| -Gówniarzu skoro lekką ręką rzucasz tak mocne słowa, to może sam jesteś gotów poświęcić swoje życie? Najlepiej w tym momencie, tak żebyś nas już nie męczył swoimi durnymi przemowami. Mogę pełnić honory kata, jeżeli Ci to nie przeszkadza. Dla mnie będzie to doprawdy przyjemnością. – Zdecydowany wzrok czarodzieja, nie pozostawiał wątpliwości, że jest w stanie to uczynić.
Hektor spojrzał na starca z kpiną w oczach.
- Słabość przez Ciebie przemawia – odparł krótko z pogardą, czując, że więcej słów i tak na nic się nie zda. Słów tych jednak odbiorca nie usłyszał bo wtrąciła się Venefica.
- Tylko nie kłóćmy się i nie traćmy nerwów. Wyszemir ma rację Hektorze. To zbyt mocne słowa. Nie jesteśmy tutaj, by mordować za wszelką cenę, napadać i rabować. Ta misja jest dziełem Konrada, a on nigdy nie pozwoliłby na to! Zawsze są inne wyjścia i takie musimy znaleźć.
„Konrad kim on niby był? Pół-martwy człowiek, kogo obchodzą moralne pobudki żywego trupa? „ Hektor był wyraźnie zdenerwowany faktem, że nikt nie chce się na nic odważyć. „Ciągle by tylko gadali, niczym się nei różnią od zardzewiałych kapłanów i magów.”
Nagle Serafin wyskoczyła z pomysłem, który zadowalał Hektora. Podanie się za Aine Maier. Niestety Joann szybko stłamsił pomysł w zarodku.
„ Kolejne veto.” Podsumował w myśli z niesmakiem.
Teraz jego kolej, ma już dośc przyglądania się tej całej debacie.
- Moja wola, która przeplata się z boską, jest taka. Powstają dwie grupy. Jedna będzie tu siedzieć i debatować jak nie pokaleczyć sobie zadków, druga natomiast – spojrzał na Serafin – przejdzie do bardziej drastycznych działań. Kto wie, może nasza akcja się powiedzie, jeśli nawet nie, zawsze będzie to jakieś odciągnięcie od was uwagi. Możne wtedy znajdziecie jakiś, moim zdaniem nie realny, plan, który nie będzie dla was niebezpieczny. – uderzył otwartą dłonią o stół dla zaakcentowania tego co za chwilę ma powiedzieć – debatujcie ile chcecie, do niczego to nie doprowadzi.
Wstał od stołu i podszedł do Serafin. Ukłonił się nisko i spojrzał spod kaptura na dziewczynę, mając przy tym drobny, wesoły uśmieszek.
- Pani, masz już swojego podpalacza. – wyprostował się – obiecaj mi tylko jedno, że nie zawahasz się gdy przyjdzie czas by utoczyć krwi bezbożnikom.
__________________ "War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout" |