| Forteczka - zmierzch Torwaldo i Hektor Czarny kwadratowy otwór ział czernią, bił od niego zapach stęchlizny i wiało od niego chłodem. Torwaldo mimo iż czuł, że krótkie włosy na karku stają mu dęba, wstał i na nieco nieswoich nogach posuwał się naprzód. Hektor sławiący przed Rothais własne przewagi zauważył sposobność by udokumentować swe męstwo. Jeden z giermków Reinfrida, bodajże jego przyboczny najwidoczniej zamierzał zbadać piwnicę, która niechybnie kryła się poniżej.
- Ha Pani ! Dowiodę Ci żem praw był opowiadając o sobie. Zaraz z tym oto giermkiem - tu wskazał na Torwaldo, który nawet go nie słysząc przybliżał się do zejścia - wejdę do tej jamy, gdzie może kryją się pogańskie demony, lub monstra, które uśmierciły tych nieszczęśników. Wiedział, że nieco przesadza, ale cóż, zasłużyć sobie na łaski córki Hrabiego trzeba, a rycerską w końcu rzeczą jest by odpowiednio to przedstawić.
Schodzili we dwójkę, po stromych, wąskich schodkach. Hektor zaklął, gdy noga ześlizgnęła mu się z krawędzi jednego z nich, chwilę balansował na krawędzi upadku, ale w końcu udało mu się utrzymać równowagę.
Znalezli sie w małej o wymiarach może 6x6 stóp niskiej piwnicy. Ściany pokrywały liszaje pleśni, wszędzie czuć było wilgoć i chłód. Po lewej stronie stało w rzędzie 6 wysokich może na dwie stopy amfor, w kącie po lewej ział okrągły otwór.
__________________ To co nazywamy normalnością to tylko krąg światla wokół ogniska. Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Jak rozśmieszyć Boga ? Opowiedzieć mu o swoich planach. Pycha zrzuciła Anioły z niebios, duma trzyma je w piekle. |