| Kristoff i Ragnaak
Siadacie przy stoliku, wyciągacie na wierzch najlepsze uśmiechy i najbardziej czarujące teksty o jakich możecie pomyśleć w danej chwili. Kiedy podchodzicie, kobiety patrzą na was spod półprzymkniętych powiek, uśmiechając się w sposób, który zależnie od nastawienia można interpretować jako "drwiący" lub "tajemniczy". Biała odwraca się do tyłu, po czym odchyla nieco i mówi coś do swojej towarzyszki w jakimś dziwnym języku (nie przypomina żadnego z tych, które znacie), a następnie wstaje. - Wybaczcie, panowie, ale Alice musi teraz zażyć leki. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza? To dobrze. A co nas tu sprowadza? Cóż, wpadłyśmy na małe zakupy - chichoce. Robin
Podchodzisz do barmana, zbierając po drodze gniewne spojrzenia gangerów i Meksów. Chyba nieszczególnie cię polubili. Ale cóż, nie z twojej winy... A może i twojej, w końcu istniejesz i jesteś w zasięgu ich wzroku, a dla nich to dosyć, żeby obić ci ryj. Na szczęście na razie nie palą się do tego. Barman patrzy na ciebie przychylnie i uśmiecha się. - Dzieńdoberek, panie żołnierz! Bimberku? Dobry, oczyszczony. Dwa gamble za kubek.
Mówi z wyraźnym akcentem z Teksasu. Wygląda na to, że to faktycznie jeden z tych wieśniaków. Ale go, francę, daleko zagnało...
__________________ "When life gives you crap, make Crap Golems" |