Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-25-2008, 05:50   #188
lopata
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 2 lopata wkrótce będzie znany
$: 6 806
Wyruszenie z nowo obraną z przymusowej, własnej woli drużyną, Balius nie mógł do niczego się przyczepić. Podróż była o tyle spokojna bo żaden nie próbował wszczynać zamieszek czy grozić przechodniom. Uspokojony w karczmie jedząc posiłek z obrzydzeniem patrzył jak jeden z nich ślini się na widok dziewczynki jako służki. Widząc pracującą młodzież nie przejmował się tym wcale, ale dobieranie się do nich jak do obiektów pożądania było dla niego zwierzęcym popędem. Żując jadło nie zamierzał się wykłucać o jakość. Wiedział, że to i tak może tylko przyspieszyć jego rychłą śmierć. A więc, po co umierać za szybko, skoro żyjąc nadal można znaleźć sposób na pozbycie się oprawców. Pod budynkiem cyrulika nadal nie zamierzał nic mówić.
"Jeśli nawet cała ta banda zamierza biegać po lesie to kij im na drogę, ja nie ruszam się z bezpieczniejszego od lasu miasta."
Kierując się po woli w nieokreślonym kierunku, aby tylko z dala od reszty żądnych własnej śmierci toważyszy, zatrzymał go głos Revana wspominający aby nie rozdzielać się do pewnego czasu. Blondyn wzruszył tylko ramionami i usiadł pod ścianą zakładu oglądając co się dzieje na ulicy. Zmagania handlarza z kupcem były równie obojętne dla blondyna co wiele rzeczy nie związanych z jego osobą. Na myśl o jedzeniu, o niebo lepszym niż te z karczmy, już zamierzał podnieść się i pomóc niziołkowi, ale kiedy ocenił swoje szanse z tym kolosem wiedział że może zginąć podczas tej pomocy.
"Aż tak głodny to ja nie jestem."
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."
lopata jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem