czw. 11.X.2007; wydział 13 parking; 10:15 a.m.
- Dostałem cynk, że wisielec którego uratowałem od pewnej śmierci się przebudził .Przesłuchamy go.-
Powiedział
Mike, a
Amy pozwoliła sobie dyskretnie odetchnąć z ulgą. W końcu skończyli z tą całą nadnaturalną szopką i zabrali się za coś normalnego. Detektyw Walter nie cieszyła by się tak zapewne gdyby wiedziała kto był owym wisielcem i że zamiast oddalać sie od wampirzego cyrku brną w jego głąb ubabrani już po kolana. Dlatego zupełnie nieświadoma operowała dwoma kawałkami struganego drewna sprawnie transportując zawartość kubełka do czeluści swych ust. Dlatego kolejne pytanie dopadło ją niemal bezbronną.
- A ty, masz jakieś...no...nadnaturalne zdolności, albo znasz się tej...mmmh...magii? -
Niewiele brakowało a malowniczo udekorowała by przednią szybę kawałkami właśnie gryzionej chińszczyzny. Jednak chęć dotarcia do dna kubełka bez zmarnowania choćby ziarenka ryżu była tak wielka, że
Amy zastygła w pozie zszokowanego chomika patrząc na swego partnera kątem oka.
"Nadnaturalne zdolności?!" Przełknęła.
- Ymm... Potrafię zjeść cztery duże hamburgery bez przepicia? -
Ton jej głosu wskazywał, iż sama zastanawia się czy jest to na tyle niezwykłe by zadowolić detektywa
McMurry'ego.
- Jeśli zamierzasz patrzyć na mnie jak na freeka to droga wolna, ale nie oczekuj ode mnie tekstów w stylu "tak jestem emo-wampirem i zaraz wam wyjaśnię co i jak"! Możesz sobie odpuścić wszystkie te historie o tańczących białych myszkach, ufo, różowych słoniach i innych cudach. Wbrew powszechnej zmowie nie jestem dzieckiem i z bajek już wyrosłam. Mam w nosie co nawtykali ci do głowy ci jajogłowi w kamaszach, mnie tylko zapadło w pamięci z całych tych kursów ,że jest to wszystko przejaw masowej histerii i upychania bóstw i zabobonów tam gdzie dzisiejsza nauka nie potrafi poradzić sobie z wyjaśnieniami. A to, że ktoś ma 6 palców u lewej stopy to wielkie mi halo... Ślepe ogniwa ewolucji są wśród nas i nic na to nie poradzimy. Nie oznacza to jednak, że mam wierzyć w ludzi-pterodaktyli, prawdziwość wróżek i całego tego cyrku naciągaczy. A co do magii... -
Nabrała powietrza szykujac się do kolejnej ofensywy.
- Czy ja wyglądam na jakiegoś Merlina?! Z osiemdziesiątką na karku, sękatym kosturem i licencją na wiedzenie wszystkiego najlepiej? -
Jej oczy zwęziły się do wąskich szparek jakby właśnie przejrzała myśli
Mike'a.
- A jeśli spróbujesz porównać mnie do Morgany, to, uwierz mi, będziesz pierwszym detektywem Wydziału 13tego którego śmierć zajdzie w całkowicie normalnych, typowych i odtwarzalnych warunkach.-
Nadąsana odstawiła kubełek na wycieraczkę ostentacyjnie pokazując, że straciła apetyt. Całkowicie zachmurana zabrała się za przeładowywanie do magazynków kolorowych kulek w miejsce zwykłej, twardej i rzeczywistej amunicji na ludzi.
- Co robiłaś, zanim trafiłaś do 13-tki?- "Oho kolejne pytanie z cyklu udawania, że nie dostał akt żółtodzioba zanim go z nim sparowali." Jasnym było dla niej, że
Mike lubi te droczenia się z nowymi. Ale przechodziła to wiele razy. Jeden więcej nic nie zmieni...
- Nic ambitnego. Akademia. Potem pomocnik technika. Ostatnio pełniąca obowiązki technika. I, jako, ze nie widziałam się jeszcze z szefem wydziału, przeniesiona tutaj z nieznanego bliżej powodu. -
Ciekawa była ile detektyw zamierza to ciągnąć. Ale postanowiła nie odbijać piłeczki. Skoro z własnej woli postanowił ją przesłuchiwać nie dając nic w zamian to i pytania o jego osobę odbiją się od niewidzialnego muru lub zostaną zbyte półsłówkiem.
czw. 11.X.2007; North Central Bronx Hospital; 10:40 a.m.
Gdy oboje dojechali do budynku szpitala, ruszyli w kierunku recepcji.
McMurry spytał się tam o pacjenta o imieniu i nazwisku
Jack Pierson. Co do końca popsuło
Amy humor. Ów pacjent widniał w dokumentacji wampirzego śledztwa. Nieudolny poeta. Postanowiła nie mieszać się do tego co
McMurry będzie chciał wydusić z podejrzanego w końcu nie wiedziała co dotychczas ustalił, a pośpiech związany z przebudzeniem niedoszłego wisielca nie dał okazji na przejrzenie przyniesionych przez detektywa do wydziałowej jadalni materiałów.