Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-26-2008, 01:01   #189
John5
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 84 831
Justicar przez moment stał w miejscu jakby nie mogąc się zdecydować co zrobić. Czasu co prawda miał jeszcze całkiem sporo, ale błądzenie po mieście nie było najlepszym z możliwych sposobów na jego spędzenie. Jedynym wyjściem zdawało się być zapytanie kogoś o drogę pomimo faktu, że niejako godziło to w dumę zwiadowcy. Ostatecznie udało mu się zatrzymać łysawego jegomościa w jesieni wieku, ubranego w szaty wskazujące na personę, której dobrze się wiedzie o tuszy bardziej niż zaokrąglonej. Byłemu żołnierzowi nie uśmiechało się słuchanie porad od jakiegoś mieszczucha, tak wiec postanowił sprawę załatwić szybko i rzeczowo.
- Mam pytanie. Jak dojść do straży? -
Najwyraźniej mężczyzna rzadko spotykał się z podobnym zachowaniem, bo początkowe zdziwienie szybko przemieniło się we wzburzenie.
- Co za tupet! Wypadałoby poprosić chociaż, gdy się o coś pyta, a ten tu bezczelny nie dość że zatrzymuje ludzi czas im zabierając to jeszcze chamstwem się popisuje! -
Taka odpowiedź oględnie rzecz biorąc zdenerwowała Justicara, który łapiąc mężczyznę za ubranie przyciągnął go do siebie i syknął mu na ucho:
- Kiedy ktoś pyta o drogę, należy odpowiadać, a nie lżyć go ty spasła świnio. Jeszcze jedna taka odzywka a swojego nosa szukać będziesz po rynsztoku a słyszałem, że koty tutaj strasznie wygłodniałe. Więc pytam raz jeszcze, jak dojdę do straży? I tym razem bez durnego unoszenia się honorem. -
Grubas odepchnięty zatoczył się lekko i spojrzał dookoła, nie dostrzegł jednak nikogo, kto stanął by po jego stronie. Ludzie najzwyczajniej w świecie przechodzili obok do swych własnych spraw, nie zwracając uwagi na sprzeczkę dwójki nieznanych im bliżej ludzi. Znikąd nie mógł oczekiwać pomocy, postanowił więc na pospieszną zmianę taktyki.
- Ach… no tak, skoro tak to inna sprawa. Hmm… do straży? Prosto tą uliczką a przy pierwszej okazji w lewo, tam będzie się ciągła taka wąska alejka która zakręca lekko w prawo. Trzeba nią iść, aż do przetnie ją szeroka droga prowadząca od bramy miejskiej i wtedy w prawo i po jakichś stu krokach powinno być widać budynek straży. A teraz muszę, iść w… niecierpiącej zwłoki sprawie. -
Gdy tylko skończył mówić, mężczyzna odszedł pospiesznie, co kilka kroków oglądając się za siebie. Justicara wzruszył jedynie ramionami i ruszył zgodnie ze wskazówkami grubasa, obiecując mu solidną nauczkę w razie kłamstwa.
Wędrówka mogła by być nawet dość przyjemna, gdyby nie dwie rzeczy. Pierwsza z nich był spory tłok, jaki panował tego dnia na ulicach, ale do tego można się było przyzwyczaić. Tym, co naprawdę do cna zniszczyło humor było wiadro pomyj i nieczystości. A konkretniej nieczystości, które jakaś leniwa gospodyni wylała wprost z okna. Traf chciał, że akurat przechodził tamtędy Justicar. Klnąc w żywe oczy i lżąc niewidoczną sprawczynie, mężczyzna ruszył dalej po niespełna godzinie docierając do celu i ku swej uldze znajdując tam działającą studnię. Doprowadzenie się do jako takiego stanu zabrało mu sporo czasu, a i tak nie do końca dał radę pozbyć się tego smrodu. Z niezadowoleniem zauważył jeszcze, że tego wieczoru będzie musiał spędzić trochę czasu na wyczyszczeniu i oliwieniu kolczugi, po czym z westchnieniem usiadł nieopodal na jakiejś skrzyni wyczekując towarzyszy.

Cyrulik uśmiechnął się lekko, po czym odwrócił się do was plecami i spojrzał poprzez niewielkie okienko, jedyne źródło światła, na ulicę gdzie miała miejsce jakaś awantura.

- Tak, jak mówiłem. Jeśli przyniesiecie mi to co chcę, otrzymacie ode mnie wystarczającą dawkę specyfiku, by postawić waszego kompana na nogi w jeden dzień. Jeśli jej nie potrzyma, tez co prawda przeżyje, ale będzie leżał do niczego nie zdatny przez jakiś tydzień. A wy sobie na tydzień pozwolić nie możecie prawda? Wy sobie nie możecie pozwolić nawet na dwa dni... – starzec obrócił się i spojrzał odrobinę wyzywającym wzrokiem – Ale przechodząc do rzeczy. Widzicie ów las, o którym mówiłem, jest dość niezwykły. Swego czasu rzeczywiście żył tam pewien mag; z kolegium bursztynu o ile udało mi się dowiedzieć. W tamtym okresie uznawany był za wybitnego alchemika, i dlatego wybrał tamto odludne miejsce. Zbudował tam swoje laboratorium, gdzie żył zresztą do kresu swych dni. Jednak do swych badan potrzebował kilku rzadkich okazów roślin, niespotykanych w naszym klimacie. Więc postanowił hodować je sztucznie właśnie w owym lesie. Korzystając z magii był do tego zdolny, zresztą spora rolę odegrały tu koneksje z kolegium jadeitu.
Ale mniejsza już o to, mag zszedł z tego świata dziwnie jak na magistra, bo ze starości. Kolegium w kilka dni później oczyściło budynek z wszelkich wartościowych lub groźnych przedmiotów, jednak pozostawiło nietknięty czar, jaki utrzymywał egzotyczne rośliny przy życiu. Rozumiecie? Ten las jest jak skarbiec dla tych, którzy znają się na roślinach. Oczywiście czar słabł z czasem i większości roślin już nie ma, ale ta na której mi zależy nadal tam występuje. Kilka miesięcy temu przynieśli mi odrobinę pewni dwaj podróżnicy, opisując przy tym, gdzie ją znaleźli. Myślę, że znalezienie jej nie nastręczy wam zbytniego kłopotu, jej wygląd jest hm… nietypowy. Ma tylko jeden ogromny liść, z zewnątrz zielony od wewnątrz purpurowy, który zawija się i osłania od jednej strony coś na kształt ogromnego czarnego kła, który w rzeczywistości jest też liściem. To czego potrzebuje to właśnie czubek tego czarnego liścia ucięty mniej więcej o pół łokcia od szczytu. Z relacji podróżników wynika, ze znaleźć możecie go nieopodal ruiny domu maga, a tam dotrzecie starą ścieżką. Może być odrobinę zarośnięta, ale to raczej mały problem. Czy macie jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie, to wybaczcie, ale muszę wracać do pracy.


Starzec spojrzał na was pytająco. Wyglądał spokojnie, tak jakby cała sprawa była dla niego mało ważna, i błaha.


Mężczyzna szybko załatwił sprawę z Niziołkiem ścisnąwszy go w stragan, który załamał się pod nim z suchym trzaskiem. Zanim handlarz wygrzebał się z resztek swojego towaru agresor zdążył już odejść skręciwszy w boczną uliczkę. Nagle, poszkodowany odzyskał kuraż i wymachując pięścią wykrzyknął:

- A żebyś tak się udławił ty zapchlony ścierwojadzie! Patrzcie państwo co to bydlę narobiło! – najwyraźniej widok rozdeptanego paszteciku przypomniał mu o straganie – Toż prawie wszystko zniszczone! No i bądź tu uczciwy wobec ludzi, jak co tydzień spotyka cię taka przygoda. Ej ludzie, ludzie jak spotkałeś jednego, to tak jakbyś spotkał wszystkich. – Niziołek przez moment biadoląc na czym to świat stoi ostatecznie wziął się za naprawę szkód zaczynając od zebrania ocalałych pasztecików. Jeden z nich kopnięty nieopatrznie noga sprzedawcy poturlał się kawałek, po czym uderzył o nogę Baliusa. Niziołek zobaczywszy to odłożył zebrane już paszteciki i placki do cudem ocalałej skrzynki, a następnie powoli ruszył w stronę mężczyzny.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony.
John5 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem