma się udać. Nic go tu nie mogło zdziwić, nawet numer piętra, siedem i pół.
Gdy już wysiadł z windy, o mało co nie zderzył się z jakimś chłopcem. Nagły odruch młodzieńca dużo mu powiedział.
- Hmmm... – mruknął beznamiętnie Danael, próbując ogarnąć w myślach sytuację. Czy Gabryś sobie w kulki leci? Niemożliwe. Zawsze przyjmował mnie osobiście. Tylko drobny ruch brwiami mógł zdradzić jego zmieszanie.
- - Nie wiesz, gdzie znajdę Gabriela
- Nie wiem, też go szukam. – odpowiedział szczerze ubrany w garnitur chłopiec.
Chwilę potem stało się coś niesamowitego. Oboje to widzieli, spostrzegł Danael. „Czyli to nie było złudzeniem? ” Może tak chcieli ich jeszcze bardziej zmotywować.
No i czy Raj to nie nazwa burdelu? I co to jest, anioły? Raczej nikt mu nie opowiedział nigdy o Bogu czy czymkolwiek podobnym.
Samo zlecenie wyglądało na łatwe. „Pewnie będzie dużo zabawy z tym kolesiem”.
Wtem chłopiec się odezwał
- Nazywam się Mark. Jako że mamy razem pracować warto byś znał moje imię.
- Tia. Na mnie mówią Danael. I nie bój się, nie jestem głodny.
Chłopak otworzył drzwi natomiast wampir ustawił się pod takim kątem, aby widzieć wnętrze domniemanego motelu.
Zza pleców Marka dojrzał dwie całkiem atrakcyjne kobiety. Czy to są anioły? Może to jakiś synonim słowa kobieta? Mniejsza z tym. Ich imiona bynajmniej nie pasowały do ich wyglądu.
Po tym jak Mark się przedstawił i wszedł do środka, w drzwiach pokazał się inny mężczyzna. Rudy, blady, ubierający się na czarno. To były najwyraźniejsze cechy. Lecz już po chwili, rzucała się w oczy nienaturalny odcień jego skóry. Ci, którzy kiedykolwiek w życiu widzieli wampira, od razu rozumieli przyczynę tej fizycznej odmienności.
Ubrany był w czarny płaszcz, również tego samego koloru bojówki, wygodne i z pojemnymi kieszeniami spięte skórzanym paskiem Na głowie znajdowała się czapka z daszkiem dobrana pod kolor i przyciemniane stylowe okulary. Nie pasowała tu tylko bordowa koszulka.
- Mi mówicie Danael. – podejrzewając reakcji na swoją odmienność dodał – Wolę to wyjaśnić na początku, tak, jestem wampirem. Pomimo to nie gryzę, przynajmniej osób, z którymi współpracuję.
Zastanawiał się czy nie powiedzieć czegoś jeszcze, lecz ugryzł się w język. Zamiast tego wszedł do środka zamykając drzwi i rozsiadł się wygodnie na sofie.
- To w czym mamy wam pomóc drogie panie?
__________________ "Tylko uczciwi pozostaną dłużej żywi
Będą umierać powoli
Tak znacznie bardziej boli
Więc zastanów się co wolisz"
Ostatnio edytowane przez Lkpo : 06-23-2008 o 19:46.
|