Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-24-2008, 23:57   #21
Yarot
Obsługa
 
Yarot's Avatar
 
Reputacja: 8 Yarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skał
$: 266 511
- Długo Cię nie będzie? - spytała Lena zakładając małemu Klausowi butki.
- Parę dni, może tydzień a już góra dwa tygodnie. Wiesz kochanie, nie mogę zostawić profesora w potrzebie - Andreas skończył właśnie pakować swój plecak. Wytarta zieleń ekwipunku pamiętała jeszcze słońce Ukrainy i deszcz okopów. To cenna pamiątka z czasów, gdy życie ludzkie było w cenie jednej kuli.
- Wiem kochanie, wiem. Odprowadzimy cię z Klausem do pociągu, to będzie ci raźniej - cmoknęła męża w policzek i podniosła dzieciątko na ręce. - Gotowy?
Wyszli na ulicę i niespiesznie ruszyli w stronę stacji kolejowej. Ranek nie wygonił jeszcze wiele ludzi na ulicę choć zapowiadał się ładny dzień. Podkute buty wybijały równy rytm na bruku i jeśli dobrze się w to wsłuchać to można przywołać z pamięci kilka innych, niezbyt odległych wspomnień....

Ciężarówką rzucało niemiłosiernie na wszystkie strony. Ostatnie bombardowania skutecznie utrudniły przemarsze wojsk a co dopiero przejazd ciężkiego sprzętu. Noga już się goiła, ale taka jazda nie sprzyjała rekonwalescencji. Dla Andreasa to było niewątpliwie źródło niewygody, bo trzeba teraz uważać na wszystko, ale większy niepokój krył się w jego głowie. W tym, co mu zostało powiedziane i co doświadczył otoczony całunem śmierci. Widział wzrokiem uciekającą drogę, pełną błota przemieszanego ze śniegiem. Zostawała w tyle i niknęła za kolejnym zakrętem i kolejną kolumną żołnierzy.

- Ponuro tutaj, prawda?
Młodzieńczy głos zabrzmiał z boku i spowodował, że Andreas spojrzał w mrok. Dostrzegł tam kogoś, kogo poznał dawno, a kogo nie spodziewał się ujrzeć już dawno. Thomas
- Taki czas Thomasie.
Nadal miał przed oczami pękające oczy młodzieńca oraz zapadające się policzki trawione ogniem.
- Jedziemy do Tyrolu, w góry?
- Jeszcze nie. Ale wkrótce trafimy i w góry.
- A obiecasz mi, że...

- Tak. Przecież już ci to mówiłem.
Niewyraźny cień siedzący obok skinął głową. Andreas pamiętał go właśnie takiego. Chłopak oparty jednym łokciem na kolanie i trzymający papierosa w drugiej ręce. Starał się wyglądać na dorosłego choć w rzeczywistości nie miał więcej niż osiemnaście wiosen.
- Dla nas wojna już się skończyła, wiesz Thomasie - rzucił przed siebie chłopak.
- To chyba dobrze? Robi się tu straszny tłok...
Andreas nie wiedział. czy to żart czy rzeczywiście tak jest. Thomas był (a w zasadzie jest) pogodnym chłopakiem i czasami stroił różne żarty. To by do niego pasowało.
Ciężarówka wjechała na bruk. Opony zachrzęściły na kamieniach i auto zwolniło. Potem wracający z wojny żołnierz usłyszał stukot butów. Marszowa kolumna minęła wóz i ruszyła dalej. Dało się zobaczyć równy chód, świeże mundury oraz błyszczące bagnety. Duże dzieci szły na zabawę w wojnę. Ten rytm, ten stukot...

