Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-07-2008, 18:08   #3
luiner
 
heh no dobrze, co prawda mam kilka miejsc w ktorych mogliscie zaczac, zaleznie od waszego doswiadczenia z wilkiem i ewentualnych preferencji jakie udalo by mi sie wychwycic z pierwszych rozmow ( i innych postow na forum osob zainteresowanych) ale za namowa zamieszczam wstepniaka dla czesci przygody ktora nosi podtytul "Fallen angels".

//==================================================
Zimowy wieczór, szara ulica Moskwy, strzelaniny wkomponowane w turkot przejeżdżających w pobliżu rupieci zwanych też pociągami.
Kolejne porachunki gangów nie robią na was dużego wrażenia, choć to normalne, że uważnie stąpacie po starym bruku tak, jakby każdy zbędny dźwięk skazywał na śmierć.
Po ciężkiej pracy pożną godziną wracacie razem z centrum do domu waszej przybranej matki, nie mogąc doczekać sie obiadu.
Rozmową zabijacie pustkę, która wije sie wokół gardeł i probuje z pomocą zimnego wiatru wgryźć się lodowymi kolcami w szczeliny kołnierza by zagrać na nutach chłodnych dreszczyków.
- Dlaczego oni to zrobili - zapytał jeden z was
- Zawsze pytasz o to samo... ja uważam, że mieli jakiś głębszy cel, po prostu się nie udało
- Gdyby to miało jakąś głębie nie byli byśmy odrzuceni przez resztę garou... przynajmniej nie tak bardzo
- Oni nas nienawidzą głównie za to że jesteśmy metysami...
- Gdyby tu byli, wszystko wyglądało by inaczej, przecież wiedzieli że to misja samobójcza...
- Chyba nie masz zamiaru płakać?
- Daj mu spokój - wtrącił się trzeci - każdy ma czasami gorszy dzień - przygarnął ramieniem przyjaciela - mamy siebie, to więcej niż cała reszta świata
- Wybacz, jestem zmęczony po pracy, wiem że ci ciężko, nam też - położył ręce na ramionach przyjaciela w geście przeprosin - słuchaj, jutro mamy dostać pierwszą misje od mamki, ona nas tego wszystkiego nauczyła, a jak będziemy gotowi pokażemy całemu światu że nasi rodzice pozostawili na świecie swe największe dzieło... Wojowników Gaji... i będą żyli w naszych sercach a potem w pieśniach śpiewanych przez wszystkich garou
- Nasi rodzice tworzyli wspaniałą watachę - rozpoczął spokojnie trzeci - gotowi umrzeć jeden za drugiego, teraz patrzą na nas z gwiazd i chcą byśmy byli jeszcze lepsi, dla nich i dla naszej wspólnej matki Gaji, musimy być silni... razem
Tak rozmawiając dotarliście do domu gdzie już na stole czekało gorące jedzenie, fasolka szparagowa z bułką tartą i ziemniakami, kawałek tłustego mięsa doskonałego na zimowe wieczory i wino dla każdego.
Mamka otwarła starą metalową puszkę pełną suszonych śliwek i postawiła na stole przyglądajcie się waszym rozpogodzonym już twarzom.
- Moje drogie dzieci - powiedziała wyjątkowo poważnym głosem staruszka - dziś jest ostatni dzień waszego dzieciństwa, wiec nadeszła pora by wyjaśnić wam tajemnice misji jakiej podjęli się blisko czternaście lat temu wasi rodzice... - Mamka zaczęła lekko jakby zestresowana chodzić wzdłuż starej meblościanki podnosząc i odkładając rożne znajdujące się tam przedmioty - By o tym opowiedzieć musiałabym zacząć od pewnego wydarzenia które miało miejsce kilka lat wcześniej.
Otóż wasi rodzice, wtedy jeszcze trochę rozbrykane dzieciaki tropiły swoją pierwszą większą ofiarę, maga, który wkradł się do caernu w Kanadzie, i zabrał stamtąd przechowywany od wieków fetysz, rodowe godło srebrnych kłów "Clawe siedmiu morz". Polowanie zajęło wiele miesięcy, podczas których poznawali maga kawałek po kawałku zbliżając się do niego, aż w końcu doszło do konfrontacji w podziemiach metra Nowego Yorku. Czarodziej uciekł w mroczne korytarze tuneli, jednak nie miał szans, duchy pomagające wilkom uniemożliwiły skok którym zazwyczaj ratował się czarownik z opresji. Przyciśnięty do ziemi jak zwierzyna łowna został wypytany przez alfę watahy, który posiadał dar poznania prawdy słów. Wilki dowiedziały się, iż czarodziej działał na usługach starego krukołaka - Corrax, i zmusiły maga do zaaranżowania spotkania. Niestety szczegółów spotkania nie znam, wiem tylko ze kilka lat później wraz z krukiem i magiem wyruszyli po jakiś artefakt w samą skazę, z pomocą którego podobno mieli mieć możliwość wygrania wojny ze żmijem. Było by więc identycznie jak w historii o białych wyjcach, gdyby nie fakt ze Rhi'an wróciła. Niestety przyniosła tylko kawałek artefaktu - to mówiąc staruszka otwarła kredens i wyciągnęła zawiniątko z którego ujrzało światło dzienne coś co wyglądało jak puklerz z klamrami z czterech stron do powiększenia tarczy o kolejne pierścienie - Gdy ich watacha wyszła na powierzchnie - rozpoczęła ponownie, łamiącym się głosem - zostali napadnięci przez sfory wilków żmija wspieranych przez upiory, a oni sami byli wyczerpani ciężką przeprawą z której nie wyszli bez obrażeń. Ona jedyna przeżyła do momentu, kiedy złożyła mi ten przedmiot na kolanach błagając bym zaopiekowała się wami i w "tym" momencie przekazała go w wasze ręce. Reszta tarczy została rozerwana i zabrana przez żmijowców, jednakże nawet fragmenty tego przedmiotu, jak mi powiedziała, są zbyt potężne by dało sie je ukryć w mroku bez uproszenia ducha - sługi gaji i przez ten czas na pewno odnalazły drogę do miejsc "gdzie mogą radować się słońcem". Rhi'an ledwie panowała nad duchami które opanowywały jej ciało i resztką sił rozerwała własne gardło. Dziś w nocy zabiorę was nad jej grób, a potem przekaże szczegóły waszej misji... - to mówiąc z mokrymi od łez oczami wyszła bez słowa pozostawiając was samych przy stole...
//========

Pozdrawiam

Edit:
MigdaelETher podiela sie korekty znakow polskich, dlatego mozecie raczyc swe oczy full wypasem :P
 

Ostatnio edytowane przez luiner : 02-07-2008 o 09:54. Powód: Dodanie polskich znakow z pomoca MigdaelETher
luiner jest offline