Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-23-2008, 18:03   #34
Salazar
 
Salazar's Avatar
 
Reputacja: 1 Salazar wkrótce będzie znany
$: 22 171
lastinn player

Pogoda za oknem Sheratonu zaczęła się powoli zmieniać. Usłyszeliście, że wcześniej powolne i leniwe bębnienie deszczu stało się szybsze. Do niego dołączył jeszcze dmący wiatr, który rzucał gałęziami drzew na wszystkie strony. Nieliczni przechodnie biegli czym prędzej do swych domów wracając z nocnych eskapad po warszawskich klubach i pubach. Grzmot. Burza. Czyżby zwiastun przyszłych wydarzeń?

Wilhelm von Richtenstein:

Twoje zniesmaczenie całą sytuacją rosło z minuty na minutę. Najpierw Vitae, potem bluzgi, teraz to. Czego ten Gangrel chce? Korzyści z zadania są widoczne, a Ostrowski tylko wychodzi na przeciw... ale czemu masz jeszcze rozmawiać z najbardziej prymitywnym z prymitywnych? Primogenem Brujah.
Spojrzałeś mimowolnie na zegarek. Druga. Jeszcze dwie godziny do świtu, a ty nie wiesz co lepsze. Przystać na ich wymagania i poddać się trochę presji, czy zachować fason i niech sami się babrają w gównie.
Nagle zadzwonił telefon hotelowy.

Kamil "Kimi" Kmielik::

No prosze. Już się zaczęły jakieś gadki, komentarze. Nic im nie pasuje. Znowu Gangrel jest be, a chęć działania jest tępiona niczym natarczywa mucha. Zadajesz sobie w myślach pytanie: "Czy to jest właściwe? Camarilla i inne bzdury?" Wasz kompan w nieśmiertelnej egzystencji gnije gdzieś w azjatyckiej niewoli, a oni nie kiwną nawet palcem. Zero spontanu, samo planowanie, planowanie. Pewnie jeszcze jako śmiertelnicy robili dwugodzinny plan pójścia do kibla.
Ale co to? Vincent... Nestor... Ten drugi jest całkiem w porządku. Lubi działanie. Podoba ci się jego sposób myślenia i z całej grupy to z nim chciałbyś współpracować.
Ventrue skończył rozmawiać przez telefon, ale chyba myśli, że zrobił dostatecznie dużo i może spocząć na laurach. To będzie trudna przeprawa.
Z oburzenia i coraz bardziej mrocznych przemyśleń wyrwał cię sygnał hotelowego telefonu.

Vincent:

Pośpiech, działanie, akcja. Domena Nestora. Spokój, przemyślenia i trzeźwość umysłu. Działka Vincenta. Sam już nie wiesz, która część twojego jestestwa bardziej przeważy. Popijasz krew, słodki nektar pieszczący twoje podniebienie i czujesz swoistą satysfakcję ze swoich działań. Primogen Malkavian, piękna Natasza. Ten wieczór staje się coraz ciekawszy. Szkoda tylko, że najpewniej w całym tym zadaniu pojawi się niejedno zagrożenie twojego nieśmiertelnego życia. Ventrue skończył swoją jakże ważną i tajną pogawędkę ze swoim szefem.
Nestor niebezpiecznie dobija się do bram twojego umysłu.
"Działaj! Działaj kurwa!"- słyszysz w odmętach swych myśli.
Siedząc w wygodnym sheratońskim fotelu, popijąc krew o świetnym roczniku coraz bardziej dopada cię znużenie, a tym samym Nestor naciska coraz bardziej.
Telefon, spojrzałeś leniwie na stolik kilka metrów od ciebie. Zobaczyłeś mrygającą diodę i znów rozległ się denerwująco głośny sygnał.

Wilhelm von Richtenstein, Kamil "Kimi" Kmielik, Vincent:

Spojrzeliście po sobie, w waszych oczach pokazało się zaniepokojenie i ciekawość. To drugie uczucie wyraźnie górowało i chcieliście się jak najszybciej dowiedzieć, kto ma numer do tego pokoju i w jakiej sprawie dzwoni.
Kimi, który stał najbliżej nacisnął przycisk włączający tryb głośnomówiący.
"Halo?"
- Krzyżanowski z tej strony.
Znowu wymieniliście zaskoczone spojrzenia.
- Dobra, słuchać mnie. Zwłaszcza ty garniturowy! - wyobraźnia ukazała wam obraz Brujaha wskazującego palcem na Wilhelma. - Porwano mojego człowieka. To jest kurwa zniewaga! Słyszycie?! Zniewaga. - ton jego głosu uspokoił się po chwili, choć dalej mógłby z łatwością ciąć szkło. - Brzydale donieśli mi, że jutro przyjadą po niego sabatki, więc mam wielką... no dobra, dużą prośbę. Wyciągnięcie mojego podopiecznego z tej zapadłej skośnej dziury, a ja będę pokrywał wszystkie wasze długi u Nosferatu przez rok. Co wy na to? Zadowoleni? Myślę, że tak. - najwyraźniej bardzo zadowolony z siebie i pewny siły swej propozycji odłożył słuchawkę, usłyszeliście kliknięcie, zanim którykolwiek z was zdążył się choćby odezwać.
Ta noc przynosiła o wiele za dużo obietnic, żeby mogła się dobrze skończyć.

Zbyszek

Zmęczenie, głód. Coraz bardziej marzysz o delikatnej i smukłej szyjce w którą mógłbyś się wgryźć i najeść do syta szkarłatnym słodkim płynem. Eh, kurwa co tam smukła szyjka. Nawet zaśmiardły, stary żul byłby teraz spełnieniem marzeń. Oparty o ścianę swej celi w roztargnieniu patrzysz w górę szybu, który niedługo zaleje cię słonecznym, ciepłym i morderczym światłem. Jak dumny i silny Brujah mógł upaść tak nisko?
Otępiony brakiem pożywienia zwróciłeś wzrok w kierunku myszy przyglądającej ci się czarnymi, ciekawskimi oczkami. Zaraz, zaraz... MYSZ?! Skąd?! Jak?! Mimowolnie ożywiłeś się, a ona uciekła i skryła się w szparze pomiędzy cegłami. Ciemność skryła doskonale zakurzoną wyrwę w murze, tak małą, że tylko mały szary gryzoń mógł się przez nią prześliznąć.
"Czy jest na tyle mała, że powstrzyma mnie przed rozpierdoleniem reszty tej kurewskiej ściany?" - przemknęła ci myśl.
Czas na działanie, bo świt już blisko. Nie chciałeś zobaczyć odbicia słonecznych promieni w kałuży na środku twojego tymczasowego (jak miałeś nadzieję) więzienia.
 
__________________
Oto pięść moja. Zna ją świata ćwierć...
Kto ją ujrzy, ujrzy swoją... śmierć...

GG: 953253

Ostatnio edytowane przez Salazar : 07-23-2008 o 19:50.
Salazar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem