Było bardzo źle. Celestin czuł jak każda część jego ciała jeży się i stara się uciec. Niestety nic nie mógł zrobić w obecnej sytuacji. Róża uśmiechnęła się paskudnie. Mężczyźnie zaschło w gardle. Przez ciało przeszedł dreszcz, a dłonie. Dłonie tak bardzo bolały, palce same się skurczyły. Tak bardzo. Bolało.
- Już czujesz prawda? - powoli widział już tylko jej uśmiech i lustro.
Ono odbijało wszystko pod dziwnym kątem. Obecnie kawałek stolika, który dopiero wniesiono i postawiono w najdalszym rogu sali.
- Czujesz, jak lustro wszystko zakrzywia. Patrz mój drogi, patrz.
Celestin nie mógł oderwać wzroku od marszczącej się powierzchni.

A to bardzo źle wróżyło jego przyszłości. Właściwie to wróżyło, że żadnej mieć nie będzie.
- Mah, Nonna.. (Aaa, Babciu).- służka zwróciła się do kobiety już trzymając dłoń na klamce od drzwi kuchennej.
-
Si? (tak?)
- Forse sai, dov'e' Rosa? (może wiesz, gdzie jest Róża?)
- Rosa? Ha sceso queste scale (Róża? Zeszła tymi schodami) - staruszka wskazała schody schowane trochę za wyłomem.

-
Perche' chiedi? (a czemu pytasz?) - Penso che lei vorra' subito vedere la nuova ragazza. (Myślę, że chciałaby pozanć dziewczynę od razu)
- Davvero? Allora li usiate. (Naprawdę? Więc użyjcie tych schodów.) - uśmiechnęła się do was, kiedy służka pociągnęła się w stronę schodów.
Prawie zbiegłyście na dół, przed wami pojawiły się drzwi, stalowe, zdaje się zamknięte.
- Czego? - usłyszałyście za sobą nieprzyjemny chropowaty głos. Domyślałaś się, do kogo należał.