| - Poczekaj na mnie Peltie. Zaraz wrócę. - To dlatego, że dzięki niej połowa gwardzistów odwróciła uwagę od kuchni i tylnego wyjścia... tylko dlatego... kurwa... kogo ja okłamuję? Ze wszystkich moich pomysłów ten jest chyba najbardziej kretyński - Danstan podbiegał powoli prosto przez ulicę do pięciu mężczyzn przypominających raczej wylanych z kiepskiej knajpy wykidajłów niż ostoję bezpieczeństwa pięknego miasta Brionne. Bez płaszcza, który zapewne bezpowrotnie przepadł w Rossette, wyraźnie było już widać, że ubrany jest w wojskowy uniform kawaleryjski o czarnym ubarwieniu z elementami szkarłatu. Zatknięty za pas stary pistolet swobodnie opierał się o jego biodro zaraz przed niewielkim skórzanym woreczkiem.
Ulica wrzała. Dosłownie. Zamieszki wisiały w powietrzu jakby prosząc zarówno gwardzistów jak i mieszkańców o bardziej zdecydowane reakcje, dzięki którym rynsztoki mogłyby gęsto spłynąć krwią. Póki co jednak żadna ze stron nie odważyła się na taki akt. Niemniej chaos był na tyle duży, że nikt nie zwracał większej uwagi na pięciu odłączonych od głównego oddziału gwardzistów, nad którymi ich własne lędźwie przejęły obecnie kontrolę. Danstan Boss dotarłszy do nich gdy zapędzali zacnokształtną dziewoję w zaułek, krzyknął głośno starając się by krzyk był na tyle głośne by nazwać go można było stanowczym, jednak nie na tyle, żeby przebić się przez cały zgiełk jaki panował dookoła: - Co tu się kurwa dzieje!? Gdzie jest wasz dowódca gnoje?! - spojrzał wściekle na gwardzistów. Ci obejrzeli się na niego wpierw zaskoczeni, a potem z takim charakterystycznym wyrazem twarzy kogoś kto został przyłapany na czymś co nie powinno mieć postronnych świadków. - A tobie kurwa czego tu? - odpalił w końcu najbliższy.
Danstan spojrzał zimno na niego milcząc przez krótka chwilę i odparł już znacznie spokojniej: - Lepiej zmień ton żołnierzu gdy mówisz do przełożonego. Znajdźcie mi dowódcę.
Ci spojrzeli po sobie zbici z tropu i cokolwiek niepewni, chwilowo już całkiem odwróciwszy uwagę od barbarzynki. Odezwał się ten sam: - Ty chyba nie wie... - pistolet Danstana błyskawicznie znalazł się w jego dłoni wymierzony prosto w nos rozmówcy. - Nie będę się powtarzał.
Na ten gest dwóch błyskawicznie pobiegło w stronę Małej Rossette. Może gdyby zauważyli wąziutką strużkę potu cieknącą po jego skroni zareagowaliby inaczej, teraz jednak zginęli gdzieś w tłumie ulicy. Młody Boss wiedział, że ma mało czasu jednak nie spodziewał się, że pozostali już na tym etapie zwietrzą podstęp. - Zaaaraz. Ja go widziałem w środku Rosette. Spójrz jaki jest obity na pysku...
Danstan pociągnął za spust... Jednak zamiast charakterystycznego huku jedynym co można było usłyszeć był ledwo słyszalny "klik", a następnie śmiech przeciwników - Nienawidzę tej broni - mruknął tylko i rzucił pistoletem w gwardzistę do którego mierzył. Ten odruchowo załapał po czym przyjął na szczękę szybko wystosowanego podbródkowego. Pozostali dwaj chwycili halabardy...
__________________ Beer is proof that God loves us and wants us to be happy
Benjamin Franklin |