| Krdik Ungart
Krasnolud przeleciał wzrokiem przez twarze wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniu. Od dłuższego czasu przysłuchiwał się pomysłom i sam nad nimi rozmyślał. Nie mając nic ciekawego (i mądrego) do dodania analizował
usłyszane słowa i w myślach układał opis każdego członka drużyny. Hmm... Niecierpliwa, białowłosa panienka gotowa na wszystko. Najemnik który uparcie twierdzi, że nie jest najemnikiem, a którego brata mamy ratować. Fanatycznie oddany sprawie kapłan, dążący do celu po trupach. Wielki wojownik, którego nie ma. Jednoręki czarodziej, w ogóle to mój dłużnik, który czasem wydaje się jakby był myślami gdzie indziej
Przy krasnoludzkich niewiastach pewnie...
I półelfka, ich przywódczyni, która chyba jako jedyna z tego towarzystwa potrafi racjonalnie myśleć.
No nic, ciekawa kompania mi się trafiła, trzeba przyznać.
- To, co? Głosowanie czy coś? Bo mi w sumie obojętne, byleby szybko skończyć gadanie a zacząć działać. - Moja wola, która przeplata się z boską, jest taka. Powstają dwie grupy. Jedna będzie tu siedzieć i debatować jak nie pokaleczyć sobie zadków, druga natomiast przejdzie do bardziej drastycznych działań. Kto wie, może nasza akcja się powiedzie, jeśli nawet nie, zawsze będzie to jakieś odciągnięcie od was uwagi. Możne wtedy znajdziecie jakiś, moim zdaniem nie realny, plan, który nie będzie dla was niebezpieczny. Debatujcie ile chcecie, do niczego to nie doprowadzi.
Krdik Ungart spojrzał i na Serafin i na Hektora. - Rzeczywiście - zaczął spokojnie - najlepszym wyjściem z naszej obecnej sytuacji, jest od razu, bez przygotowania i planu, zabrać się do działania. Przecież każden jeden wie, że nie ma nic lepszego jak improwizacja. Najlepiej by było od razu podejść do jakiegoś strażnika, czy kogoś w tym rodzaju, aby zaprowadził nas przed oblicze Mera, albo wykończymy pół miasta. Przecieżnie będziemy się ograniczać, a co się będziemy ograniczać !? - ostatnie zdanie prawie wykrzyczał. Po sekundzie milczenia, nie dając nikomu dojść do głosu, dodał jeszcze
- Jeżeli o mnie chodzi, to najlepszym wyjściem byłoby udać się po gryfa, ale najpierw Wyszemir musiałby dokładnie opowiedzieć o zagrożeniach o nas tam czekających. Poza tym, wspomniałeś coś staruszku o jakieś iluzji czy transomutacji. O co dokładnie w tym chodzi ? |