Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-25-2008, 19:41   #414
Milly
Administrator
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 10 Milly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnieMilly jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 335 993
Zieleńsza wyglądała na nieco zdziwioną, że Torin pyta ją o takie rzeczy. Zastygła w geście zdziwienia i przez krótką chwilę pogrążyła się we wspomnieniach o swej zmarłej już opiekunce. Dziewczyna nigdy nie mogła pogodzić się z tym, że stara zielarka zarabiała więcej na rzucaniu uroków, przyrządzaniu trucizn i różnych specyfików, które miały za zadanie szkodzić ludziom. Potem z kolei brała kolejne pieniądze za to, żeby wyleczyć uporczywą wysypkę, biegunkę czy choroby bydła od tych ludzi, dla których dzień wcześniej sąsiad kupił u niej specjalne zioła. Zieleńsza patrzyła na to wszystko, a staruszka tylko się śmiała i mówiła "ludzie tacy już są - spróbuj im wybić z głowy te bzdury, a przestanę sprzedawać uroki!" Wtedy dziewczynka próbowała przemawiać do rozsądku tym, którzy przychodzili po takie zioła. I nigdy nikogo nie udało jej się przekonać do swojego zdania.

- Tak, Torinie... - powiedziała powoli i poważnie. - Znam takie zioła, którymi można zrobić człowiekowi krzywdę. Którymi można nawet zabić. Kraśnica to nie jedyny sposób. Jak na ironię, przyrządzenie takiego naparu nie trwa wcale długo. Zabić jest znacznie łatwiej niż utrzymać przy życiu...

Zapadła krótka chwila ciszy.

- Nie chciałabym nikomu zrobić krzywdy. Jeśli nie będzie innego sposobu, jeśli nic nie uda nam się więcej wymyślić, mogłabym coś przyrządzić. Biegunka, wysypka, ból... różne straszne rzeczy, których nigdy nie robiłam. Chciałabym, żeby to była ostateczność.

Patrzała na Torina, Gustava, wreszcie Gerdę, wzrokiem poważnym i nieco smutnym. Po chwili coś jej się przypomniało i spróbowała zaryzykować:

- Pamiętacie, jak siedzieliśmy w tej karczmie? Podszedł do mnie mężczyzna i pomylił mnie z kimś. Nazwał mnie chyba jakimś imieniem, ale już nie pamiętam jakim. Mówił o dworze książęcym. Musicie wiedzieć jedną rzecz. Moja matka była bogatą szlachcianką, miała na imię Winnifred i była żoną lorda Kesseya. On chyba nie był moim ojcem. Zostawiła mnie w rękach zielarki, która w środku lasu odebrała jej poród. Po śmierci mojej opiekunki, właściwie kilka dni temu, wyruszyłam żeby znaleźć i poznać moją prawdziwą matkę. Być może to do niej jestem podobna? Ten człowiek był przekonany, że jestem kimś innym. Może moglibyśmy to jakoś wykorzystać? Nie znam się na takich rzeczach... Może Wy moglibyście coś wymyślić?
 
__________________
Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
T. Pratchett Czarodzicielstwo
Milly jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem