| Przyglądając się zajściu i pieklącej się w oddali żonie kozaka, Piotr wybuchnął radosnym śmiechem. Zakręcił w powietrzu kapeluszem co znów spłoszyło jego klacz która stanęła dęba i zrobiła kilka kroków do przodu. Jeździec nie chcąc spaść pochylił się do przodu i walnął czołem w końską szyję. - Oszaleje przez tą kobyłę!- zdenerwował się Piotr, rozcierając czoło. Nachylił się do końskiego ucha i począł jej szeptać: - Przez ciebie, diablico jedna wychodzę na durnia co opanować konia nie potrafi, mogłabyś przestać się zachowywać jak markietanka ...- coś tam jeszcze jej zawzięcie gadał ale prawie niedosłyszalnie dla innych. Klacz tylko oczami na boki strzelała, po czym oddała mocz dalekim strumieniem.
__________________ MG do gracza: Budzisz się martwy... |