| - Prawda, prawda- odparł pan Klemens rozglądając się naokoło. Dzisiaj chyba jarmark na rynku, bo ludzi więcej niż zwyczajnie- dodał- może i bym sobie jakiego konia upatrzył, bo ten- poklepał wierzchowca po karku- juże mi tak wymarniał, że ledwo łazi...
Słuchał pan Błażej tej opowieści o koniu jak śpiący słucha mszy w kościele, gdy nagle z zamyślenia wyrwał go widok dwóch wozów wjeżdżających właśnie na rynek.
Które mimo że załadowane były różnymi towarami i częściowo zakryte płótnem dla ochrony przed siąpiącym deszczem to przypominały do złudzenia chyżneńskie wozy na zboże...te same które kilka dni temu przepadły w drodze do Krakowa. |