| Był milczący i zły nawet z Orkiem nie kłócił się od jakiegoś czasu. Brakowało mu jego oręża. Jego ulubionej księżycówy. To co miał w tym momencie w plecaku tylko go bardziej zdenerwowało. Ale nie był już bezbronny. Szukał wzrokiem kogoś na kim mógłby wyładować swą agresje. -Doneweterh, nie lubię bagien. Dwarfy nie są stworzone do bablania się w błotu. Co ja goblin czy Ork jestem. – Błoto kawała błota znów go chlapnął w twarz. – Podniósł się z kolan i wygramolił na tyle że woda sięgała do ramion. Był może niezbyt ładny ale za to był uparty jak..... stary Dwarf. I trochę ślepy ale tego nikt mu nigdy nie powiedział. Nie wprost. Nie po to by stracić zęby.
Rozwój przypadków nie zaskoczył. Obcowanie z demonami nauczyło go nie dziwić się. Pioruny, ogień, lodowa śliźgawka w płonącym domu? Pestka. Ale sytuacja była zła. Wyglądało na to że to będzie jest koniec. Ale to nie była ta śmierć o jakiej myślał. Gdyby to był jeszcze oddech smoka ale torfowiska. -Co ze mnie za idiota że się dałem tu wciągnąć. Mam nadzieje że ten ogień jest tylko na zewnątrz bo jeżeli zapalą się pokłady torfu pod nami tooooo nie chcę wiedzieć co się dalej stanie.
- Fungrimm Ty przerośnięta kurzajko! –Ork po staremu znalazł się w tej lepszej sytuacji. Wyglądało na to że pomysł jak się uratować. Wołał go -KONFLIKT? Ja ci dam kurzajkę! Poczekaj niechcię tylko dopadnę w swoje łapy.
Rzucił się w wodę tak jak doradzał mu przyjaciel. Starał się zapomnieć że z natury nie lubił i nie był pewien czy potrafi pływać. Takie szczegóły nie powinny prawdziwemu zabójcy nigdy zaprzątać głowy... -prchhhy Już ja cię prcchhs złapię khhhddiii –Fungrihhm nie tylko w przenośni walczył o życie starając się uciec przed ogniową ścianą... |