Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-24-2008, 18:09   #246
Angrod
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skał
$: 48 975
Często wyobrażał sobie, że przywita koniec bez szczególnego entuzjazmu, zrezygnowany, jak metę w wyścigu w którym biegnie sam, ostatni, a za razem pierwszy. Innym razem wydawało mu się, że przemożnie nie będzie chciał się z nim pogodzić, bo jak to zostawi swój pluton, tak po prostu da się szkopom? Teraz kiedy ostatnia łódka siedziała w kaemie i prawie czuł, że z każdą wystrzeloną pestką staje się on lżejszy, miał przeczucie. Nie był stuprocentowo pewny, że umrze, ale tak mu się wydawało. I nawet w tej dziwacznej katedrze, trzymając na dystans potwory z koszmarów wszystko było takie, jak to właściwie się zazwyczaj odbywa. Ot tak po prostu. Sytuacja przejebana jak już nie raz bywało, tylko trochę gorzej.

- Twój Browning przynajmniej nada się na maczugę, a jak ja pierdolnę stenem takiego bydlaka to mi się broń rozsypie.

Chmura wyciągnął nóż.

- Ta i zostanę królem jaskiniowców, no zajebiście. - Wyszczerzył się głupkowato do Czarnego. - Może mi się uda założyć ten bagnet, zobaczymy czy pasuje. Spróbuj zdobyć jakąś maszynkę - poradził - to... będziesz miał dwie.

Głupawy uśmiech powstańca szybko zmienił się w maskę strachu, gdy jego najlepszy przyjaciel drgnął, a na jego plecach zaczęła wykwitać szkarłatna plama. Widok jego krwi zaskoczył go bardziej niż swojej własnej.

- Hej stary, ale Ci się oberwało. - Zaczął mówić drżącym głosem - Ale to nic takiego, ja gorzej dostałem i nic. - Odwrócił głowę i krzyknął najgłośniej jak mógł - Sanitariuszka! - obrócił się z powrotem do Czarnego - No zaraz ci przejdzie, nie zwracaj na to uwagi.

Nie to nie mogło się tak skończyć, nie on, nie tak, nie tutaj. A te świńskie kurwy już wchodzą. Chmura dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że już się raczej nie wycofają. Przynajmniej nie wszyscy. Znowu? Znowu czyjeś życie ma być poświęcone dla mojego? Czarny pewnie będzie chciał zostać, że ranny. Bał się, bał się cholernie. Jednak wiedział, że już nie spęka. Przysiągł, nie może. Chciał się uśmiechnąć, ale na twarzy pojawił się tylko grymas złości. No to jedziem... - pomyślał

-Będę was osłaniał, wycofać się! Jastrząb pomóż Czarnemu! I to jest kurwa rozkaz! No już, biegiem!
 
__________________
...
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline