06-25-2008, 22:13
|
#137 |
Reputacja: 2  | W karczmie "Roztrzaskany taboret" mężczyzna spoglądał na poruszającą się z gracją Luyze, która roznosiła klientom posiłki i trunki. Pomimo tego, że podobała mu się i to bardzo, nie odważył się nigdy podejść do niej i powiedzieć jej o tym. Problemem było również to, że ta młoda dziewczyna nie pilnowała swojego ciała i bardzo często lądowała z co bogatszym i bardziej pijanym klientem. Chciał się łudzić, że nigdy nie sprzedała swojego daru, swojej modzieńczości, a jedynie bawiła się nimi aż zasypiali. Jednak rozum mówił co innego. Sposób w jaki się poruszała po takich nocach mówił aż nazbyt wyraźnie, co zaszło wśród czterech ścian. Dopił resztę piwa i wzruszył ramionami odchodząc od stolika i ruszając ku wyjściu.
-Przychodzisz tu codziennie i codziennie się na mnie gapisz a jeszcze ani razu mnie nie zapytałeś czy się prześpie z Tobą.
Jej melodyjny głos wprawił jego ciało w drżenie. Kiedy odwrócił głowę w jej stronę ujrzał jak spoglądała na niego z lekko przechyloną głową na prawę ramie. Pomimo tego co działo się w jego wnętrzu, ten ścisk żołądka i silne twardnięcie jego męskości, spokojnym, nie łamiącym się i chłodnym głosem odparł:
-Bo każdego dnia przychodzę przyjrzeć się komuś, kto spadł na samo dno. Zwiększyć swoją pogardę do tej osoby aby nie mieć skrupułów jej później zabić.
Dobrze wiedział, że te słowa musiały nią wstrząsnąć i tego też oczekiwał. To miał być ostatni raz w tej karczmie kiedy tu siedzi jako gość. Teraz miałi nne zlecenie. Czekał na niego inny cel i musi się mu przyjrzeć zanim go zgładzi. Tą małą kurewkę zostawił sobie na później. * * *
Nowo przybyła postać wyglądała dość niespotykanie, jednak po Imperium wiele dziwactw stąpa, to jakoś udało Wam się znieść i ten widok. Jednak na słowo "kąpiel" wszystkim łącznie z karczmarzem poopadały Wam szczęki a oczy powyłaziły z oczodołów. Widok był o tyle komiczny, że wszyscy znieruchomieliście w bardzo podobnych pozycjach. Tą niezręczną sytuację przerwał karczmarz zawołując swoim śpiewno marynarskim głosem.
-Toż wymyślił Panie! Zwykle to w strumieniu kąpią się ludziska, ja sam nie mam nawet balii bo i po co? Zimno było raz a po drwa mi leźdź się nie chciało to porąbał żem na szczapy bo i graciła a i sucha była.
-Dosiądź się do nas podróżniku!-Ludo wesołym głosem zawołał do człowieka-Blisko kominka siedzimy to i miejsce dla Ciebie się znajdzie. I pokój taniej wyniesie Cię jak się złożymy.
Pomimo, że reputacja tej rasy wyprzedza ich znaczniej niż wzrost, ten niziołek miał w sobie wiele dobra. Jak to dziadkowie mawiali, z oczu dobrze mu patrzyło. Nie spodziewałeś się kiedy już siedziałeś i grzałeś się przy kominku słuchając opowieści. Jeden z krasnoludów siedział milcząc i groźnie obserwując każdy Twój ruch. W końcu niziołek zapytał:
-No a jak Cię zwą? Ja jestem Ludo, niziołek jak się patrzy, co potrafi ugotować i zjeść to.-Uśmiechnął się z własnego żartu.- To jest Fengrin i Grunzin. Silni wojownicy jakich mało. To zaś Ren. Elf, ale woli inne życie niźli jego bracia. No a ja Ludo jestem dla przyjaciół.
W międzyczasie karczmarz przyniósł kubek z winem i miskę z kartoflami i pieczonym mięsem. Jak ptactwo to nie wyglądało, więc musiał być to ten wilczek o którym wspominał. Kiedy postawił jadło pobrał pieniądze i schował do kieszeni. Widząc, że dogasa w kominku, dorzucił parę kłód, otrzepał ręce i poszedł znowu do kuchni.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |
| |