| Gdy w końcu usłyszał po swoim uderzeniu pusty rezonans, odetchnął i uśmiechnął się. Miło jest wreszcie podjąć intrygującą i niespodziewanie przerwaną czynność, która na dodatek przez nieznośnie długi czas zdawała się przed tobą umykać. I oto jest, wreszcie, w zasięgu ręki!...
Brian zamyślił się na chwilę. Z początku nie zamierzał tu wchodzić sam. Jednak kogo mógłby zaprosić to tej fascynującej penetracji piwnic pod dworkiem? Książe miał setki ważniejszych spraw na głowie, Karol kilka tych ważnych, Mercedes propozycje spaceru prawdopodobnie zinterpretowałaby nie całkiem tak jak powinna - choć po części na pewno miała by rację... Antoine był zajęty Mercedes, a Vengador, jak wiemy, był pizdą. No, a poza tym... Reszta rady tak wspaniale radzi sobie sama... Więc czemu to ja miałbym ich prosić o wsparcie?
Brian przyjrzał się zgrzybiałej, ceglanej ścianie. Jego oczy rozbłysły czerwienią, a on sam, mimo ciemności widział każde złączenie między kamieniami. [Transformacja po raz pierwszy] Ściana nie wyglądała zbyt grubo czy solidnie - w zasadzie mógłby ją przebić pięścią. Zdawał sobie jednak sprawę, że nie jest typem napompowanego Brujaha i nawet, gdyby jedynym efektem ubocznym miałyby być rozwalone knykcie, to nie miał na ten efekt najmniejszej ochoty.
Nadzieja odnalezienia w piwnicy kilofa szybko okazała się płonna, szybko jednak znalazło się coś, co mogło nadać się równie dobrze - duży, ciężki, nieco skorodowany, młot. Co on tu robił? Któż wie! Jednak teraz wampir zamierzał zrobić zeń wreszcie użytek...
Wystarczyło kilka uderzeń, by przebić się na drugą stronę. Kilka kolejnych powiększyło dziurę dostatecznie. W końcu Brian odrzucił narzędzie, otrzepał dłonie i przeszedł przez wyrwę.
Tuż za nią był korytarz. Na tyle wysoki, by stać weń wyprostowanym i na tyle wąski, że ręce można było wyprostować tylko do łokci. Powietrze było przesiąknięte wilgocią, zatęchłe i znieruchomiałe od wielu, wielu lat. Jak dawno już nikt tu nie wchodził?
Wokół panował jeszcze gęściejszy mrok, niż w pomieszczeniach piwnicy. Dla zwykłego śmiertelnika byłby nieprzenikniony... Kilka metrów dalej korytarz skręcał i niknął za rogiem. Brian drgnął, jakby niemal jednocześnie chcąc postawić pierwszy krok i raptownie zmieniając decyzję. Opuścił ręce wzdłuż ciała. [Transformacja po raz drugi] Po chwili jego paznokcie wydłużyły się nienaturalnie, zamieniając się w proste, brzytwiaste szpony o barwie stali. Gangrel zerknął raz jeszcze w ciemność przed sobą. Oblizał wargi - chyba bardziej z głupiego przyzwyczajenia. Czuł, że coś czeka tam na niego. Czuł lekkie, przyjemne podniecenie nieznanym. Czuł się wspaniale. Brian ruszył przed siebie, stąpając powoli i uważnie obserwując przestrzeń przed sobą.
__________________ Ich bin ein Teil von jener Kraft
Die stets das Böse will
Und stets das Gute schafft...
Ostatnio edytowane przez Hael : 06-28-2008 o 12:13.
|