| | Był w naprawdę dobrym humorze. Mimo zachowania Karola sprzed paru godzin, które wciąż wprawiało go w oburzenie, wszelkie inne plany zdawały się być coraz łatwiejsze w wykonaniu. Kamerdynera już mają, przyszłej nocy zyskają też dosyć dochodowy interes... Zerknął na prawnika. On też już był jego. Przydałoby się jeszcze trochę krwi, ale starczą naprawdę niewiele ilości.... O tak, Robercie... Tak właśnie wygląda wielki powrót...
- Monsieur Sorre, proszę przygotować umowę dla kamerdynera. Ma pan parę minut, w tym czasie spróbuję odszukać pana Lipińskiego i rozmówić się z nim na temat, który chciałem poruszyć już dawno. - mówił, spoglądając na holowany samochód. Nie skojarzył go z pojazdem należącym do pięknej Mercedes... - Tak jest, książę. - odparł krótko mężczyzna i, nie czekając na dodatkowe polecenia, wyjął z teczki laptopa i zaczął spisywać umowę. Venture z uśmiechem pełnym satysfakcji opuścił wóz i, gdy tylko usłyszał oklaski i wiwaty Dżejów, ukłonił się nisko, co wywołało jeszcze większy entuzjazm. - Co słychać, moi drodzy? U was i u naszego przyjaciela, sir Rolanda? -zagadnął uprzejmie, zmierzając powoli z kierunku drzwi rezydencji. - My!? Pytasz się o nas!? - krzyczeli Malkavianie
- Nieodzowny zwiastun końca... - westchnął cicho Czarny Dżej
- Nudzimy się, książę, nudzimy! - zawołali chóralnie, a Robert zrozumiał, że sprawa musi być naprawdę poważna, jeżeli zwracają się do niego tym tytułem - A Roland wciąż z wycieczki swej nie wrócił!
- Więc się nudzimy, oj nudzimy! Chociaż wycieczka dawnego księcia zaciekawiła Stańczyka, to zdecydował zostawić tę sprawę na później. Pewnie i tak poszedł pograć w szachy z jakimś pomnikiem, albo robił coś równie absurdalnego. - Mam dla was bojowe zadanie, przyjaciele moi! - zawołał Aligarii. - Bojowe!? Chodźmy po Lilith!
- Nie, nie, w tym zadaniu nasza kacza przyjaciółka nie będzie nam potrzebna! - zawołał Robert, w ostatniej chwili zatrzymując ich pęd - Znajdźcie, proszę, Karola z Nosfera... Nie zdążył nawet dokończyć nazwy klanu, a już cała banda pobiegła do domu z radosnym krzykiem. Książę, odrobinę zdegustowany ich zachowaniem, z uśmiechem jednak przyjął ich entuzjazm.
Gdy w ledwie trzy sekundy potem usłyszał jęk zawodu zrozumiał, że Karol był bliżej, niż się spodziewał. - Stoi na schodach. Do dupy taka zabawa... - westchnął jeden z Dżejów, mijając Ventrue w drzwiach.
Zastał kompozytora stojącego naprzeciwko kamerdynera na schodach. Ten drugi zaś patrzył się ze zdziwieniem na widocznych jeszcze za oknem Malkavian. - Witam pana, monsieur Lipiński, witam pana, monsieur Sing. - Robert delikatnie uderzył laską o ziemię, zastępując tym samym skinienie głową i akcentując swoją obecność zarazem - Panowie zapewne się nie znają. To pan Walter Sing, nasz nowy kamerdyner, który również zgodził się zadbać o nasze bezpieczeństwo - a robi to jak mało kto. Nasz gość to z kolei pan Karol Lipiński, uznany polski kompozytor, rzec można - stały bywalec mojego salonu. Prosiłbym o traktowanie go jak członka rodziny, którą raczy się pan opiekować, panie Sing. O reszcie przyjaciół opowie panu już niebawem mój prawnik. Kamerdyner z szacunkiem skinął głową, przepraszając przy tym Nosferatu. - To bardzo dobrze, że spotkałem pana, monsieur Lipiński. - odezwał się po chwili (i po uderzeniu laską) - Pana, monsieur Sing, zapraszam do pojazdu stojącego przed rezydencją - tam uzgodni pan warunki umowy z moim prawnikiem, pana Karola prosiłbym zaś o udanie się w trybie natychmiastowym za mną. Mieliśmy porozmawiać. - ostatnie słowa książę zaakcentował naprawdę mocno, po czym obrócił się na pięcie i udał do jednego z pobliskich pokojów, który na dniach miał się stać jego gabinetem.
__________________ Kutak - to brzmi dumnie.
Ostatnio edytowane przez Kutak : 07-23-2008 o 18:56.
|