Reputacja: 2  | Deszcz za oknem zwiastował kolejny podły dzień. Taki właśnie miał być dla osób, które były zmuszone do podróży lub pracy na dworze. Jemu jednak przypadła praca w domu. Przekładając kolejne kartki papieru z jednego stosu na drugi, był tak pochłonięty pracą, że zapomniał o podkładaniu do kominka. Ogień już dawno zgasł a niedopalone jeszcze do końca drwa poczarniało i pokryło się popiołem. Coraz bardziej narastająca wilgoć zabrała cały żar jaki mógł się skrywać pod grubą warstwą popiołu. Kiedy mężczyzna przełożył jeszcze jedną kartkę zapisanych czymś papierów, pociągnął łyk z kubka zimnej już herbaty. Kiedy znalazł to czego prawdopodobnie szukał, zaczął czytać po kilka razy aby mieć pewność, że to właśnie ten fragment.
-"Księga nie jest jedynym tworem autora, bowiem powstały trzy takie same tomy, które dały by osobie rozwiązującej zagadkę tych ksiąg potęgę i władzę..."- Zatrzymał się na chwilę spoglądając w stronę zamkniętego okiennicami okna. Coś mu nie pasowało, coś lub ktoś. Jego wrodzony zmysł mówił mu, że jest obserwowany, ale czy magicznie czy osobiście nie był w stanie określić.- Gdzie jesteście? Czyżby mój brat Was nie odnalazł?
Po chwili podniósł głowę do góry, gdy usłyszał niepokojący go hałas. Kiedy szybko ucichł, chwilę jeszcze się wpatrywał w sufit jakby spodziewał się że przez deski zejdzie jego oprawca. Po chwili wrócił znowu do swojej lektury. * * *
Posiedziawszy w karczmie jeszcze chwilę w milczeniu daliście się oddać swoistej medytacji. Ludo i Grunzin zapalili po swoim specyfiku, wyjmując własne fajki. Nowo przybyły rycerz zajął się jedzeniem, zaś Fengrin i Ren w spokoju oglądali przebieg całego zajścia. Kiedy każdy skończył ten wieczorny obrzęd rozeszliście się do swoich sal. Ludo, Fengrin i Ren pozostali na dole.
-Jeszcze tylko chwilkę posiedzimy, zacny krasnoludzie i ogrzejemy się przy ogniu.- Niziołek uśmiechnął się niewinnie co zawsze oznaczało jakieś kłopoty jeśli chodzi o tą rasę.
Nie obchodząc Was pozostali i co mogą wywinąć za numer, skierowaliście kroki ku swoim pokojom. Nie mając nic do roboty w mrocznym pokoju, którego nawet ten nędzny kaganek nie był w stanie oświecić zdecydowaliście się na sen. Przyszły do Was wizje, wyraźne i jasne do zrozumienia. Nie byliście do końca pewni czy ktoś specjalnie nie daje Wam czegoś do zrozumienia. Wizja jaka we śnie się ukazała była opisem czegoś strasznego. Śmierć wszystkich ras. Drugi najazd chaosu, ledwo po opanowaniu już jednej fali, atak miał nastąpić od wewnątrz a Imperium nie mogło się obronić. Wszystkie wyrzutki miały się ze sobą zgromadzić i w ten sposób licząc przeogromną armię, zniszczyć świat jaki znacie. Po przebudzeniu nie wiedzieć czemu w Waszych głowach szumiał już tylko głos "Imperator musi być ostrzeżony" i obraz straszliwej armi ze snu. Kiedy zeszliście na dół okazało się, że krasnoluda, elfa i niziołka nie ma. Grunzin zastanowił się chwilę i w pokoju też ich nie było. Spojrzenie pytające rzucone wpierw na rycerza potem na karczmarza dało efekt.
-Ahoj, moi drodzy! Ale musieliście być zmęczeni. Nawet burda Was widzę nie przebudziła.- Widząc Wasze pytające spojrzenie zaczął znowu.- To nic nie wiecie?! Słuchajta więc, bo to smutna opowieść.- Karczmarz zwiesił głowę i zaczął opowiadać. * * *
Trójka nowo poznanych toważyszy, których połączył jeden cel- pójście do Altdorfu i ostrzeżenie władz o zwierzoludziach, siedziała sobie spokojnie w karczmie grzejąc stopy przy kominku. Do karczmy weszło czterech zbrojnych. Na pierwszy rzut oka można było ocenić kto pełni tu rolę przywódcy. Rozsiedli się w jednym z rogów karczmy i od razu gdy zauważyli, że zbliża się do nich uśmiechnięty karczmarz ich twarze wykrzywił grymas niezadowolenia. Jeden z nich kiedy tylko powiesił płaszcz, szybko odwiązał mieszek od paska i rzucił go w kierunku nadchodzącego marynarza. Kiedy ten złapał lecącą sakiewkę, mężczyzna zaraz dodał.
