| Kiedy Andreas wszedł do przedziału Julia nagle poczuła palący wstyd. Nie miała wątpliwości, że to ona wywołała tę awanturę, przecież wiedziała, że Faustin zrobi coś głupiego, właściwie czekała na ten cios. To Kurt, Andreas i Julian ucierpieli w tym starciu, bo chyba nie zdawali sobie sprawy z tego jak bardzo Faustin jej nienawidzi. A już na pewno nie zdawali sobie sprawy z faktu, że Julka ma to w nosie, prowokuje Faustina, bo się nudzi, a jego pasja ją bawi nawet może trochę fascynuje. Bo pasja Faustina jest taka żywa. A Julka łaknie krwi i żądzy, bólu i euforii. Czerpie korzyści z opętania Faustina.
Nawet gdyby oberwała, też nie przejęłaby się za bardzo, warto było. Wszystko zresztą goiło się na niej jak na psie, a ze złamanym nosem, czy wybitym zębem chyba babcia Eliza by sobie poradziła.
A teraz Kurt ma wybity bark, Julian pewnie jest w szoku a mina Andreasa świadczy o tym, że się martwi. „Dlaczego ja nie martwię się w ogóle? Czy coś ze mną jest nie tak? Przecież tak nie powinno być, że mi na nich w ogóle nie zależy.” Na zajęciach z profesorem Knopffem zawsze miała wrażenie, że te wszystkie filozoficzne bzdety nijak się mają do niej i jej zdolności, że może chłopcy faktycznie muszą się o tym uczyć, ale ona powinna być gdzie indziej, słuchać głosów gór i strumieni, szukać nitek życia w mokrej glebie. Powinna latać i kochać się, tańczyć i płakać, i tylko tak może zdobyć wiedzę, jedyną, prawdziwą i przydatną.
Wysłuchała Andreasa nie podnosząc oczu.
- Postaram się. Obiecuję.
- Mogę usiąść z Wami w przedziale? |