Lena uśmiechała się i nie skarżyła, że Klaus ciąży jej na ręku. Na mapie jej twarzy zawsze znajdował uśmiech, który nawet ona sama czasami gubiła w codzienności. Nie musieli wiele mówić. Wydawało się, że to, co już mieli powiedzieć, zostało powiedziane, teraz zaś zostało tylko wspólne bycie i życie. Nowa karta w dziejach dwóch istot.
Pociąg już stał na stacji. Andreas dostrzegł Kurta, który stał ze swoim bagażem i przyglądał się ciekawie innym. Najwyraźniej był zadowolony, zatem mile rozpoczyna się dzień.
Podeszli bliżej. Klaus ciekawie zerkał wokół a jego niebieskie oczki wyłapywały wszystko to, co było kolorowe, ruszało się lub wydawało dziwne odgłosy. Jak chociażby lokomotywa.
- Kurt, Kurt Zeller - przedstawił się Eteryta.
Lena uścisnęła mu dłoń. Widać było, że ciekawie zerka na mężczyznę. Andreas uśmiechnął się i również podał rękę. Plecaka niemal nie czuł. Zaprawa wojskowa oraz codzienne marsze powodowały, że niestraszne mu były takie trudy. Zauważył też zaskoczenie, które nieczęsto gości na twarzy Eteryty. Ciekawe czy tak podziałał na niego widok Klausa czy Leny?
Reszta towarzystwa jak zawsze dokazywała, co w przypadku Julii nie było niczym nowym. Pomachał im ręką na powitanie. Najwyższy czas już się zbierać.

Odwrócił się do żony. Potarł delikatnie jej policzek i pocałował w czoło. Wziął na ręce Klausa i przycisnął do siebie czując jego małe, bijące serduszko.
- Wrócę najszybciej, jak tylko będę mógł - powiedział przez klausowe ramię.
- Będę czekać - szepnęła i dostrzegł w kąciku jej oczu lśniące łzy.
- Fa fa. Ciu ciu - Klaus wyciągał rączki w kierunku lokomotywy. Andreas rad nie rad podszedł z nim do maszyny i stanęli bardzo blisko rozpalonego pieca. Coś tam w środku gwizdało, buczało, siorbało i stukało. Maluch był zachwycony. Stali tam chwilę do czasu, gdy zapowiedziano odjazd pociągu. Podeszli do wagonów. Klaus cały rozradowany patrzył roziskrzonymi oczami na ciemny pojazd. Lena dzielnie szła obok patrząc na wszystko wokół.
Oczywiście nie sposób było pominąć kłótni, która jak zawsze ostatnio wybuchała z byle powodu.
- Proszę się nimi nie przejmować - powiedział z uśmiechem Kurt. - Oni tak zawsze. Podobno kto się czubi...
Eteryta coraz bardziej go zaskakiwał. Pożegnał się z Leną, uściskał Klausa i wszedł do wagonu. Lena odebrała małego i przytuliła się do męża. Stali tak przez jakiś czas czując tylko wzajemne ciepło oraz bicie trojga serc. Andreas Jegr z Salzburga czuł, że mógłby trwać tak przez wieczność.

Znów zabrzmiały gwizdy. Motorniczy krzyknął coś jeszcze w powietrze. Andreas pocałował swoje obie pociechy i wszedł do wagonu. Mocniej ścisnął plecak w garści i ruszył korytarzem. Szukał wolnego przedziału. Nie, może inaczej. Szukał przedziału, gdzie już są pozostali. Nie lubił zostawać sam, choć inni uważali, że uwielbia. Ale inni nie znali go tak dobrze, jak on sam.

Znalazł Kurta. I znalazł Julię. Inni chyba też tam byli lub zmierzali w tamtą stronę. Skoro mieli tworzyć jeden zespół to nie mogli zaczynać od kłótni. Przysiadł na najbliższym wolnym miejscu w tym samym przedziale. Zobaczył, jak Kurt częstuje młodą Verbenę landrynką.
- Julio, bierz bez wahania. Mój Klaus uwielbia landrynki, więc nie mogą być złe.
A do pozostałych, którzy się ociągają, rzekł: - Panowie, chodźcie do nas. Trzeba przecież przez tą godzinę ustalić co dalej po przyjeździe.
 
__________________
...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._
Yarot jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama