| Za pierwszym razem gdy ktoś Ragnaaka szturchnął ten nie zajarzył. W pierwszej chwili chciał sięgnąć po broń jednocześnie rozglądając się za wrogiem. Dopiero za drugim razem zorientował się, że to był jego towarzysz w doli i nie doli Kristoff Baxter, który ruchem głowy wskazywał stolik z dziewczynami. Trochę to potrwało zanim szybki jak błyskawica na polu wali wojskowy przeanalizował ów tajemniczy znak. Po przeanalizowaniu wstał i ruszył (biorąc ze sobą ekwipunek i broń) zaraz za swoim kumplem, który po dotarciu do stolika odezwał się w kierunku pięknych pań - Witam piękne panie. Może moglibyśmy się przysiąść?- po czym zarzucił najprawdopodobniej uśmiechem nr 27 ("Romantyczny nieznajomy") i bezceremonialnie rozsiadł się na jednym z wolnych krzeseł. Haze jak na twardziela przystało usiadł obok Kristoffa rzucając w stronę pań uśmiech nr 13b sektor 15 ("jestem dobry w te klocki, ale nie mam do końca obycia z tak pięknymi paniami"). Prawda była jednak taka, że we wnętrzu trochę się motał. Dawno już nie rozmawiał z kobietami tego pokroju, tzn. innymi od tych co służyły w armii lub dla armii. No i tam nie było trzeba jakoś specjalnie sie wysilać. Mundur robił swoje oraz "otwartość" (mam ochotę na sex i mi sie podobasz ... odpowiedź była spadaj frajerze lub się szło "na zaplecze"), a tutaj ... a tutaj są chyba inne "style".
Po kilku sekundowej walce ze swoimi własnymi myślami Ragnaak zaczął knuć strategię aby rozmowa jakoś sie ułożyła po ich myśli, ew. w razie nie powodzenia odwrót na z góry upatrzone pozycje z zachowaniem honoru. - myślę Kriss, że czekają na takich wspaniałych i odważnych dżentelmenów jak my.
W myślach Haze gryzł się czy oby to było dobre posuniecie. Jakby nie patrząc nie chciał wyglądać na cichego, który robi tylko za przyzwoitkę i nie ma nic do powiedzenia.
__________________ Miarą sukcesu jest krew : twoja lub wroga !!! |