-Pół dzika dla każdego i siki smoka. I żwawo mi z tym, bo rozpłatam jak wieprza.
Karczmarz ukłonił się szybko odchodząc rzucając na odchodne bardziej pod nosem niż do klientów "Tak jest Panie!"
Zbrojni nie wiele się interesowali kto się znajduje w karczmie i w jakiej ilości. Zajęci swoimi sprawami zaczęli komentować kilka swoich spraw. Nie zważali nawet na to, że z ich żywiołowej i burzliwej rozmowy daje się wysłuchać kilka ciekawych zdań, a raczej ich skrawków. Jeden z nich opowiadał że dowiedział się o pewnej pracy dla dzielnych poszukiwaczy przygód. Zaczęły się serie pytań, gdzie, od kogo i tak dalej. Jednak każdy chciał zadać swoje pytanie jako pierwszy i w rzeczywistości wyszedł z tego jeden wielki chaos. Opowiadający szybko ich uciszył unosząc dłoń i nakazując milczenie. Przeszedł do szeptu więc nie doszły Was żadne szczegóły. Z mruków i szmerów wyłapano jednak kilka wyrazów, tak jakby "mag", "śmierć" i "licz". Wasza wiedza na ten temat pozwalała na to aby stwierdzić, że nie były to fajne słowa, ale kiedy spojrzelście ukradkiem na zadowolone miny pozostałych pomimo tego co musieli usłyszeć zrozumieliście, że mowa jest o sporej sumie pieniędzy, złota lub magicznych zabawek. Kiedy karczmarz przyniósł im jadło i piwo zaprzestali dalszej rozmowy i zaczeli jeść śmiejąc się z różych sytuacji. Jeden opowiadał jak zaszedł od tyłu kiedyś chimere na co odpowiedziała seria śmiechów i wyzwisk w jego kierunku jakim to nie jest kłamcą. Po zjedzeniu inna osoba wyjęła karty i zaczęli grać w nie trwoniąc między sobą własne pieniądze. Ren widząc możliwość szybkiego zarobku postanowił przyłączyć się do grupy.
-Hej Wam! Mogę się dołączyć do gry?
-Zjeżdżaj trawojadzie póki dobry i nie dźgnąłem Cię mieczem widząc już tylko Twój zakapiorny ryj. Takich jak Wy!- Spojrzał na pozostałych toważyszy elfa- Już dawno nie powinno tu być. Złodzieje, opije i kłamliwi bardowie. To tylko potrafią Wasze rasy.
Najwyraźniej krasnolud nie wytrzymał, słysząc te słowa, podniósł swoją broń w obie ręce i ruszył do człowieka chcąc nauczyć go dobrych manier jedynie i szacunku dla innych ras. Najwyraźniej ludzie opacznie zrozumieli tą naukę i szybko wstając dobyli broni a przywódca zawołał:
-I do tego mordercy! Dalej chłopaki pokażemy tym nieludziom co znaczy życie w Imperium dla takich jak oni, nie ma miejsca w...- Musiał przerwać, kiedy od naramiennika odbił się sztylet rzucony przez Ludo.
Ludzie na nic nie czekali. Trójka rzuciła się na krasnoluda a czwarty zajął się elfem. Osamotniony Ren nie miał szans bojowych z tak wyszkolonym człowiekiem. Z początku unikał serię pchnięć i cięc, jednak kiedy został raniony podczas odskoku za taboret w ścięgno pod kolanem, padł na podłogę zaciskając zęby i skamląc. Wbicie miecza pod obojczyk nie było trudne dla wyszkolonego zbrojnego. Krasnolud mężniej stawiał opór. Parowania i uniki po obu stronach dłużyły się, co z kolei mógł wykorzystać Ludo. Rzucanie nożami w przeciwników spowodowało tylko to, że noże odbijały się bez skutku od pancerza. Jeden tylko nóz trafił właśnie przywódcę pod żebro, kiedy ten unosił miecz w górę. Musiał się wycofać za swoich dwóch walczących kompanów z kransoludem. Potężny cios krasnoluda w lewy bok kolejnego zbrojnego dało im znać o potężnym przeciwniku. Jednak zanim ciężka bron od uderzenia została naprowadzona na swoje miejsce, lukę wykorzystał ostatni z walczących wbijając miecz w brzuch krasnoluda, aż po sam jelec. Było już po walce. Trójka zbrojnych pod dźwiękiem śmiejącego się przywódcy szła nieubłagalnie ku niziołkowi. Karczmarz chciał ingerować, jednak spojrzenie tak groźnie rzucone przez przywódce zbrojnych było sygnałem aby siedział dalej za szynkwasem. Pomimo protestów, przeprosin, ludzie bez skrupułów zabili niziołka.
-Zabieramy ich ciała i spalimy, jak to powinno się robić z takimi jak oni.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |