| Robin "Dziadek" Carver
Wziął głęboki oddech. Jednak nie ma to jak bar. Tam zawsze można znaleźć wytchnienie. Oczywiście o ile stać kogoś na to. A jeśli go nie stać, to w barze najprędzej złapie jakąś robotę, bo najróżniejszych ludzi można spotkać w takich "oazach." Carver skrzywił sie, kiedy przypomniał sobie co się stało jak ostatnio był w barze. Prawda, znalazł wtedy robotę - czego żywym dowodem są jego kompani - ale Dark Visions to jednak nie jest dobre towarzystwo do kielicha.
Dziadek z doświadczenia wiedział, że chociaż bar to nawet przyjemne miejsce do spędzania czasu, jest też - jak to czasem określał w myślach - "punktem zapalnym." Dawno temu nawet znajomy powiedział mu, że "jeśli chcesz od kogoś oberwać, to idź do najbliższego baru." Carver miał nadzieję, że tym razem obędzie się bez zamieszania. Chciał teraz tylko w spokoju usiąść i w końcu napić się czegoś.
Robin spojrzał na barmana i pomyślał, że słowa "napić się CZEGOŚ," wybitnie pasują do sytuacji. Ale w nie będzie narzekał. No dobra, pewnie ponarzeka i tak, ale przecież nie o suchym pysku... Na razie, podszedł do "barmana" i zamówił... hmm... to co było w baniaku. "Przynajmniej nikomu nie przewróci się w głowie od zbyt dużego wyboru" pomyślał przelotnie. Zamówił ów "trunek" od razu dla całej kompanii - no chyba, że ktoś nie chce... |